sobota, 29 marca 2014

Witaj, piękny nieznajomy.


List 1.

Witaj, piękny nieznajomy.

Słyszę jak echo mojego głosu odbija się między ścianami pustej przestrzeni. Na środku stoi łóżko, nie pytam skąd w nim tyle starania o taką samotność. Wiem, że moje ciało jest wszystkim czego pragnie. Przynajmniej w tej chwili. Przynajmniej na ten moment. Zaczekaj, opowiesz mi kim chciałbyś zostać w przyszłości? Odwracam się. Zamykam oczy, kiedy nie chce widzieć tego co oczywiste. Jakbym mógł uciec...

Dobranoc.

Zostaje tu tej nocy. O chwile za długo, kochanie.

Nie zasypiam w jego łóżku. Marzyłbym wtedy o byciu prokuratorem.

Odchylam głowę do tyłu, gdy ciepłe place zaciskają się na mojej szyi. Przymykam powieki, tracąc resztki oddechu. Coś, jak kolorowe światełka, mignęło mi przed oczami, a ja wygiąłem plecy w łuk, gdy dochoszło do mnie uczucie, gdy płuca zasysają się wraz z uciekającą ostatnią falą powietrza...

Ale to już przeszłość, to było... a może? A może to dopiero będzie. 

Wracam. W końcu ostatecznie zdaje sobie sprawę, że stąd nie ma wyjścia. Exit. W koszmarach nie można czytać. Przynajmniej nie okłamuje mnie, gdy zadaje mi ból. Cierpienie jest czyste, bo jest szczere. Jego język jest jak wąż, a palce niczym pazury najdzikszego zwierzęcia. I tak właśnie uprawia ze mną seks. Jak zwierze. W końcu nie on pierwszy nauczył mnie co to seks.

Wkońcu nad ranem kończy się mój koszmar. Moje serce jest puste. Moje kieszenie są pełne.

Chciałbym kiedyś zostać strażakiem.

Ale podświadomie wiesz: jesteś tylko dziwką, co z tego, że ekskluzywną?

N.
***

Był dzień następny po pogrzebie naszego ojca. Ja, moja siostra Elizabet i Jonghyun, który zgodził się reprezentować nas na spotkaniu, zmierzaliśmy na odczytanie testamentu oraz podział majątku.
- Zaraz po skończeniu zebrania muszę jechać, Minho - powiedział spokojnie Kim.
Znałem go od bardzo dawna. Jeszcze w czasie szkoły. Także potem, gdy zaczął pracę w kancelarii ojca, a ja w hotelu należącym do mojego. Prawdopodobnie inni uznają to za dziwne, że chłopcy w wieku 22 lat pracują w dużych przedsiębiorstwach. Uznają tak, bo nie zdają sobie sprawy, jak rządzą się prawa spadkobierców wielkich rodzin. Jonghyun już w podstawówce był uczony prawa i dzięki poparciu, zdał egzaminy na studiach w ekstremalnym tempie. Ja natomiast, od małego przyglądałem się pracy ojca wiedząc, że kiedyś przejmę po nim hotel.
- To dziś zabierasz go do siebie? - spytałem.
- Tak.
Kiedy stanieliśmy przed drzwiami gabinetu prawnika, czułem pewnego rodzaju nadzieje na ulgę. Śmierć ojca nadeszła nagle, choć to nie tak, że się jej nie spodziewaliśmy. Od lat chorował na nadciśnienie, a stres dodatkowo wpływał na niego negatywnie. Chciałem mieć już za sobą ten formalny odczyt jego zapisków.
- Dzień dobry panie Chung - powiedziałem, przekraczając próg pokoju.
Prawnik ojca czekał na nas, zajmując miejsce przy długim stole. Miał dziwnie niepewny wyrazem twarzy. Chciałem zapytać go o powód takiego zachowania, ale kątem oka dostrzegłem jeszcze jedną z osobę, siedzącą obok niego. Zatrzymałem się i zwęziłem spojrzenie. Elizabet stanęła, jak wryta, krok za mną.
- Przepraszam, ale o co tu chodzi? - spytałem, patrząc na młodego chłopaka znajdującego się na przeciw mnie. - Przyszliśmy za wcześnie?
- Ja zwariuje... - rzuciła Elizabet, dopisując scenariusz szybciej niż zdążyłem  w ogóle wpaść na taki pomysł. - Niech pan nie mówi tylko, że to jakiś zagubiony dzieciak naszego ojca.
- Usiądźcie - powiedział spokojnie Chung.
Zajęliśmy miejsce przy stole z wyraźną rezerwą. Chłopak nie zaszczycił nas jednak nawet rzutem oka. Był wyraźnie młodszy niż ja. Miał na sobie lekko wygniecioną koszulkę i dużą ilość wisiorków na szyi. Niedbale ułożone włosy opadały mu na czoło, jeszcze lepiej maskując jego oczy. Kim on jest?
- Nie wspominał pan wcześniej o kolejnej osobie, która została uwzględniona w testamencie - zwrócił uwagę Jonghyun.
- Sytuacja była skomplikowana - wytłumaczył się prawnik. - Wolałem omówić ją, kiedy zbierzemy się już wszyscy razem.
- Więc słuchamy - rzuciła zniecierpliwiona Elizabet.
Pan Chung westchnął, prostując się.
- Sprawa o jakiej mam zamiar powiedzieć jest bardzo intymna, ale liczę, że będziecie w stanie spokojnie jej wysłuchać. Ten młody chłopak - wskazał na nieznajoma osobę obok. - nazywa się Lee Taemin.
- Nie potrzebuje jego danych - przerwała mu siostra. - Chce tylko wiedzieć po co tu jest.
Chłopak obrócił lekko głowę w jej stronę, jakby chciał coś powiedzieć. Jednak ostatecznie postanowił dalej milczeć.
- Więc... - zaczął niezręcznie prawnik. - Taemin podpisał pewną osobliwą umowę z waszym ojcem, która nie zdążyła zostać zrealizowana.
- O jakiej umowie mówimy? - wtrącił się Jonghyun.
- Umowa dotyczy wykonania pewnej rzeczy przez tego oto chłopaka, w określonych z góry ramach czasowych, za którą przysługiwać mu będzie pewna kwota pieniężna.
- Słucham? - oburzyła się Elizabet. - Nie mam zamiaru mu niczego płacić.
- Właściwie to ten obowiązek nie dotyczy pani. W testamencie część, która dotyczy spłaty długów ojca oraz dokumentów mających regulować sytuacje prawne, należy do obowiązku Minho. 
- Chwileczkę - powiedział Jonghyun. - Najpierw chcemy usłyszeć, jaką niecodzienną umowę zawarł pan Choi z tą osobą.
Spojrzałem na drobną sylwetkę nieznajomego, ponownie próbując nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Ten jednak uparcie, z wyraźnym dystansem, ignorował wszystkich zgromadzonych w tym pokoju.
- Niech pan mówi - powiedziałem lustrując chłopaka. - Na co szalonego porwał się nasz ojciec.
- Proszę - prawnik podał mi kartkę papieru z podpisaną umową. - To są zasady na jakich masz obowiązek spłacić Taemina.
Spojrzałem na dokument i wystarczyło mi dojrzeć pierwsze zdanie, aby ponownie przenieść wzrok najpierw na chłopaka, a następnie na prawnika.
- Chyba źle to rozumiem - wydusiłem zaskoczony.
- Co to jest - Elizabet zabrała mi umowę z ręki.
- Dobrze pan zrozumiał - upewnił mnie pan Chung.
- To chyba jakaś farsa - powiedziała moja siostra, kiedy również zrozumiała treść umowy.
- Możecie przestać histeryzować.
Nagle w pokoju zapadła cisza. Wszyscy zamilkliśmy, z powodu nagłego odezwania się chłopaka. Tym razem nie unikał już naszego wzroku. Przeciwnie. Jego spojrzenie powędrowała po sylwetkach zgromadzonych, przynosząc ze sobą jakiś dziwny rodzaj chłodu. Zatrzymał się na mnie, a jego usta otworzyły się lekko na chwile, za nim znowu go usłyszeliśmy.
- To nie jest dla mnie zabawa, a ta umowa jest w pełni zatwierdzona prawnie. Resztę możecie rozumieć jak chcecie. Osoba - popatrzył na mnie, analizując moją reakcje - mnie nie obchodzi. Interesują mnie tylko pieniądze.
- Chyba sobie kpisz! - krzyknęła Elizabet, podrywając się z krzesła.
- Spokojnie Lizzy - zdrobniłem jej imię, łapiąc ją za rękę, po czym zwróciłem się do prawnika. - Możemy zrobić chwile przerwy?
Pan Chung zgodził się, a ja opuściłem pokój razem z krzyczącą siostrą i Jonghyunem.
- Jak chcesz to rozwiązać? - spytał Kim, czytając warunki umowy. - Ten papierek jest jak najbardziej w porządku i nie widzę możliwości zanegowania go.
- Chyba po prostu mu zapłacę i pozwolę odejść - rzuciłem luźno. - Pieniądze nie mają znaczenia.
- Nie żartuj - wtrąciła się Elizabet. -  Nie możesz mu tak po prostu dać kilkaset tysięcy. Nawet jeśli mówimy tu o kwocie należącej do ojca.
- Więc co mam zrobić?
- Nie wiem, wykorzystaj go.
Spojrzałem na nią zaskoczony.
- Nie, nie tak jak w umowie! - pomachała przede mną rękami. - To byłoby okropne! W głowie mi się nie mieści, że ojciec chciał w ogóle zrobić coś takiego.
Oparła się o ścianę, zakrywając dłonią oczy. Również nie potrafiłem zrozumieć, co kierowała ojcem, kiedy podpisywał te umowę. Jakbym w ogóle go nie znał. A przecież znałem go od 22 lat. Przecież miał dwie żony. Skąd w nim pomysł na takie urozmaicenie sobie życia? Chciał zrobić to dla zabawy?
Spojrzałem ponownie na kartkę przyglądając się liście praw i obowiązków pracownika oraz pracodawcy. Co za idiotyczne nazwy, biorąc pod uwagę sposób w jaki ta praca miała wyglądać.

Obowiązki pracownika:
1. Całodobowe przebywanie, podczas jednego pełnego miesiąc, w wyznaczonym przez pracodawcę miejscu, będąc tym samym na każde jego polecenie.
2. Zapewnienie pracodawcy przyjemnego spędzenia czasu, tudzież: satysfakcji seksualnej oraz czynnościami z tym powiązanymi.
4. Pracownik zobowiązuje się do wypełniania wszystkich poleceń pracodawcy, nie przekraczających jego możliwości oraz nie wyrządzających mu krzywdy.
5. Od momentu podpisania umowy, pracownik nie ma prawa jej zerwać. W wypadku podjęcia takiego czynu, zobowiązany jest zapłacić odszkodowanie pracodawcy, w wysokości sumy jaką miał o niego otrzymać.

Prawa pracownika:
1. Możliwość opuszczania przez niego, wyznaczonego przez pracodawcę miejsca, jedynie raz w tygodniu na ustaloną z góry liczbę godzin.
2. Możliwość negocjowania swojego stanowiska na temat sytuacji i norm dla niego nieprzekraczalnych w relacji z pracodawcą.

Obowiązki pracodawcy:
1. Pracodawca zobowiązuje się wypłacić pracownikowi zaliczkę, po upływie połowy trwania wyznaczonego czasu oraz reszty kwoty, ostatniego dnia.
2. Nie przekroczy norm dobrego zachowania oraz nie wyrządzi krzywdy pracownikowi podczas ich spotkań.
3. Opłaca wyżywienie oraz miejsce pobytu pracownika.
4. Od momentu podpisania umowy nie ma prawa do jej zerwania. W wypadku podjęcia tego czynu, jest zobowiązany wypłacić dwukrotność sumy oferowanej na początku pracownikowi.

Cóż, kontrakt bez dwóch zdań był dobrym zabezpieczeniem dla obu stron. Wyglądało to wręcz tak, jakby żadna ze stron usilnie nie chciała dopuścić do możliwości jego zerwania. Warunki były pokręcone, aczkolwiek temat wyrządzania krzywdy pracownikowi był najbardziej szokujący. Jakoś nie potrafiłem wyobrazić sobie ojca lubującego się w przemocy.
- Co powinienem zrobić? - spytałem, odrywając się od umowy. - Liczyłem, że dzisiaj to wszystko się wreszcie skończy. Tymczasem ojciec zostawił mi po sobie o wiele więcej niż przypuszczałem.
- Z punktu widzenia prawa, wiesz już wszystko, Minho - wyjaśnił mi Jonghyun. - Wybór należy do ciebie.
- Jeśli go puścisz z pieniędzmi, poczuje się tak, jakby nasza rodzina została wykorzystana przez dziwkę - powiedziała Elizabet. - Niech płaci za to czego tak pragnie. Nie pozwolę mu dostać tego za darmo. A najlepiej jeśli sam się podda i zrezygnuje.
Westchnąłem słysząc ich słowa. Żadne dobre rozwiązanie nie przychodziło mi na myśl. Wziąłem do ręki papier i skierowałem się z powrotem do pokoju. Nie wiem na ile to co planowałem zrobić będzie słuszne, ale muszę liczyć się ze zdaniem innych. Ostatecznie, nie będę musiał mówić, że zdecydowałem o tym sam.


***

Opuściliśmy pokój prokuratora Chung piętnaście minut później. Elizabet trzymała mnie za rękę, gdy wychodziliśmy. Uśmiechnąłem się do niej wiedząc, że wszystko co dla mnie czyniła, robiła z miłości. Mimo, że mieliśmy dwie różne matki, nigdy nie czułem jakbyśmy nie byli pełnym rodzeństwem.
Chłopak wyszedł z sali zaraz za nami, naciągając kaptur na głowę. Przeprosiłem Lizzy i podszedłem do niego.
- Zaczekaj, chyba powinniśmy porozmawiać.
Spojrzał na mnie, zza za długiej grzywki. Czułem się dziwnie, gdy nasze oczy się spotkały. Zastanawiałem się, dlaczego ten chłopak zgodził na tak szalony sposób, aby zdobyć pieniądze. Nie potrafiłem jednak zdobyć się na to żeby go o to zapytać.
- Nie patrz tak na mnie - powiedział, zaskakując mnie tymi słowami. - Nie zamierzam uciec. Możesz mówić swobodnie.
- Widzisz - zacząłem niezręcznie. - Zgodziłem się na tą umowę, ale to nie tak jak pewnie teraz myślisz. Nie zamierzam wypełnić jej na określonych tam warunkach.
- Nie zależy mi na tym, aby to wiedzieć.
Zmarszczyłem brwi. Rozmowa z nim nie należała do najłatwiejszych.
- Masz na imię Taemin?
- To też nie ma tak wielkiego znaczenia.
- Możesz dać mi swój numer, żebym mógł do ciebie zadzwonić i ustalić przebieg tego... kontraktu?
Wzruszył ramionami, ale udzielił mi odpowiedzi. Przyjął również moją wizytówkę, nie spoglądając na nią jednak. Złożył ją na pół i schował do kieszeni spodni.
- Nie chcesz wiedzieć jak się nazywam? - spytałem, oszacowując jego obojętność.
Pokręcił głową, a ja się poddałem, czując się już i tak wystarczająco zmęczony jak na jeden dzień. Nie czekał aż się pożegnam. Po prostu odszedł. Patrzyłem przez chwile jak idzie, a następnie znika za rogiem.
- Minho - odezwał się do mnie Jonghyun. - Będę już jechał.
Odwróciłem się do niego.
- Dziękuje, że dotrzymałeś nam dzisiaj towarzystwa. Pozdrów go ode mnie - dodałem.
Kim kiwnął głową, po czym odszedł w tę samą stronę co Taemin. Poczułem jak ktoś kładzie mi dłoń na ramieniu.
- Powinniśmy wracać do hotelu - przypomniała mi siostra. - Pomyśli o tym, co dalej zrobić po drodze.
- O ile istnieje właściwe rozwiązanie tej sytuacji - westchnąłem, po raz ostatni tego popołudnia.

***

Stałem przed wejście do sierocińca. Nieduża torba, w której mieściły się wszystkie moje rzeczy spoczywała przy mojej lewej nodze. Spoglądałam na niego, wciąż nie potrafiąc rozszyfrować jego zachowania.
- Nie rozumiem - szepnąłem, wpatrując się w jego jak zawsze trudny do przejrzenia wzrok.
Jego szalik powiewał delikatnie na wietrze. Dzień był ponury, a za rogiem zbierało się na pierwszą w tym roku burze.
- Po prostu przyjmij moją pomoc - powiedział spokojnie. - Masz już osiemnaście lat, jak długo chcesz tu jeszcze zostać?
Zacisnąłem usta.
- Dlaczego chcesz to dla mnie zrobić? - spytałem. - Zrobiłeś już dla i tak więcej niż powinieneś.
Przejrzał mnie na wylot swoimi ciemnymi tęczówkami, a ja poczułem jak serce mi przyśpiesza. Speszony, opuściłem lekko wzrok. Przygryzłem wargę, nie wiedząc co jeszcze powinienem powiedzieć.
Miałem wrażenie, że moje barki robią się ciężkie od przetłaczającego mnie poczucia, że on robi dla mnie zbyt wiele. Kto chciałby, tak po prostu przygarnąć taką sierotę, jak ja? W jaki sposób odwdzięczę się kiedykolwiek, takiej osobie, jak on? Komuś, kto ma wszystko. Komuś, kto od tak długie czasu sprawia, że sama tylko jego obecność, gdzieś na tym świecie, przynosi mi poczucie bezpieczeństwa.
- Nawet mnie nie znasz... - szepnąłem po raz kolejny, decydując się ponownie spojrzeć mu w oczy.
Chciałbym wiedzieć, że nie robie źle, przyjmując jego propozycje. Jednak, kurcze, to nie prawda. Nie powinien zabierać mnie do swojego mieszkania. Nie mam prawa wchodzić w swoich znoszonych butach w cztery ściany jego domu.
Nim się zorientowałem, on już stał naprzeciw mnie. Przystojny, czysty, elegancki. Wyciągnął rękę w moja stronę, a ja odruchowo zadrżałem, prawie się cofając. Westchnął prawie niewidocznie, ale jednak. Nie odsuwałem się, bo się go bałem. Przeciwnie. Jednak gdyby dotknął moich włosów, tak jak czynił to zawsze i gdyby koniec rękawa jego marynarki musnął mój policzek, tak jak za każdym razem, nie potrafiłbym już dłużej się opierać.
- Myślisz, że cię nie znam? - dobiegł mnie aksamitny ton jego głosu. - Nie musisz się tym przejmować. Znam cię wystarczająco. Jednak boje się, że zabierając cię, ty poznasz mnie lepiej i prawdopodobnie nie będziesz chciał już mnie widywać. Mimo to, wciąż chce to zrobić.
Rozchyliłem lekko usta, czując jak pierwsza kropla deszczu muska moją skórę. Nie uśmiechał się. Rzadko widywałem u niego ten sposób okazywania emocji. Mogłem policzyć na palcach jednej ręki momenty, kiedy miałem okazje zobaczyć, jak jego wyważony, spokojny, wyraz twarzy, zmieniał się w coś na znak śmiechu. Nawet teraz nie próbował przekonać mnie w ten sposób. Jednak w jego oczach widziałem ciepło, które dziwnie rozgrzewało, nawet jeśli kąciki jego ust się nie unosiły.
- Znajdę jakiś sposób żeby ci się za to odwdzięczyć - powiedziałem. - Nie chce przyjmować tego jak prezent.
- Jeśli to twój warunek.
Krople wody zaczęły spadać z nieba co raz częściej. Podniosłem swoją torbę i ze spuszczoną głowa skierowałem się do jego samochodu. Obróciłem się dopiero wtedy, gdy uświadomiłem sobie, że Jonghyun został w tyle. Miał dłonie włożone w kieszenie marynarki i spoglądał przed siebie.
- Tak wiele w tym miejscu wygląda jak dawniej - szepnął, prawie niedosłyszalnie, sam do siebie. - Tylko pogoda jest inna. Tylko ludzie nie są już tacy sami.
Popatrzyłem na niego pytająco, nie rozumiejąc co ma na myśli. Przeniósł wzrok na mnie, przez chwile nic nie mówiąc, aż w końcu pokręcił głową.
- Nic takiego - uciął krótko. - Kiedyś gdzieś to słyszałem.
Przemierzył dzielącą nas odległość i otworzył przede mną drzwi do swojego auta. Wyrzuty sumienia ponownie uderzyły w moje serce. Kiedy wsiądę, prawdopodobnie nie będzie już odwrotu.
- Kibum - powiedział, a ja poczułem jak tętno mi przyspiesza. - Zabieram cię do domu.
Zacisnąłem palce na uchwycie torby. Dobrze wiedział co powiedzieć. Nie zapytał, gdzie chciałbym pojechać, gdybym mógł. Znał odpowiedź.
- Pojadę - odpowiedziałem. - Do twojego domu.
Wsiadłem, zamykając za sobą drzwi. Nie mogłem nazwać miejsca, do którego jechaliśmy, moim. To nie byłoby w porządku.
Dołączył do mnie, siadając obok i przekręcając kluczyki w stacyjce. Prawda była taka, że robiłem to, ponieważ dusiłem się już w tym miejscu. Tak wiele lat upłynęło od momentu, gdy znalazłem się tu po raz pierwszy. Mimo to, dni wcale nie stały się tu cieplejsze. Noce nie cichły, przerywane krzykiem. Uczucia wciąż stały, jakby za rogiem, przypominając o przeszłości.
Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na sierociniec. Ostatnie mignięcie szarego budynku na tle starej ulicy Seulu. Ostanie rozmazane światło pokoju na ostatnim piętrze. Ostatnie pożegnanie.
Jednak, gdy opuszczaliśmy to miejsce nie czułem się inaczej. Wiedziałem. Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że to nie miejsce sprawia, że jestem tym, kim jestem.

---------------------------

Prawdopodobnie myślicie sobie, że pisze kolejne „50 twarzy Greya”. Nie piszę. Chociaż nie mogę nie przyznać, że pomysł na listę praw i obowiązków, nie zapożyczyłam z tej książki. ;)

Początek może mało porywający, ale dajcie mi się rozkręcić. Na pewno nastrój tego opowiadania będzie raczej niezbyt wesoły, chociaż pewnie długo w tym nie wytrwa, znając mnie. :P

Cóż mogę napisać poza tym na początek. Żeby zachęcić was do czytania, mogę wspomnieć jeszcze, że zamierzam wprowadzić tutaj postać Onew, w całkiem innej roli, niż zazwyczaj jest umieszczany. Będzie takim trochę złym chłopcem, który pociąga grzeczne dziewczynki. :P

Od razu jeszcze wytłumaczę się z umieszczenia wątku sierocińca w opowiadaniu. Wiem, że już nie raz dochodziło do zrzutów wobec niektórych autorek, że rzekomo ściągają pomysły. Zdaje sobie sprawę, że jedna z autorek pisze już o takiej tematyce, jednak możecie być pewni, że nie zainspirowałem się tym. Myślałam o tym wątku już dawniej i mimo, że po tym, jak wykreowałam sobie w głowie ten pomysł, zaczęła wychodzić tamta historia, nie zamierzam zmieniać swojej koncepcji. Poza tym nie musicie się martwić, na pewno mam inne pomysły na temat losów porzuconego Kibuma i nie dojdzie do powtórzeń. :)

Następny rozdział wyjdzie zgodnie z zasadą, której chyba nie trzeba pisać „na głos”. :) A jeśli nie, to wyjdzie tak jak już pisałam tu: <kilk>  czyli kiedy będę miała czas.

~ Anna

sobota, 1 marca 2014

Gdybyś wiedział jakie moje życie było samotne i jak długo byłem sam. I gdybyś wiedział jak bardzo chciałem kogoś, kto przyjdzie i zmieni moje życie w sposób, jak ty to uczyniłeś.



3 miesiące późnie.

Z wybiciem południa podwozie mojego samolotu dotknęło wreszcie płyty lotniskowej Seul-Inczhon. Zawsze kiedy wracałem do kraju czułem pewnego rodzaju ulgę. Lubiłem podróżować, ale strasznie tęskniłem za rodziną i przyjaciółmi. Niezbyt oryginalny ze mnie kłamca - niektórzy wiedzą o tym aż za dobrze. Dlatego każda rozmowa telefoniczna, w której zapewniałem mamę albo Taemina, że wcale a wcale nie muszą się mną przejmować, kończyła się standardowym: nie martw się Kibum, to tylko kilka miesiąc - zleci.
W końcu udało mi się wydostać z samolotu i wyjechałem z bagażem do holu. Przez przeszklone ściany padały promienie słoneczne, pozwalając cieszyć się początkami wiosny. Dostałem sms. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu.

Witamy w Seolu Kibum, znajdź czas w swoim grafiku na spotkanie z przyjacielem, ;)

Od: Chujin


Uśmiechnąłem się sam do siebie i odpisałem, że mój grafik na pewno znajdzie dla niego miejsce. Słodki zapach kawy i kwiatowe perfumy Jungah były wyczuwalne już z daleka, zanim jeszcze ją zobaczyłem. Jak zwykle wyglądała nienagannie szykownie.
- Trzy miesiące to stanowczo nie jest krótko, Kibum - powiedziała całując w policzek.
Po czym wypuściła mnie ze swoich objęć i uśmiechnęła zadziornie.
- Wyglądasz jak zwykle promiennie, małżeństwo ci służy - rzuciłem żartobliwie.
Wzruszyła ramionami.
- Moda lotniskowa i starbucks coffee mi służą.
Podała mi gorący napój, ruszając ze mną do wyjścia.
- Co tak właściwie tu robisz? - spytałem. - Na pewno masz lepsze sposoby na spędzanie czasu niż witanie mnie na lotnisku.
- No nie wiem... - powiedziała przeciągając słowa. - Jeśli będziesz tak mówił pomyśle, że już mnie nie lubisz.
Przewróciłem oczami śmiejąc się.
- Nawet gdybym ci tak powiedział i tak dalej byś się ze mną widywała.
- Masz racje - rzuciła przechylając głowę. - W końcu jesteś drugą osobą na tym świecie, którą kocham najbardziej. A teraz daj mi to.
Wyciągnęła do mnie rękę. Popatrzyłem na nią ze zdziwieniem.
- Bagaż kotu - sprecyzowała.
- Po co ci mój bagaż?
- Odwiozę go do twojego domu?
- Dlaczego miałabyś to robić? - spytałem lekko rozbawiony.
- O patrz - wskazała palcem przed siebie. - Czy to nie Oh Se Hun z Exo?
Odwróciłem odruchowo głowę, a ona szybko wyrwała mi torbę z ręki.
- To pa - rzuciła uciekając. - Zadzwoń do mnie później, umówimy się na jakąś kolacje.
Westchnąłem nie rozumiejąc jej jak zwykle nieracjonalnego zachowania. Oh Se Hun to to nie był, ale Taemin i owszem. Wziąłem ostatni łyk kawy i wrzuciłem opakowanie. Zignorowałam dziwaczne zachowanie Jungah i szybko zrównałem się z chłopakiem. Nie zdążył zaprotestować - choć wyraźnie chciał - jednak byłem szybszy i już tuliłem go do siebie.
- Ledwo wylądowałeś a już szalejesz - powiedział Taemin, gdy wreszcie go puściłem.
- Jestem strasznie szczęśliwy i okropnie za wami wszystkimi tęskniłem - przyznałem szczerze.
Uśmiechnął się.
- Niesamowite - skwitowałem. - Podczas naszej ostatniej wizyty na lotnisku ciężko było cię zmusić do takiego wyrazu twarzy, a teraz robisz to dobrowolnie.
Wzruszył ramionami.
- Nie robie tego specjalnie. To wy przeciągnęliście mnie na złą stronę - zażartował. - A teraz idziemy na spacer.
Spojrzałem na niego zdziwiony.
- Teraz?
- Tak, chodź.
Opuściliśmy lotnisko i weszliśmy na główną ulicę miasta. Seoul nie był ani bardziej, ani mniej, takim jak zwykle. Pełne ulice ludzi i samochodów rozpościerały się wokół nas, gdy szliśmy chodnikiem.
- Mam wrażenie, że tak wiele się zmieniło w naszym życiu, a jednocześnie to miejsce jest wciąż takie samo - powiedziałem.
- To nie miasto się zmieniło, tylko my.
- Prawda? Pamiętam, jakby to było wczoraj. Nasze powroty ze szkoły, plotkowanie o  chłopakach i ratowanie siebie na wzajem z opresji, spowodowanych naszymi głupimi pomysłami.
- O tak... - przyznał. - Pamiętasz jak wyglądała impreza u Jonghyuna? Masakra. Do tej pory nie znam całej prawdy o tym, jak wyglądała ta noc.
- Tylko Minho ją zna - zauważyłem. - Wydaje mi się jednak, że nie do końca się zmieniliśmy, patrząc na to co wyprawialiśmy po przyjeździe z Nowego Jorku.
- Może już zawsze zostanie w nas ta cząstka szaleństwa, skoro do tej pory nadal noszę tą samą kitkę związaną z tyłu głowy.
Weszliśmy w boczną uliczkę i tam Taemin się zatrzymał.
- Dobra, moje zadanie skończone.
- Jakie zadanie?
- Spotkamy się jutro a teraz wejdź do środka.
- Robicie sobie ze mnie dzisiaj jakieś żarty? - zaśmiałem się. - Najpierw Jungah, teraz ty.
- Po prostu tam wejdź - uśmiechnął się. - Do zobaczenia.


Zostawił mnie samego. Westchnąłem. Obejrzałem się, aby zobaczyć gdzie się znajdujemy. Ku mojego zdziwieniu był to klub. Wszedłem do środka z dziwnym przeświadczeniem, że już tu kiedyś byłem. Tylko nie mogłem sobie przypomnieć kiedy. Rozejrzałem się po pustym prawi pomieszczeniu, nie dziwiąc się tym wcale. W końcu była dopiero czternasta. Takie miejsca zapełniają się zwykle w godzinach wieczornych.
Spojrzałem na parkiet i znowu coś na znak deja vu ukuło mnie w piersi. Jakiś kolor, odblask światła. Coś jak wspomnienie, które podświadomie przetarło szlak moich myśli. Przekręciłem głowę, sunąc wzorkiem po pomieszczeniu, aż dotarłem do baru... i wtedy wszystko nabrało sensu.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, przygryzając wargę. Po czym wyprostowałem i udając, że dalej się rozglądam, podszedłem do lady, siadając przy niej na wysokim krześle. Nie minęła chwila jak barman postawił przede mną drinka.
- Od tamten chłopaka - wskazał za siebie. - Kazał przekazać, że jesteś najbardziej zniewalającą i olśniewającą osobą w tym klubie.
Zaśmiałam się, starając jednocześnie ukryć swój śmiech. Materiał na podryw całkiem miły, jeśli się zapomni, że aktualnie w pomieszczeniu znajdowałem się tylko: ja, on, barman i mężczyzna wycierający mopem parkiet. Unosiłem drinka do góry, posyłając dziękujące spojrzenie.
Dotknąłem dłonią karku, odchylając lekko głowę, a prawdopodobnie zabawny uśmiech nadal nie schodził z mojej twarzy. Dawno nikt ze mną nie flirtował. To wzbudzało we mnie jakąś nieśmiałość, a jednocześnie bawiło, jakbym był już za stary i zbyt ustatkowany na takie rzeczy.  
Zjawił się przy mnie za moment, podchodząc ze swoim kieliszkiem.
- Przepraszam - szepnął zmysłowo. - Czy mogę się dosiąść?
Unosiłem kąciki ust ku górze i przeniosłem wzrok z niego na swojego drinka. 
- Jeśli chcesz - rzuciłem lekko kokieteryjnie.
Zajął miejsce obok, zwracając się ciałem w moją stronę.
- Musisz coś wiedzieć - powiedział intymnie zniżając ton głosu. - Odkąd wszedłeś do tego klubu, nie mogę myśleć o nikim innym tylko o tobie. Czy to w porządku?
Wbiłem wzrok w alkohol, zwilżając usta. Po czym spojrzałem na niego.
- Coś mi podpowiada, że nie jesteś typem dobrego chłopca. Czy to w porządku zaufać nieznajomemu?
Odchylił się, przesuwając palcami po drewnianej ladzie.
- Masz racje - powiedział delikatnie. - Nawet będąc szalenie zauroczonym, nie powinienem ignorować dobrych manier. Na początku wydawałoby się przedstawić.
Zatrzymał się na tym, aby za moment jego wargi ponownie się rozchyliły.
- Cześć - spojrzał mi głęboko w oczy. - Mam na imię Jonghyun.
Zamilkłem na chwile, chłonąc jego ostatnie słowa. Uśmiechnąłem się, odwracając całkowicie w jego kierunku.
- Cześć Jonghyun - szepnąłem również patrząc mu w oczy. - Jestem Kibum.
Jego usta również przybrały podobny wyraz do mojego. Patrzyliśmy tak przez chwile na siebie, nic nie mówiąc. Jego wzrok nie straciły niczego ze swojej głębi i tak przyjemnie wytęskniony był ten moment, kiedy wreszcie po raz kolejny mogłem tonąć w tym morzu.
- Wiesz dlaczego tu jesteśmy? - spytał.
Choć to nie był pierwszy raz, gdy tak na mnie patrzył, nadal mieszał mi w głowie, kiedy to robił. Jakieś ciepło, tak jak za pierwszym razem, płynęło wzdłuż mojego krwioobiegu, napełniając moje serce uczuciem.
- Dlaczego? - szepnąłem.
- Tak właśnie powinien wyglądać ten dzień, Kibum - powiedział wyciągając rękę w moją stronę i sunąc placami od mojego łokcia aż po nadgarstek. - Ten, w którym pierwszy raz się spotkaliśmy. Pragnąłem ci go pokazać właśnie takim, jakim chciałem żeby był.
- Dziękuje - powiedziałem cicho. - Tęskniłem.
Czubkiem buta przysunął moje krzesło bliżej siebie, po czym oparł się o nie ręką, a jego usta znalazły się tuż przy moich uchu.
- Ja też tęskniłem.
Jego oddech owiał moją szyje. Zacisnąłem palce na krawędzi jego marynarki. Zapach tak dobrze znanych perfum dotarł do mnie i sprawił, że przyjemny dreszcz przebiegł po moich plecach.
- Możesz mnie pocałować? - wymamrotałem. - Bo myślę, że dłużej już nie wytrzymam.
Poczułem, że się uśmiecha. Przechylił głowę, a jego nos delikatnie pogłaskał mój policzek. Spojrzałem mu w oczy zza kurtyny moich rzęs, która szybko opadła, gdy jego wargi dotknęły moich. Naparł na mnie sprawiając, że moje usta rozchyliły się a jego ciepły język, zagłębiający się w nich, przywołał falę gorąca. Przyciągnąłem go do siebie jeszcze bliżej, czując jak bardzo brakowało mi go przez ten czas, kiedy nie byliśmy razem.
To może być śmieszne. Pewnie większość ludzi myśli, że trzy miesiące to nic wielkiego. Jednak prawda jest taka, że prawdziwą miłość poznajesz wtedy, kiedy nawet jeden dzień bez ukochanej osoby wywołuje u ciebie udrękę tęsknoty. Szczególnie, gdy poznałeś już smak rozstania z nią na o wiele dłuższy czas.
Oderwał się ode mnie, spoglądając na mnie spod przymkniętych powiek i kwitując moją niezadowoloną miną kpiarskim uśmiechem.
- Wybacz - usprawiedliwił się. - Chciałbym ci jeszcze coś pokazać, a jeśli tak dalej pójdzie to skończymy szybciej całkiem nie tam gdzie trzeba.
- Ale ja bardzo chce tam skończyć - wymruczałem przy jego ustach.
- Niestety - zaśmiał się. - Podnieca mnie długa gra wstępna, Kibum.
Westchnąłem i odchyliłem się lekko.
- Więc co chcesz mi pokazać?
Nie odpowiedział, ale spojrzał na mnie tajemniczo, po czym pociągnął z krzesła i za chwile siedziałem już w jego samochodzie.
- Gdzie się wybieramy? - spytałem.
Byliśmy już kawałem od centrum miasta i zaczęliśmy wjeżdżać w spokojną dzielnice z dużą ilością zieleni.
- Zaraz się dowiesz.
- O rany, nie męcz mnie. Nie mam pojęcia co planujesz, ale przypomniało mi się jak kiedyś powiedziałeś, że gdybyś chciał mnie gdzieś wywieść oraz zrobić ze mną co tylko chcesz, to zrobiłbyś to nawet bez mojej zgody.
- Może... - odpowiedział zagadkowo.
- Szkoda, że nie zrobiłeś tego tamtego dnia - zastanowiłem się.
Zaśmiał się.
- Byłeś wtedy taki zirytowany, że raczej to ty byś mi coś zrobił szybciej niż ja tobie.
- Mogłeś próbować - spojrzałem na niego uśmiechając się.
- Lubię długą grę wstępną - przypomniał.
- Masz racje - przyznałem. - Jesteś w tym mistrzem.
- Po prostu oboje jesteśmy uparci.
Posłała mi zalotny uśmieszek, po czym wyciągnął z kieszeni czarną opaskę.
- Nie no, żartujesz - powiedziałem.
- Nie, załóż ją proszę.
- Naprawdę - westchnąłem. - Mam nadzieje, że cię to rajcuje, bo ja zaczynam się już obawiać na co wpadłeś.
Założyłem opaskę z lekkim oporem. Kiedy dojechaliśmy wreszcie na miejsce Jonghyun pomógł mi wysiąść z auta i usłyszałem jak zamyka za mną drzwiczki. Wyciągnąłem odruchowo ręce przed siebie.
- Czy będę szedł po jakiś schodach?
- Nie - rzucił z jakąś ekscytacją, a jego dłonie znalazły się na mojej tali, kierując mnie prosto przed siebie.
Zrobiłem kilkanaście kroków, aż w końcu Kim pozwolił mi się zatrzymać.
- W porządku - powiedział uroczyście. - Możesz zdjąć opaskę.
Ściągnąłem przedmiot, który uniemożliwiał mi widoczność, przeczesując dłonią włosy. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłam rozległą działkę porośniętą wokoło różnymi drzewami i kwiatami. Na środku było widać zaczątki pierwszego etapu budowy domu. Obróciłem się aby ogarnąć dużą przestrzeń. W końcu napotkałem jego wzrok. 
- Gdzie jesteśmy? - spytałem nic nie rozumiejąc.
- Popatrz przed siebie jeszcze raz - poprosił.
Zwróciłem się ponownie przodem do budowli i zauważyłem, że coś przed nią stoi. Podszedłem bliżej i spostrzegłem sztalugę, a na niej projekt domu. Zwęziłem spojrzenie, aż w końcu przypomniałem sobie skąd kojarzę ten szkic.
To był ten sam dom, który widziałem 3 lata temu w niebieskim zeszycie Jonghyuna. Ten z bajecznym ogrodem pełnym kwiatów i jeziorem nieopodal niego. Ten, który tak bardzo mi się podobał i który stał się zaczątkiem jego pasji. Moje serce zaczęło bić szybciej. Odwróciłam się.
- Czy to... - spytałem jednak nie byłem w stanie dokończyć.
Uśmiechnął się do mnie i stanął naprzeciw. 
- Tak, to jest twój dom.
- Mój?
Otworzyłem usta szerzej.
- Właściwie to jeszcze nie jest skończony jak widzisz. Jednak mam nadzieje, że uda nam się zdążyć przed zimą.
Moja dolna warga zadrżała, a on widząc moje zaskoczenie, położył swoją dłoń na mojej szyi głaszcząc palcami mój policzek.  
- Budujesz mi dom? - spytałem jeszcze raz, niedowierzając.
- Tak - potwierdził po raz kolejny. - Aczkolwiek jest jeden warunek, który będziesz musiał spełnić aby go dostać.
Spojrzałem na niego nic nie rozumiejąc. Wciąż jeszcze kręciło mi się w głowie od tego co zobaczyłem.
- Musisz pozwolić mi zamieszkać ze sobą - powiedział, a lewy kącik jego ust uniósł się ku górze.
Zamarłem. Wpatrywałem się w jego oczy, szukając oznak tego, że żartuje. Mimo to nic takiego nie miało miejsca. Przeciwnie. Jego tęczówki stały się jeszcze bardziej ciepłe, a palce na mojej skórze, jeszcze bardziej czułe.
- Chcesz być ze mną? - upewniłem się. - Tak... na zawsze.
Pokręcił głową.
- Powinieneś raczej zapytać, czy byłem w stanie żyć bez ciebie przez resztę mojego życia - sprostował.
Moje serce ponownie przyśpieszyło, a ja nie byłem w stanie wydusić z siebie nic sensownego. To co teraz mówił, było czymś czego nie spodziewałem się kiedykolwiek usłyszeć. Marzeniem, które śniło się wielu, a tak niewiele z tych osób miało szczęście doczekać jego spełnienia. Więc jakim cudem ja? Jak to możliwe, że on stał tu teraz ze mną. Uśmiechał się do mnie. Dotykał mojego serca na tysiąc różnych sposób, nadając rytm jego uderzeniom. Mieszając mój oddech z czterokątną przestrzenią wypełnioną jego uczuciem.
- To jak? - zagadnął. - Mam oddać ten dom komuś innemu?
- Jasne, że nie - wydukałem. - Ale czy ty jesteś tego pewien?
- Byłem tego pewien już tak dawno temu, że teraz nie znajduje nawet cienia wątpliwości.
Przygarnął mnie do siebie, a jego usta dotknęły mojej skroni.
- Kocham cię - powiedział. - Kocham cię, bo samo twoje istnie czyni mnie lepszym. Barwi mój świat kolorami wschodzącego słońca. Sam twój zapach, wspomnienie, że byłeś przy mnie kiedyś i jesteś teraz. Czy będziesz przy mnie jeszcze czasem?
- Od czasu do czasu... - szepnąłem, po czym dokończyłem. - Tylko od czasu do czasu mnie przy tobie nie będzie.
Odsunął mnie od siebie tak, żeby spojrzeć mi w oczy.
- Nawet jeśli jestem złem chłopcem, a bycie ze mną zaprowadzi cię na sam skraj piekła? - spytał.
Uśmiechnąłem się.
- Z tobą, Jonghyun, mogę pójść nawet drogą w ciemności - odpowiedziałem. - Bo to nie tak, że nie posiadamy światła, które oświetli nam drogę.
Odwzajemnił mój uśmiech, przytulając mnie ponownie. Byłem tak szczęśliwy, że nie mogłem pomieścić tego uczucia. Westchnąłem zaciągając się jego zapachem. Przesunąłem dłońmi po jego plecach, zatrzymają się na pośladkach.
- Teraz to juz chyba koniec gry wstępnej - wymruczałem. - Teraz masz mnie już całego.
Zaśmiał się.
- Racje, chyba teraz powinniśmy przejść z gry do prawdziwego życia.
Unosiłem głowę i dotknąłem ustami jego szczęki.
- Myślę, że nie wytrzymasz żeby dojechać do domu - drażniłem się.
- Tak uważasz?
Jego wargi musnęły mój policzek. Wyswobodziłem się z jego uścisku, łapiąc go za dłoń i odsuwając kawałek.
- To jak - wymruczałem prowokacyjnie. - Złapiesz mnie po raz ostatni?
Spojrzał na mnie szelmowsko, a ja puściłem jego rękę i śmiejąc się, pobiegłem w stronę auta.
Złapał mnie tuż przy nim sprawiając, że prawie położyłem się plecami na jego masce. Położył dłonie po obu stronach mojego ciała, patrząc na mnie zwycięsko.
- Złapałem cię - szepnął tuż przy mojej twarzy.
- Więc przestańmy się już bawić i po prostu bądźmy szczęśliwi - odpowiedziałem, a on uczynił to co powinien. To, czego nauczyło nas życie a sprowadziło w to miejsce przeznaczenie.
Ten pocałunek, którym mnie obdarował, nie miał w sobie nic z kłamstwa, czy marzenia sennego. Nie tym razem i nigdy więcej. I choć pozostaną w nas wspomnienia dni, kiedy nie było idealnie. Dni, gdy wydawało się, że słońce już nie wzejdzie a świat na zawsze pozostanie jak wyblakła kartka papieru. Będziemy pamiętać te dni jako te, które uczyniły nas silniejszymi i stały się podstawą do szkicu, który tylko my mogliśmy wypełnić kolorami. Bo wszystko zależy właśnie od nas i od tego by nigdy się nie poddawać. A jeśli poczujesz kiedyś, że opuszcza cię nadzieja i dalej nie podołasz, sięgnij głębiej do swojego serca, a wtedy zrozumiesz jak wielką paletę barw w sobie posiadasz - nawet jeśli w tej chwili tak nie uważasz.

***

Coś w twoich oczach sprawia, że się zatracam.
Sprawia, że zatracam się w twoich ramionach.
Jest coś w twym głosie, co sprawia, że moje serce bije szybciej.
Mam nadzieję, że to uczucie będzie trwało przez resztę mojego życia

Gdybyś wiedział jakie moje życie było samotne
I jak długo byłem sam.
I gdybyś wiedział jak bardzo chciałem kogoś, kto przyjdzie
i zmieni moje życie w sposób, jak ty to uczyniłeś.

A teraz czuję się jak w domu.
Czuję, jakbym wracał tam, gdzie należę.*

***

Gdy rozstałem się z Kibumem, skierowałem swoje kroki w stronę całkiem innej, bocznej uliczki Seolu. W między czasie ktoś jednak doskoczył do mnie od tyłu i zasłonił oczy.
- Zgadnij kto! - usłyszałem dziewczęcy głos. - Poudawaj, że się zastanawiasz!
Opuściłem ramiona i założyłem ręce.
- Hym... Czy to ta ładna dziewczyna, która wczoraj podrywała mnie w szatni?
- Nie - zaśmiała się.
- W takim razie to musi być ten chłopak.
Dostałem kopniaka w tyłek.
- Och, racja - powiedziałem z naciąganym zaskoczeniem. - To przecież najpiękniejsza dziewczyna na tej planecie - Lee Sooyung!
- Zgadłeś - puściła mnie i przełożyła rękę przez moją. - Ale nie przesadzaj z tą pięknością.
- Nie przesadzam, chyba ilość sesji zdjęciowych jakie miałaś ostatnio mówi sama za siebie.
- Mam na razie szczęście. Poza tym, muszę najpierw skończyć ostatnią klasę.
Uśmiechnęła się do mnie i przytuliła do mojego ramienia. Jej długie ciemne włosy zatańczyły przede mną, kiedy pociągnęła mnie do przodu.
Patrząc na nią czułem się tak jak kilka lat temu, gdy jeszcze razem wracaliśmy ze szkoły. Kiedy wszystko wydawało się takie nieskomplikowane w swojej - choć smutnej - codzienności. Gdy nawet nasze sprawy rodzinne, z perspektywy tego co przeżyliśmy później, wydawaj mi się teraz nic nie znaczącymi rodzinnymi kłótniami. Wystarczał mi wtedy jej ciepły wyraz twarzy, który rozświetlał swoim blaskiem szare ulice. Z boku, może nadal wydawała się tą samą niewinną czternastolatką, na której koncerty muzyczne chodziłem, gdy rodzice nie mieli czasu. Jednak ja wiedziałem, że jej serce nie jest już takie samo. Byłem na swój sposób szczęśliwy tylko z faktu, że znalazła podczas swojej ciężkiej wędrówki, by być tu dzisiaj bezpieczeństwo, na które mam nadzieje zawsze będzie mogła liczyć.
- Jinki! - zawołała machając ręką.
Znacie mnie. Nie pałam do tego gościa bezgranicznym uwielbieniem. Jednak pewność, że do żadnego z chłopaków mojej siostry bym nim nie pałał, czyniła tą sytuacje normalną.
- Cześć Taemin - odezwał się Onew.
Sooyung wypuściła mnie z objęć, by jej dłoń zaraz splotła się z jego. Powoli zacząłem przyzwyczajać się do tego typu momentów. Puszczenie jej wolno i pozwolenie wytchnąć od naszego świata, było najlepszym co mogłem dla niej zrobić.
Pożegnaliśmy się a ja ruszyłem dalej w swoją stronę. W końcu znalazłem się w miejscu, do którego zmierzałem. Słońce chyliło się ku zachodowi. Szyld jak zwykle podświetlał napis przy drzwiach wejściowych. Night Paradise.
Od progu przywitała mnie uśmiechnięta buzia Andres'a. Chłopak podał mi szklankę soku, po czym zniknął na chwile na zapleczu. Kelnerka spojrzała na mnie przyjaźnie, po czym zajęła się klientami. Barman pojawił się ponownie, niosąc ze sobą butelki z alkoholem.
- Co tam słychać, Taemin? - spytał. - Umówiłeś się tutaj?
Pokiwałem głową.
- Wróciłeś do tańca?
- Tak, ale po tej przerwie jaką miałem to nie jest takie łatwe.
- Na pewno sobie poradzisz - pocieszył mnie. - W końcu jak czegoś chcesz zawsze to dostajesz.
Spojrzałem na niego lekko oburzony.
- Sugerujesz, że jestem uparty?
- Zawsze byłeś - zaśmiał się. - Ale dzięki temu masz teraz to, na czym zależało ci najbardziej.
- Może i masz racje... - przyznałem niechętnie. - Jednak ty też miałeś w tym swój udział.
- Czuje się jak posłaniec losów - zażartował.
Poczułem wibracje w telefonie. Spojrzałem na wyświetlacz.
-  Dzięki za sok, ale muszę już lecieć.
Pożegnaliśmy się, a ja zeskoczyłem z krzesła i ruszyłem do wyjścia. Na dworze zapadał już prawie zmrok. Przed wjazdem do uliczki stał motor, a przy nim chłopak ubrany w skórzaną kurtkę i ciemne spodnie. Tym razem nie miał przy sobie broni za co byłem mu niezmiernie wdzięczny. Za bardzo lubił swoją pracę, a ja za bardzo byłem o nią zazdrosny.
Opierał się o swoją maszynę z założonymi rękami i uśmiechał do mnie lekko karcąco.
- Kiedy wróciłem dziś rano z pracy ciebie nie było już w domu - powiedział. - Mogłeś zaczekać to chociaż zjedlibyśmy razem śniadanie, a tak na pewno nic dzisiaj nie jadłeś.
Na moich ustach również pojawił się uśmiech. Spojrzałem na niego zadziornie.
- Miałem nadzieje, że będziesz bardzo głodny jak zobaczymy się później i jak widzę nie pomyliłem się.
Ciepły podmuch wiatru przetarł szlaki ulicy, przynosząc ze sobą zapach z nad rzeki Han. Odgłosy samochodów nikły gdzieś w oddali. Kiedy na mnie patrzył, wciąż nie mogłem rozgryźć faktu, dlaczego nadal jego obecność tak na mnie działała. Skąd we mnie - osobie, która nigdy nie potrafiła żywić tak ciepłych uczuć - znajduje się tyle nerwowości i podekscytowania, za każdym razem gdy go widziałem. Podszedłem bliżej, a moje dłonie znalazły się na brzegach jego kurtki.
- Co słychać u Kibum? - spytał.
- W porządku. Myślę, że w tej chwili  nawet raczej bardziej niż w porządku.
Zmierzył mnie wzorkiem, zatrzymując się na moich oczach.
- Nie jest ci zimno? Dzisiaj podczas patrolu..
Położyłem mu palec na ustach.
- Obiecałem ci, że będę słuchał twoich narwanych opowiadań o pracy, ale nie tym razem.
Zabrałem rękę i nachyliłem się w celu przybliżenia do niego. Przez moment udawałem, że chce go pocałować, po czym ominąłem jednak jego usta i usiadłem na motorze. Usłyszałem jak się śmieje.
- Mówiłeś, że nie potrafisz być jak Jonghyun, ale macie ze sobą naprawdę wiele wspólnego.
Odepchnął się od maszyny, po czym okręcił i zajął miejsce przede mną. Moje dłonie szybko znalazły się wokół jego pasa, a policzek zajął swoje ulubione miejsce w tej pozycji, przytulony do jego pleców.
Kiedyś, dawno temu, bałem się jeździć z nim na motorze. Robiłem wszystko, aby nie dopuścić do takiego poruszania się po mieście. Teraz jednak, czując opór powietrza na swoim ciele, ciesząc oczy rozmywającymi się przede mną światłami budynków i wystaw sklepowych, zrozumiałam co on tak bardzo kocha w takich przejażdżkach.
Dojechaliśmy na most nad rzeką Han. Od razu podszedłem do barierki, oglądając piękny widok na miasto. Minho przytulił mnie od tyłu, kładąc swoją brodę na moim ramieniu. Przypomniała mi się wcześniejsza rozmowa z Kibumem.
- Opowiesz mi coś? - spytałem.
- O czym?
- Co takiego niesamowitego zdarzyło się na imprezie szkolnej Jonghyuna, że od tamtej chwili tak bardzo zacząłeś się mną interesować?
- Jestem pewien, że chcesz żebym ci to powiedział, bo to jedna z niewielu momentów, jakich między nami nie pamiętasz - powiedział rozbawiony.
- To nie jest zabawne - rzuciłem. - Powiedziałem ci wtedy te dwa zdania, których potem wariacko się wstydziłem.
- Wstydziłeś się, że przyznałeś do uczuć?
Jego ciepły oddech owiał moje ucho. 
- Może... - stwierdziłem trochę zły, że jak zwykle mnie rozszyfrował.
- W porządku - powiedział. - Więc słuchaj...

***

3 lata temu.

Ogród państwa Kim zachwycał swoją magicznością. Wszędzie rozpościerały się piękne kwiaty a wokół nich padały nastrojowe światła lamp. Poczułem jak przyjemny podmuch wiatru przepływa przez pokój, rozpościerając długie jasne zasłony. Ten sam podmuch powietrz otulił przestrzeń wokół mnie jak delikatna muzyka, odsłaniając mi widok na jeszcze delikatniejszą niż zwykle sylwetkę Taemina. Miał przymknięte powieki a jego usta były lekko otwarte. Gdy zdał sobie sprawę, że przed nim stoję, jego oczy otworzyły się szerzej, a na twarz wstąpiła panika. Jego szybkie zmiany nastroju sprawiły jednak, że za chwile zaczął się uśmiechać, a jeszcze szybciej zwymiotował między moje nogi.
Próbując pomóc mu wstać pomyślałem, że jutro będzie miał okropnego kaca moralnego. Najpierw próbował mnie pocałować, a teraz to. Takie sytuacje nie sprawiały, że łatwiej było mi zrozumieć jego zachowanie. Pomogłem mu się przebrać w ubrania, które dostaliśmy od Jonghyuna, a potem zostaliśmy sami.
Leżał obok mnie, z tymi niesfornymi kosmykami włosów na poduszce. Spokojnym wyrazem twarzy, który przywodził na myśl anioła. Drobną dłonią zaciśniętą na mojej koszuli.
Padało na niego światło księżyca sprawiając, że jego rzęsy rzucały długi, ciemny, cień. W pokoju panowała cisza, przerywana tylko czasem jakimś krzykami, które wyrywały się Kibumowi w celu pospieszenia Jonghyuna na dolnym piętrze. Ja również milczałem, wpatrując się w niego i czując, że w mojej głowie zaczyna rodzić się jakaś myśl. Odgarnąłem włosy z jego czoła, zahaczając placami o jego skórę. Zatrzymałem się na chwile, a moje palce samoistnie pogłaskały jego policzek. Miałem wrażenie, że leżąc tak jest zupełnie bezbronny. Co więcej zaczynałem zdawać sobie sprawę z tego, że nie tylko w tym momencie jest bezbronny. Chociażby chwile temu, gdy jeszcze próbował wymusić na mnie bliskość. Czy to nie właśnie to, co próbuje ukryć przed światem? Czy to właśnie samotność?
Poruszył się, a jego powieki delikatnie się rozchyliły. Coś ukuło mnie w sercu, gdy na mnie spojrzał. Poczułem, że się stresuje.
- Minho - szepnął. - Dlaczego ty jesteś taki niezłomny. Tacy ludzie przecież nie istnieją...
Jego dłoń zacisnął się jeszcze bardziej na mojej koszuli, a wzrok stał się mieszanką tęsknoty i zagubienia.
- Nie jestem niezłomny, Taemin - powiedziałem dziwnie nierównym głosem. - To po prostu wiara mnie takim czyni.
- Wiara w co? - spytał, jakby nie rozumiał już, że istnieje coś takiego, co jest w stanie trzymać przy życiu.
- Wiara, że mogę żyć szczęśliwy, tak jak pragnął tego mój ojciec.
Chłopak zastanowił się przez chwile, a jego powieki znowu lekko opadły.
- I to sprawia, że codziennie masz siłę się uśmiechać? - kontynułował.
- Myślę, że tak - przyznałem szczerze.
Ponownie zamilkł na chwile, ale przybliżył się jeszcze bliżej mnie. Tym razem poza widokiem jego bladej twarzy, mogłem czuć jeszcze jego zapach. Mieszankę delikatności i czegoś, co pachniało jak lato.


- Minho - szepnął w końcu. Spojrzałem na niego uważnie. - Proszę, obiecaj mi, że nigdy mnie nie zostawisz. Nie ważne co przyniesie przyszłość. Bądź przy mnie mimo wszystko.
Zamarłem słysząc jego słowa. Nie spodziewałem się czegoś takiego. Szczególnie z jego ust. Walcząc ze zmęczeniem, siłą woli podniósł swój wzorek ku górze i spojrzał mi prosto w oczy. Znowu coś ukuło mnie w piersi. Jakieś mocne uczucie zaczęło napełniać moje serce, gdy jego smutne oczy wpatrywały się w moje, czekając na odpowiedź. I w momencie to zrozumiałem.
To nie przypadek sprawił, że znowu się spotkaliśmy. To nie przypadek, tamtego lata na wsi, kazał mi wyciągnąć rękę do małego chłopca o zagubionej minie. Tak samo teraz, to nie przypadek powodował, że ten sam chłopiec leżał przy mnie, tylko tym razem z jeszcze smutniejszym spojrzeniem.
Uczucie jakie czułem, nie było zwykłym etapem przejściowym. Czymś co minęło z czasem. Czymś o czym można zapomnieć i zwyczajnie odejść. Moje życie przed tym jak miałem ojca, miało w sobie Taemina. Po jego śmierci Taemin znowu się w nim znalazł. Jakby niewidzialna siła mówiła mi, że to właśnie jest ta miłość, której będę szukał całe życie, gdy choćby na moment stracę ją z oczu. Chłopakiem, który wypełni moją samotność nadając jej całkiem inny wymiar. Darem od losu, który będzie moim lekiem na całe zło.
Przesunąłem palcami po jego ręce i położyłem dłoń na jego znajdującej się na mojej piersi. Nie musiałem się już zastanawiać nad odpowiedzią na jego pytanie.
- Tak Taemin - szepnąłem. - Będę z tobą mimo wszystko. A nawet gdyby w przyszłości zdarzyło się, że ponownie będziemy osobno i tak nie będziesz już nigdy sam, bo będę z tobą sercem.

***

- To wszystko? - spytałem Minho, gdy wreszcie skończył mówić. - Zakochałeś się we mnie po czymś takim?
Uśmiechnął się.
- Tak.
- To naprawdę... zwyczajnie - stwierdziłem.
- Za to całkiem niezwyczajne życie mieliśmy potem - zauważył.
Przekręciłem się w jego stronę, opierając plecami o barierkę. Rzeka Han mieniła się teraz tysiącami kolorów, rzucanych przez barwne światła. Nocne niebo stykało się z horyzontem wody.
- Okazało się jednak inaczej - powiedział.
- Jak to?
- Myślałem, że to ja mam cię uratować, a tak naprawdę to mnie uratowałeś.
Spojrzałem na niego trochę zdziwiony. W mojej opinii to właśnie on był tym, który wyciągnął mnie z głębokiej samotności.
- Dzięki tobie nie popełniłem największego błędu w moim życiu i nie złamałem przyrzeczenia jakie złożyłem ojcu, że będę szczęśliwy.
Uśmiechnąłem się do niego.
- Więc może uznamy, że po prostu oboje uratowaliśmy się nawzajem.
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał moje zdanie pocałunkiem.
- Hej - rzuciłem udając oburzonego, gdy skończył mnie całować.
- Wybacz - wzruszył ramionami. - W końcu nie jedliśmy razem śniadania.
Pokręciłem głową z dezaprobatą, po czym przytuliłem się do niego chowając usta w zagłębieniu jego szyi. Myślę, że wreszcie znalazłem odpowiedź na najważniejsze pytanie w moim życiu. Tak, to jest to miejsce, do którego należę. Ramiona, w których jestem. Bo jest tu wszystko czego pragnę. I gdziekolwiek do tej pory nie byłem. Jak wiele do tej pory nie zobaczyła i nie przeżyłem. Jednego nauczyłem się już na pewno. Moje miejsce na tym świecie znajduje się właśnie tu - przy jego boku. I tutaj zawsze powrócę. Mimo wszystko.
To takie zabawne. Żyjesz sobie w swoim świecie, jesteś wiecznie niezadowolonym nastolatkiem, bogatym chłopakiem bez marzeń, lub możesz być kim tylko zechcesz. Aż pewnego dnia na twojej drodze staje ktoś, kto całkowicie wywraca twoje życie do góry nogami. Z nadąsanego nastolatka stajesz się miękkim, płaczliwym chłopakiem. Z pewnego siebie macho, stajesz się zakochanym na zabój, walczących o czyjeś szczęście mężczyzną. Z samolubnej osoby przemieniasz się w zabiegającą o czyjś uśmiech.

Aczkolwiek, czy to dalej jest zabawne, czy jednak wierzysz już, że to może wydarzyć się naprawdę?

___________________________________________________________________________________ 

* Edwina Hayes - Feels Like Home



Kiedy zaczynałam byli tylko nastolatkami i takim też chciałam ich przedstawić.

Taemin - rozpieszczony, zatracający granice między dobrem a złem i wiarą w to, że to pierwsze jest jednak możliwe.

Minho - pełen oddania i ciepła mimo ciężkiej przeszłości, zbyt łatwo ufający temu, że tylko jego uśmiech jest w stanie zmienić lód w żar.

Key - żyjący chwilą, starając się zagłuszyć wspomnienia i zaufanie do mężczyzn.

Jonghyun - idący ścieżką życia i ideałów, której poddał się 

Nie wiem, czy to zauważyliście, ale każdy z nich, mimo różnic, dążył do tego samego. Taemin, który pragnął odnaleźć bezpieczeństwo i spokój, których nie zaznał. Minho, który pragnął znaleźć równowagę między miłością i uwierzyć, że to dobro, które zawsze w sobie czuł, nie jest tylko bajką, które w dzisiejszych czasach już się nie zdarza. Jonghyun, który podświadomie chciał znaleźć kogoś, kto da mu siłę, aby stać się tym kim pragnął. Kibum, który skrzywdzony przez ojca, w chłopaku, który był jakby odbiciem wszystkiego co może cię skrzywdzić i dla którego nie warto walczyć - pragnął odnaleźć osobę, która obdarzy go uczuciem. Mam wrażenie, że każdy z nas mimo różnic dąży właśnie do czegoś podobnego, tylko każdy z nas - tak jak moi bohaterowie - na własny sposób. I to sprawia, że

Mam nadzieje, że choć w jednym z bohaterów odnaleźliście jakąś cząstkę siebie i co najważniejsze, wasza odpowiedź na moje ostatnie pytanie w rozdziale brzmi tak.

Mam nadzieje, że podzielicie się ze mną swoimi odczuciami na temat opowiadania. Chciałabym też spytać, czy dalej chcecie mnie czytać, bo nie wiem, czy powinnam dalej pisać biorąc pod uwagę jak mało wolnego czasu mam ostatnio.

Tak, czy inaczej dziękuje, że czytaliście moje opowiadanie. Dziękuje szczególnie komentującym, ale dziękuje też tym, którzy nie komentowali a byli ze mną tylko myślami. ;) Trzymajcie się.

Anna

sobota, 11 stycznia 2014

TaeJongHo: Zabijasz moje serce, skarbie.

Ma mnie. Mają mnie.

Odurzonego zapachem ich ciał. Rozpalonego ciepłem ich skóry. Bezbronnego przed pragnieniem ich dotyku. Zimnych dłoni - sunących od pleców aż po pośladki. Ciepłych - spacerujących w górę po mojej klatce piersiowej.

- Zabijasz moje serce, skarbie - szepcze, kiedy palce Minho znajdują się na moim karku, a on jednym ruchem sprawia, że upadam na kolana.

Przed moim oczami tylko jego gorący członek - musisz wiedzieć, kiedy poddać się prosząc o miłość - biorę go do ust.

- Mordujesz mnie od środka -  mruczę, kiedy Jonghyun wchodzi we mnie ostro od tyłu.

Dusze się. Chce złapać oddech, ale nie mogę. Po chwili przypominam sobie, że przecież nie potrzebuje powietrza.

Noc jest długa. Noc jest gorąca. Nie ma w niej nic w co można wierzyć - przecież to tylko sny, głuptasie.

Kim wplata palce w moje włosy. Nachyla się. Szepcze do ucha. Jęczę, gdy jego ruchy przyspieszają.

Kłamię: Wołałbym ich nigdy nie posmakować.

Minho dochodzi. Pochyla się. Dotyka mojego podbródka.
- Zbyt długo bawiłeś się w chowanego - sączy mi słowa jak płynny narkotyk, po czym zlizuje z mojego policzka pamiątkę swojego uniesienia.

Słyszę bicie jego serca. Oddaje mu swoją dumę, a on zabiera mnie między dźwięki dzikiej rozkoszy. Stąd nie ma ucieczki.

Hej, kotku, masz tylko jedno a nie dziewięć uderzeń zegara. Nie zgubisz swojego strachu, między dwoma ocierającymi się o ciebie ciałami.

Jonghyun wychodzi ze mnie. Przekręca gwałtowanie w swoją stronę sprawiając, że kosmyki włosów tanczą przed moimi oczami, a jego usta stykają się z moją szyją.

Próbowałeś zrozumieć, dlaczego umierasz przy akompaniamencie dwóch oddechów przy swojej szyi? Nikt cię nie ostrzegł przed uczuciem, Taemin? Nie było nikogo takiego, kto by wyłączył twoje serce? Teraz jest już późno. Teraz rozumiesz już zbyt wiele.

Minho zaciska dłonie na moich pośladkach. Czuje ciepło, kiedy jego oddech nadchodzi wraz z językiem, przesuwając się po wnętrzu mojego ucha. Karmi mnie szeptem, który jak barwy rozszczepiające się w pryzmacie, przechodzi od cichych słów, po bardziej wyraźne dźwięki nazywające jego podniecenie.

Czuje jakieś zimne palce na swoim nadgarstku, obracające moją rękę wewnętrzną stroną do ich właściciela. Chłodny dotyk, krętą ścieżką płynie po mojej skórze.

Już czas kochanie, czas pogrzebać twoje serce w popiołach.

- Pocałuje mnie - szepcze jeszcze gdzieś w czasie gdy się wypalam. - Abym mógł marzyć, że to kiedyś będzie coś więcej.

wtorek, 7 stycznia 2014

Bądź przy mnie blisko i pozwól mi być blisko ciebie. A gdy odejdziesz, będę pamiętać to czego moje palce nauczyły mnie o tobie.


       Kiedy żegnałem się z Minho, serce podpowiadało mi dwa scenariusze. Albo widzimy się po raz ostatni, albo widzimy się po raz ostatni aby zobaczyć się ponownie na nowo.
- To ten dzień - szepcze. - Pójdziesz się z nim zobaczyć za nim przeniosą go do więźnia, prawda? - ostatnie słowo dodaje chyba z nadzieją, że jednak tego nie zrobi.
Mam wrażenie, że jeśli do niego nie pójdzie nie podejmie żadnej nowej, możliwie pochopnej, decyzji. Jednak ostatecznie wiem, że musi tam iść.
Kiwa głową. Wyciągam dłoń w jego stronę i dotykam jego. Sam nie wiem, co właściwie teraz robię. Bo jak wyjaśnić racjonalność, czy normalność sytuacji, w której pocieszam chłopaka, którego kocham, przed rozmową z mężczyzną - tudzież moim ojcem - przez którego w dużej mierze zginą jego.
Żegna się krótko. Intensywnie. Odjeżdża białą szosą, zostawiając po sobie zapach wczorajszej nocy i nadchodzącego dnia.

***

Ojciec Taemina za nie sprawdzenie warunków w jakich zapewnia zatrudnienie; nie udzielenie pomocy pracownikowi, który poniósł uszczerbek na zdrowiu, który miał wpływ na jego późniejszą śmierć; oraz za zatajenie tego wszystkiego przed wymiarem sprawiedliwości; zostaje skazany na 6 lat pozbawienia wolności, w zawieszeniu na okres odbycia kary w wymiarze 8 lat. Zostaje na niego też nałożona kara zapłaty pieniężnej na rzecz rodziny Choi, jako zadośćuczynienie za poniesione krzywdy.


To właśnie był wyrok jaki usłyszał ojciec Taemina. Jako, że wziął całą winę na siebie, jego matka dostała tylko wyrok w zawieszeniu.
Gdy spoglądam na niego po raz ostatni przez weneckie lustro w sali przesłuchań, nie potrafiłem do końca zrozumieć, dlaczego to właśnie on nalegał na rozmowę. Chociaż uciekał przed odpowiedzialnością tak długo, a ja uciekałam przed tą rozmową od kiedy go złapano, to on pierwszy powiedział, że nie odejdzie bez zamienia ze mną paru słów.
Próbowałem wydedukować czego oczekuje. Przebaczenia? Zrozumienia? Bałem się wejść przez te drzwi, bo wiedziałem, że gdy to zrobię to będzie już definitywny koniec. Nie potrafiłem jednak przewidzieć, jaki koniec to będzie. I tego bałem się chyba najbardziej. Końca, który nie przyniesie mi ulgi.

***

Wszedłem niepewnie do domu, już z daleka widząc, że w pokoju świeci się choinka. Sooyung wystroiła cały dom, tak jak zawsze. Jednak to, ile pracy włożyła aby oddać świąteczny nastrój na te święta, miał podwójne dno. Dziś wieczorem wypuszczają matkę i przenoszą ojca. Jutrzejsza wigilia, była dniem pierwszego lżejszego oddechu jaki mogliśmy wziąć tego roku. Wiedziałem, że moja siostra chce żeby to był wyjątkowy moment.
Kiedy wkroczyłem do salonu, od razu przewróciłem oczami, wypuszczając powietrze z lekką irytacją. Musiałem zacząć panować nad swoją nadopiekuńczością i faktycznie - dałem słowo Onew, że pozwolę mu spotykać się z Sooyung. Jednak.. proszę!
Oboje spali w najlepsze pod kocem na naszej kanapie. Gdzieniegdzie leżały jeszcze ozdoby świąteczne, które nie miał swojego miejsca, a ogień w kominku paliły się płomienie.
Usiadłem na ramie kanapy i założyłem dłonie.
- Ekhem - rzuciłem dość głośno. - Dzień dobry.
Onew powoli uniósł swoje zaspane powieki i prawie podskoczył, kiedy mnie zobaczył.
- Dzień dobry, Taemin - powiedział zachrypniętym tonem, dotykaj ac swoich włosów. - Myślałem...
- ... że wrócę później? - spytałem ironicznie.
Spojrzał na mnie niewinnie, a ja postanowiłem w to dalej nie brnąć. Nasza wymiana zdań obudziła Sooyung, która jednak nic nie zrobiła sobie z tego, że zastałem ich w dość intymnej sytuacji. Przywitała się wesoło i wyprostowała do pozycji siedzącej.
- Byłeś u Minho, prawda? - spytała.
Popatrzyłem na nią zdziwiony.
- Nie musisz mnie okłamywać, że nocujesz u Kibuma - dodała. - Przecież cię za to nie zabije.
W końcu ty też nie masz nic przeciwko temu, z kim się spotykam.
Przebiegła - pomyślałem. Jednak jej oczy zrobił się lekko smutne i wesołe za razem. Dobrze wiedziałem o czym myśli.
- Powinniśmy to zrobić, Taemin. Zakończmy to - spojrzałem na nią a ona złączyła nasze dłonie razem. - bo jeśli nie my, to kto?

***

- Wybacz mi - powiedział, a ja miałem wrażenie, że reakcja mojego ciała przewyższa każdy możliwy scenariusz tej chwili, jaki tylko napisałem sobie w głowie.
Myślałem, że będę wściekły. Myślałem, że będę krzyczał. Myślałem, że nie będę w stanie patrzeć mu w oczy. Myślałem, że będę obojętny. Myślałem, że po prostu wyjdę. Myślałem, że go uderzę. Myślałem, że będę zimny jak lód zamarzający na zimowej drodze. Ostry jak nóż przecinający najtwardsze tworzywo. Ale nie taki. Nie myślałem, że będę właśnie taki. A jaki byłem?
- Przepraszam za to co zrobiłem. Powinienem był pomóc twojemu ojcu. Teraz to wiem. Wybacz, że w tamtym czasie tak nie myślałem. Może gdybym wtedy to wiedział, nie zabrnąłbym tak daleko w oszukiwaniu ludzi, zarabianiu na cudzej krzywdzie, życiu w spokoju, który tylko pozornie był szczęściem.
Płakałem. Dlaczego? Dlaczego to akurat był płacz? To czego w ogóle nie zakładałem. Coś echem odbijało mi się między moimi myślami, a ścianami małego pokoju przesłuchań.
- Moja rodzina nie jest zła, moje dzieci nie wiedział o tym, co robię.
Przecież wiedziałem dlaczego płaczę. Wcześniej po prostu nie mogłem sobie na to pozwolić, bo musiałem panować nad swoja siłą i uparcie zdobyć wreszcie cel, jaki sobie wyznaczyłem. Nie mogłem być słaby. Teraz już mogłem...
- Wiem, że Taemin cię kocha.
To co upchnąłem na końcu serca - ból, rozpacz, samotność, tęsknotę, niezrozumienie -  teraz płynęło wzdłuż moich policzków i szyi.
- Jesteś dobra osobą. Mam nadzieje, że Taemin będzie spotykał w swoim życiu tylko takie osoby jak ty.
Bo co dałoby mi teraz to, że bym krzyczał? Co dałoby mi to, że bym go uderzył? Czy nie krzyczałem już w życiu tak wiele razy? Czy nie uderzyłem już tak wielu osób?
- Przepraszam... - szepnął cicho po raz ostatni.
Tęsknie ta tobą - pomyślałem. Żałuje, że odszedłeś tak szybko. Tak wiele chciałbym ci powiedzieć. Tak wiele chciałbym ci pokazać. Ale jesteś daleko. I muszę to wreszcie zrozumieć.
- Nie jestem ci jeszcze w stanie wybaczyć - powiedziałem, zaciskając usta i odwracając się. Wytarłem policzek wierzchem dłoni, po czym opuściłem ją wzdłuż ciała. - To nie znaczy jednak, że kiedyś nie będę...



***

Szare chmury pokryły niebo, ukrywając blaski zachodzącego za wieżowcami słońca. Wkroczyłem na teren, przy którym znajdowała się tabliczka z napisem: plac budowy. Miejsce wyglądało na dość opuszczone, a maszyny wydawały się już od dawna nie być używane. Podszedłem do blaszanego pomieszczenia, do którego wejście były uchylone. Tak jak przypuszczałem w środku opuszczonego budynku znajdował się Minho. Opierał się o drewniany stół a wokół niego porozrzucane były gazety, jakieś deski i inne pozostałości po dawnych pracownikach.
Jonghyun skierował mnie tu, ponieważ wciąż ciążyła mi na sercu sprawa moje ojca. Uważał, że tylko on przekona mnie do właściwej decyzji. Chociaż nie czułem się tak, żeby jakakolwiek decyzja mogła być dobra.
- Palisz? - spytałem zaskoczony, widząc papierowy kolor dymu wydobywający się z jego ust..
- Nie - odpowiedział.
Zaciągnął się po raz ostatni, spoglądając przez okna na przestrzeń placu. Po czym opuścił papierosa na ziemie, gasząc go czubkiem buta.
- Wiem dlaczego Jonghyun kazał mi tu przyjść, ale nie sądzę, że to coś da.
Spojrzał na mnie mieszanką beznamiętnego i poważnego wzorku.
- Odbyłem dziś bardzo ważna rozmowę - powiedział, a w jego głosi słychać było nutę samotności. - Taką, której już pewnie nigdy więcej nie będę miał okazji odbyć. Myślałem, że zmieni się po niej tak wiele w moim życiu. Tak wiele pootwiera, pozamyka, poprzekręca zamków w moim umyśle. Jednak prawda jest taka, że nie zmieniło się prawie nic. A co najważniejsze nie zmieniło się to, czego ty jeszcze teraz nie dostrzegasz, a co także już dawno zaczęło się dziać w twoim życiu.
- Nie rozumiem.
- Masz go na wyciągniecie ręki - zakomunikował mi jakby to było czymś wcale nie tak oczywistym.  Coś ścisnęło mnie w piersi, gdy to mówił. - Daj mu szanse rozmowy.
Zacisnąłem usta.
- Niby dlaczego mam mu dawać taką szanse? Czy on kiedykolwiek mi taką dał?
- Być może tego nie zrobił, ale czy ty jesteś nim? - odepchnął się od stołu po czym zrobił kilka kroków do przodu, równając się ze mną ramieniem. - Teraz tego nie widzisz, ale za jakiś czas będziesz żałował, że nie spróbowałeś. Porozmawiaj z nim póki jeszcze możesz - powiedział, a moje serce stanęło. - Ja już nigdy nie będę miał takiej okazji jak ty. 

***

- Kocham cię, młodszy bracie - szepnęła Jungah ściekając mnie za rękę.
Uśmiechnąłem się do niej, gdy nasze spojrzenia się spotkały i odwzajemniając uścisk. Poranek wigilijny nie mógł się zapowiadać bardziej ciężko i wyczekująco niż normalnie.
- Trochę mi w życiu namieszałaś - rzuciłem z udawanym wyrzutem. - Ale ostatecznie nie zamieniłbym cię na żadną inną siostrę.
Kąciki jej ust uniosły się w pewnym siebie wyrazie zadowolenia. Włożyłem wolną dłoń do kieszeni spodni i spojrzałem na duże drzwi przed nami.
- Dasz radę - uderzyła mnie naszymi splecionymi rękami w bok. - Będę z tobą.
- Wiesz - powiedziałem. - To nie wejścia tu się boję  Myślę bowiem, że to wyjście przez te drzwi będzie trudniejsze. Uważasz, że wyjdę wiedząc, że uczyniłem dobrze?
- Nie obiecam ci, że nie będzie ciężko - odpowiedziała. - Wiem jednak, że jakkolwiek po tym wszystkim nie opuścisz tego pomieszczenia, droga na którą po wyjściu z niego wkroczysz będzie dobra, bo będzie twoją drogą Jonghyun, a nie innych.

***

Rozmowa z ojcem była ciężka. Bardziej niż myślałem, że będzie. Minho miał jednak racje. Choć nadal czułem do niego żal, potrzebowałem to z siebie wydusić.
- I jak? - spytałem, gdy wieczorem spotkaliśmy się z Jonghyunm w restauracji, w hotelu na mieście. Nogi mi trochę drżały i chciałem jak najszybciej poznać odpowiedź na moje pytanie.
Chłopak przez chwile patrzył na mnie nic nie mówiącym wzrokiem, po czym kąciki jego ust uniosły się ku górze.
- Przeżyjemy to - powiedział.
Kamień spadł mi z serca.
- Był zły?
- Ciężko powiedzieć - przyznał Kim. - Dowiedział się, że mam inne plany na życie oraz, że jest osoba którą bardzo kocham i to nie koniecznie taka, jaką by dla mnie chciał. Myślę, że musi to po prostu przemyśleć.
Cieszyłem się jego szczęściem, ale wciąż miałem świadomość tego, że nie jestem z nim do końca szczery. Skoro chcemy być razem muszę mu powiedzieć o telefonie z agencji. Bałem się tego, że jednocześnie bardzo chce odbyć ten staż i nie wyobrażam sobie zostawić Jonghyuna.
- Posłuchaj - szepnąłem a moja mina pobladła. -  Jest coś co powinieneś wiedzieć. Ja... To jest coś co może wszystko popsuć. Nie wiem jak ci to powiedzieć. Nie wiem, co powinienem zrobić...
- Chodzi o twoją ofertę pracy? - spytał, a ja zamarłem.
- Skąd wiesz?
- Szef tej agencji kontował się najpierw ze mną żeby zdobyć twój numer telefonu.
Poczułem ucisk w sercu, ale on niespodziewanie się uśmiechnął.
- Wiem, co teraz czujesz - powiedział ciepło. - Boisz się, że cię zostawię jeśli zdecydujesz się na wyjazd.
Spojrzałem mu w oczy, a on ujął moją dłoń.
- Jedź - szepnął.
Moje usta zadrżały.
- Nie zostawię cię - dokończył. 
- Ale to nie fair - rzuciłem czując się źle. - Nie powinienem tego robić. Nie teraz, gdy wszystko wreszcie się nam ułożył. Byłeś tak odważny stawiając wszystko na jedną kartę przed ojcem. Robiąc to dla mnie. Potrzebujesz mnie, nie.. ja potrzebuje ciebie!
Uciszył mnie przepalając nasze place razem.
- Masz rację, potrzebuje cię, ale nie mogę zatrzymać cię na zawsze przy sobie. Ty kochasz to robić Kibum, kochasz te pracę.
- Bardziej kocham ciebie... - wydusiłem, a moje oczy zrobiły się mokre.
- Ale ja nigdzie się nie wybieram - powiedział po czym wstał i pociągnął mnie za rękę abym także się podniósł. - Będę tu. Będę na ciebie czekał.
Chciałem coś powiedzieć, ale on skierował nas do windy, którą wjechaliśmy na wyżej położone piętra hotelu.
- Wynająłeś pokój? - spytałem i wreszcie to do mnie dotarło. - To jest pożegnanie, prawda? - szepnąłem. - Od początku planowałeś mnie puścić.
Weszliśmy do środka. Wnętrze był oświetlone przez ogromną ilość świec i kwiatów. Na środku stał alkohol i dwa kieliszki.
- To wszystko...
- Ciii... - odwrócił mnie w swoją stronę, po czym jego dłoń znalazła się na mojej szyi. Pogładził mój policzek swoim kciukiem i przybliżył twarz do mojej. - Kocham cię.
Jego głos otulił moje serce, a oddech przy ustach pieścił moją skórę.
- Po prostu zostań tu dziś ze mną - poprosił. - Bądź przy mnie blisko i pozwól mi być blisko ciebie. A gdy odejdziesz, będę pamiętać to czego moje palce nauczyły mnie o tobie.*
Nic nie powiedziałem. Po prostu złączyłem nasze usta razem czując, że ta odpowiedź będzie najwłaściwsza.
Zostałem z nim tej nocy. Kochaliśmy się tak, jak nigdy dotąd. Nie myśleliśmy o tym co będzie, ani o tym co było. Dla nas istniało tylko to miejsce. Tylko nasz świat. Tylko Key i tylko Jonghyun. Tylko my razem.

***

Nie chciała tu ze mną przyjść, a mimo to staliśmy tu teraz. Przed dużym domem państwa Lee. Za nami bramy do rezydencji, przed nami drzwi do nowego rozdziału w naszym życiu. Zacisnęła wargi, ale starała się być spokojna. Starała się zrozumieć, przypomnieć sobie czym jest wybaczenie.
Stałem obok niej, kawałek od wejścia, gdy światło z wnętrza rozjaśniło przestrzeń przed nami. W progu stała Sooyung i jej matka. Za nimi Taemin. Pani Lee wyglądała na zaniepokojoną i równocześnie czaił się w jej oczach ten sam strach, co w oczach mojej matki. Gdy ich spojrzenia się spotkały, obie wyglądały jakby czuły to samo.
- Dobry wieczór - powiedziała kobieta przy drzwiach. Głos jej drżał, ale dało się w nim wyczuć ciepło. Jakąś nadzieje, które nie pochodziło tylko od niej samej, ale od całego domu. - Kolacja jest już gotowa. Czy... zechcecie z nami zjeść?
Pytanie, które zadała było zadane już w momencie, gdy przyszliśmy do tego miejsca. A odpowiedź znana przez wszystkich również w tym samym czasie.
Gdy matka przekraczała drzwi rezydencji, coś się skończyło. Mój wzrok spotkał się ze wzrokiem Sooyung, gdy ta zapraszała ją dalej do wnętrza. Uśmiech jakim mnie obdarzyła prawie przypominał ten, który posyłała mi trzy lata temu. Na ten identyczny potrzeba będzie jeszcze czasu.
Popatrzyłem do góry obejmując całą posiadłość, od czubka aż po jej dółu. Śnieg zaczął powoli rozpływać się w powietrzu, akompaniując pierwszej gwieździe i rozpoczynającej się w domach wigilii.
- Więc to jest ten moment - szepnąłem, powoli przenosząc oczy w dół. - To jest już koniec.
Moje spojrzenie w końcu zatrzymało się przy wejściu, na twarzy Taemina. Chłopak uśmiechnął się, po czym pokręcił głową.
- Nie, Minho - powiedział pewnie. - To jest dopiero początek.
Odwzajemniłem jego wyraz twarzy, a on wyciągnął do mnie rękę. Zapach choinki i aromat kawy rozprzestrzeniał się w powietrzu, kiedy nasze palce splotły się w uścisku, a ja wszedłem do domu państwa Lee.
Za mną został zimny, wieczorny, chłód przeszłości. Przy mnie pozostał tylko ciepły ogień palącego się w pomieszczeniu kominku i stół, który tej wieczerzy zbudował pierwszy stopień do mostu łączącego dwie rodziny. Ostatni stopień mostu łączącego dwoje zakochanych w sobie ludzi.

______

* Cytat z dramy: That winter, the wind blows.

Ojejku, bardzo sentymentalnie się jakoś zrobiło. Tak bardzo zżyłam się z moimi bohaterami, że tak strasznie ciężko mi teraz przychodzi mówienie im żegnaj. Następny rozdział będzie niestety epilogiem. Wielkie dzięki za komentarze osób pod wcześniejszym rozdziałem. Na prawdę dajecie mi wiele ciepła tymi miłymi słowami. Czy wy też tak bardzo nie chcecie się zegnać jak ja?