piątek, 19 kwietnia 2013

Mamy prawo wierzyć, że co nas nie zabije to nas wzmocni. Jednak, czy mamy prawo wierzyć w to, że miłość nas wzmocni, kiedy przez nią sami chcemy umierać?

Na świecie istnieją dwa sposoby na uniknięcie upokorzenia. Pierwszy - można zwyczajnie uciec, świadomie i naiwnie licząc na to, że podła rzeczywistość nigdy nas nie dosięgnie lub zrobi to chociaż o wiele, wiele później. Drugi - można przyjąć prawdę jak prawdziwy mężczyzna, z uprzednim poinformowaniem, że jest się ponad coś tak głupiego. Być może można zrobić to także na inne sposoby, ale na pewno spalenie totalnego buraka przed innymi, to najgorsze co można zrobić w sytuacji upokorzenia. Taemin potrafił radzić sobie z krytyką przez 16 lat swojego życia. Przeważnie nie doświadczał upokorzeń, a jeśli już coś tak nieprawdopodobnego się zdarzało, to wybierał opcje numer dwa. Tym razem jednak, Taemin popełnił największy, w jego mniemaniu, błąd w życiu. Popisowo wykonał opcje numer trzy.

***
Kiedy się obudziłem czułem, że przyciąganie ziemskie oddziaływało na moje ciało, jak magnez na metal i nie mam ani siły ani ochoty się ruszyć. Chciałem żeby ktoś zrobił mi kawę i zasłonił żaluzje w moim pokoju. Może powinienem zawołać Sooyoung? Tylko jak do cholery wydać z siebie jakiś dźwięk, czując taką okropną suchość w gardle? Może napisze jej sms? To będzie ciężkie bez otwierania oczu, ale nie niewykonalne. Przesunąłem ręką po pościeli w nadziei, że mój telefon jest gdzieś obok mnie. Jednak ku mojemu zdziwieniu zdałam sobie sprawę, że moja ręka na czymś leży. Położyłem się do łóżka z Panem Misiem? Uruchomiłem jedyny narząd jakiego używanie nie sprawiało mi bólu - nos. Przesunąłem nim po czymś miękkim myśląc, że natrafię na zapach proszku do prania używanego przez naszą gosposię. O zgrozo... to przy czym leżałem, to na pewno nie był miś. Chyba, że nagle stał się ciepły i miał miękką skórę. Spokojnie Taemin. Spokojnie. Chyba coś jeszcze ci się śni... albo i nie. Ok, nie mogę żyć w niepewności. Raz kozie śmierć. Powoli uniosłem powieki, spotykając się z ciężkim do zniesienia, nagłym przypływem światła. Świat przez chwile trochę mi się rozmazywał. Musiałem odczekać moment, aby złapać ostrość widzenia. Kiedy to się wreszcie stało zdałem sobie sprawę, że na wysokości moich oczu znajduje się czyjeś gardło. Przełknąłem ślinę, ponownie czując palącą suchość w gardle. Co gorsza, byłem bardzo mocno przytulony do osoby, do której to gardło należało. Z jednej strony chciałem odruchowo puścić tego kogoś i wyskoczyć z łóżka, ale z drugiej bałem się go obudzić. Musiałem wiedzieć z kim tak okropnie, jak idiota, spędziłem noc. Może chociaż będzie przystojny. Siłą woli, delikatnie uniosłem twarz do góry i...
- Bożeeeeeeeeeeee! - wykrzyknąłem, już teraz bez ceregieli wyrywając się z objęć mojego nocnego partnera i siadając na jak najdalszym skrawku łóżka.
- Taemin... nie krzycz tak.
Key? Spojrzałem na bok z przerażoną miną szukając Kibuma. Kiedy go znalazłem przeżyłem drugi szok. Po pierwsze uświadomiłem sobie, że nie jestem w swoim domu i przypomniałem o wczorajszej imprezie Jonghyuna. Po drugie, na widok Kibuma, znajdującego się z gospodarzem imprezy na rozłożonej kanapie na przeciwko łóżka. To chyba miało się skończyć inaczej między nimi. Przynajmniej tak planował Key. Ok, a co ja planowałem?
Mój przyjaciel podniósł się do pozycji siedzącej, przecierając oczy, po czym spojrzał na mnie niewyraźnie.
- Coś cię boli? - spytał.
- Boli? - wychrypiałem.
- To skąd ten krzyk... - przyglądał mi się uważnie. - Ach, Minho?
W tym momencie osoba ze mną leżąca zaczęła się budzić. Moje źrenice się rozszerzyły, ale za nim zdążyłem się zastanowić co mam robić, on przewrócił się na bok i spojrzał na mnie. Zacisnąłem dłonie na pościeli. Minho wyglądał na zatroskanego.
- Jak się czujesz Taemin? Jesteś strasznie blady - wyciągnął do mnie rękę, a ja cofnąłem się jeszcze dalej o ile to było możliwe. Uśmiechnął się, a ja zrobiłem się chyba jeszcze bardziej czerwony niż można to sobie wyobrazić.
To nie tak, że byłem przerażony perspektywą, że być może spędziłem z kimś noc. Czy kto wie co tam z nim robiłem. Już kilka razy doświadczyłem sytuacji, kiedy po alkoholu miałem dość bliskie kontakty z obcymi facetami. Wszystko było by więc ok gdyby nie to, że w ogóle nie pamiętałem co się wczoraj stało i najważniejsze - to co się stało, stało się z Minho. 
- Nie strasz go Minho - powiedział Key. - Taemin jest ci nie dobrze? Chcesz wrócić do domu?
To ostatnie co powiedział przywołało mnie do żywych. Szybko odwróciłem się do niego i pokiwałem głową. Wstałem żeby zejść z łóżka, ale pozycja pionowa okazała się zbyt trudna do wytrzymania i musiałem się złapać łóżka.
- Taemin, nie powinieneś tak raptownie wstawać - powiedział Minho również wstając. Za Chiny nie chciałem spojrzeć mu w oczy. Uparcie patrzyłem w ziemie. Nagle zdałam sobie sprawę, że mam na sobie o wiele za dużą, a co najważniejsze nie moją koszulkę.
- Dlaczego jestem przebrany? Przebierałem się? - spanikowałem.
- Ja cię przebrałem - odpowiedział Minho, podchodząc do mnie bliżej.
Przełknąłem ślinę.
- Key, mógłbyś mnie odprowadzić do domu? Proszę cię.
- Oczywiście. Poczekaj chwilę.
- Taem... - zaczął Minho.
- Mógłbyś tego nie robić - powiedziałem, odsuwając się od niego i podchodząc do drzwi, cały czas sunąć wzrokiem po podłodze. - Źle się czuje. Chce wrócić do domu.
Miałem straszną pustkę w piersi, kiedy go tak traktowałem i nie wiedziałem dlaczego tak się czuje. To było straszne, chciałem już wyjść i uciec stąd jak najdalej.

***

- Jonghyun - szepnąłem.
Taemin próbował spławić Minho, więc miałem chwilę na to, aby jakoś pożegnać Jonghyuna. Pytanie tylko, po co ja go żegnałem? Mogłem zwyczajnie wyjść.
- Hymm..? - wymruczał nie otwierając oczu.
Cholera, był taki słodki.
- Muszę odprowadzić Taemina, więc już idziemy.
- Nie idź - szepnął, przytulając się do mojej ręki.
- Wiesz, że jesteśmy w pokoju z Taeminem i Minho? To znaczy, że któreś z nich może dowiedzieć się o tobie jeśli będziesz się tak zachowywać.
Otworzył oczy. Popatrzył na mnie takim strasznie szczerym wzrokiem.
- Nie wmówisz mi, że Taemin już o tym nie wie. Po wczorajszym nie mam wątpliwości, że jesteście ze sobą bliżej niż myślałem. 
Przewróciłem oczami.
- Ok, wie. Jednak wiedział już wcześniej.
- To ciekawe...
- ... i to nie temat na rozmowę na teraz.
- Zadzwonię - powiedział.
Serce mi stanęło, ale tego nie okazałem. Wyswobodziłem się z jego uścisku.
- Zobaczymy - odparłem. - Taemin, jestem gotowy.

***

- Chce wiedzieć wszystko. Nie oszczędzaj mi szczegółów - powiedziałem.
Było popołudnie dnia końca świata, jakim było moje dzisiejsze upokorzenie. Key odprowadził mnie do domu, ale obiecał, że spotkamy się później i wtedy wszystko mi opowie. Czułem lekki ból głowy, ale kawa w kawiarni, do której się udaliśmy, rzucała promyk nadziei na lepsze samopoczucie fizyczne.
- Ach, od czego zacząć?
- Błagam cię. Oszczędź mi bólu niepewności i mów szybko.
Uśmiechnął się, biorąc łyk kawy.
- Ok, nie wiem co się działo przedtem, gdy nie było mnie i Jonghyuna. Jednak kiedy przyszliśmy, wymiotowałeś na ziemie pomiędzy nogi Minho.
Wyplułem kawę z buzi. Zachłysnąłem się i zacząłem kaszleć.
- Nie dramatyzuj, to akurat nic. Było gorzej.
- Jak może być gorzej? - pisnąłem. - Minho widział, kiedy jak jakiś pijak psychopata, wymiotuje po przedawkowaniu alkoholu. Bóg wie co mu wczoraj powiedziałem!
- Co masz na myśli? - spytał Key, zwężając wzrok zaciekawiony. - Czy jest coś o czym...
- Nie ma - palnąłem, odwracając wzrok. - Zresztą to nie ważne. Co było dalej?
- Minho był bardzo troskliwy. Zajął się tobą, a Jonghyun dał mu jakąś swoją koszulkę żebyś mógł się przebrać. Zabrał cię do łazienki, a ty cały czas powtarzałeś, że jest seksowny i chcesz się z nim pieprzyć.
Otworzyłem buzie czując, że kawa staje mi w przełyku.
- Boże! - prawie krzyknąłem. - Gdzieś ty wtedy był? Trzeba było mnie od niego zabrać!
- Próbowałem, uwierz mi. Jednak ty wciąż kurczowo się go trzymałeś i nie dałeś się nikomu dotknąć. W końcu Minho cię przebrał, poszliśmy spać i to chyba tyle. Z tym, że zaznaczam, iż nie wiem co się działo przed naszym przyjściem.
- To koniec - powiedziałem, opuszczając się w dół po krześle. - Jak ja mam go teraz spotkać? W życiu. Muszę coś wymyślić. Coś bardzo dobrego, co pozwoli mi zaprzeczyć wszystkiemu temu, co wczoraj powiedziałem.
- Taemin, ty naprawdę się zmieniłeś - powiedział Key. - Kiedyś w życiu nie usłyszałbym od ciebie tylu słów i nie poprowadziłbym z tobą tak długiej rozmowy.
Przewróciłem oczami. Jednak musiałem mu przyznać rację. Od kiedy zjawił się Minho stałem się bardziej pobudzony niż wcześniej. Myślałem o wszystkim znacznie częściej niż dawniej. Kiedyś wszystko ignorowałem, a teraz ciągle coś zaprzątało mi głowę.
- Chwila. A co miało znaczyć to twoje nagłe zakumplowanie się z Jonghyunem. Chyba inaczej to miało wyglądać?
- Nie możesz mnie osądzać Taemin. Sam chyba także planowałeś coś innego, hym?
- Tak czy inaczej, gdy go spotkam wyprę się wszystkiego. Powiem mu...


Kiedy dostałem sms od Jonghyuna, długo zastanawiałem się czy powinienem do niego iść. Czy potrafię być w niby związku z kimś, kto nigdy nie powiedział mi nie żartując przy tym, że mnie chociaż lubi. Z kimś, kto być może oprócz mnie, obraca na boku dziesiątki innych panienek i facetów. Ach, nie mogę go winić. Od początku wiedziałem na co się pisze. Dlaczego więc to takie trudne do zniesienia z każdym kolejnym dniem? Może powinienem umówić się z tym barmanem z wczoraj? Dał mi swój numer i powiedział, że mogę dzwonić kiedy tylko chcę. Tylko czy ja potrafię stworzyć normalny związek?
Dom Jonghyuna wyglądał jak po apokalipsie. Chłopak zamówił na jutro ekipę sprzątającą, mającą uporać się z bałaganem przed powrotem jego rodziców. Kiedy przyszedłem, Jonghyun był w trakcie brania prysznicu. Kazał mi zaczekać w swoim pokoju. Choć byłem w nim już nie pierwszy raz, wciąż znajdowałem coś nowego i ciekawego, co wiele mówiło mi o jego osobowości. Tym razem zwróciłem uwagę na wpół otwarty, duży zeszyt. Wziąłem go do ręki i zauważyłem, że jego wnętrze jest pokryte różnymi szkicami projektów budowli i nie tylko. Jeden z nich szczególnie zwrócił moją uwagę. Był to rysunek dużego przestronnego dom, z bajecznym ogrodem oraz jeziorem nieopodal niego. Przejechałem opuszkami palców po kartce papieru, wyobrażając sobie jak ów dom mógłby wyglądać, gdyby go naprawdę zbudowano.
- Stanowczo jesteś zbyt ciekawski - powiedział Jonghyun, wyrywając mnie z zamyślenia.
Odwróciłem się do niego. Miał na sobie tylko ręcznik przewiązany w pasie oraz drugi, którym wycierał włosy.
- Interesujesz się architekturą?
- To tylko zabawa... Podoba ci się? - powiedział, patrząc na szkic, który oglądałem.
- Jest piękny. Chciałbym kiedyś mieszkać w takim domu.
Uśmiechnął się zadziornie. W żołądku przewróciło mi się jak zawsze na ten uśmiech. Podszedłem do balkonu. Jedna część drzwi balkonowych była otwarta, przez co do środka wpływało świeże, kwiatowe powietrze.
- To musi być przyjemne codziennie czuć ten zapach - wziąłem wdech, przymykając oczy.
Nagle poczułem, że Jonghyun staje tuż za mną.
- Znam o wiele przyjemniejsze zapachy - szepnął, owiewając skórę mojej szyi swoim oddechem. Zadrżałem.
- Dlaczego zadzwoniłeś? - spytałem.
- Przecież powiedziałem, że to zrobię.
Usta Jonghyuna znalazły się tuż przy moim uchu. Wierzchem dłoni przejechał wzdłuż mojej ręki, od łokcia, aż po nadgarstek. Zacisnąłem usta.
- Co o mnie myślisz? - szepnąłem.
- Skąd tak nagle obchodzi cię moje zdanie o tobie? - zaśmiał się. - Jesteś ostatnio taki milusi.
- Wolisz gdy jestem opryskliwy i pewny siebie?
- Lubię cię zarówno takiego jak i takiego.
Teraz moje serce już kompletnie zwariowało. Pociągnął mnie za rękę, odwracając do siebie przodem i opierając o drzwi balkonowe.
- Jong...
- Nie mów tyle, kotku.
Uniósł moją dłoń i położył na swojej nagiej piersi. Przesunął nią po jeszcze lekko wilgotnej skórze swojego ciała. Przycisnął się do mnie jeszcze bliżej, stykając swoje usta z moim policzkiem. Jego dłonie wsunęły się pod moją bluzkę i zaczęły gładzić moje biodra. Zaczynałem mieć problem z oddychaniem. Z jednej strony czułem coś na znak szczęścia, gdy powiedział mi o tym, że mnie lubi. Z drugiej zastanawiałem się, czy wszystko to co mówi to tylko puste słowa, mające mnie rozmiękczyć w sytuacjach, kiedy mu się opierałem. Popatrzył mi w oczy i nie przerywając kontaktu wzrokowego między nami, rozszerzył mi nogi swoim udem. Następnie zaczął wolno ocierać się swoim członkiem o mojego. Zacisnąłem palce na skórze jego pleców, przymykając lekko powieki.
- Wiesz co ze mną robisz, Key?
Nienawidziłem, kiedy w takich momentach zaczynał do mnie mówić. Nigdy nie wiedziałem co powinienem zrobić, kiedy mówił mi coś, gdy był podniecony.
- Będę się teraz z tobą pieprzyć. Nawet nie próbuj protestować - powiedział.
Ściągnął ze mnie koszulkę, odrzucając ją na bok i złączając nasze usta razem. Nie przerywając pocałunku, pokierował mnie w stronę łóżka. Pchnął mnie lekko sprawiając, że wylądowałem na plecach, na miękkim materiale prześcieradła. Jonghyun nie znalazł się mnie, ale zajął się rozpinaniem moich spodni. Kiedy je ściągnął, popatrzył przez chwile na mnie z góry. Był strasznym wzrokowcem. Zauważyłem to już nie pierwszy raz. To trochę mnie onieśmielało.
- Będziesz tak stał? - zakpiłem.
Uśmiechnął się wrednie i wszedł na łóżko, siadając na mnie okrakiem.
- Skoro tak nie możesz się doczekać Key zdradzę ci, że zafunduje ci dzisiaj niezły odlot. Nie musisz się hamować, kiedy będziesz chciał jęczeć albo krzyczeć. Wiesz, że lubię jak to robisz.
Puścił mi oko, po czym zafundował mi obiecany odlot. Kawałek nieba, dla którego mógłbym umierać cały czas.

piątek, 12 kwietnia 2013

Pewne wojny kończą się nad ranem, kiedy zachodzący księżyc uświadamia nam, że to co zdarzyło się w nocy, pozostaje tajemnicą nocy.

- Wychodzisz? - usłyszałem głos zza pleców, kiedy wiązałem włosy w mały kucyk z tyłu głowy. 
Spojrzałem w lustro przede mną. Odbicie ukazało mi oczywiście moją matkę. Wyglądała jakby właśnie wróciła z pracy. Formalnie ubrana, z niezachęcającym wyrazem twarzy, patrzyła jak się szykowałem. Byłem świadomy, że jestem do niej bardzo podobny. Odziedziczyłem po niej w szczególności ciężki charakter i przeświadczenie o tym, że nie można być kochanym, które nosiła ze sobą jak skarb przy sercu. Chociaż to drugie raczej nabyłem, patrząc na nią każdego dnia podczas rodzinnych kolacji, które przestały być częstością, od kiedy ojciec nawiązał kolejny duży interes. Włożyłem telefon do kieszeni i obróciłem się w jej stronę.
- Obchodzi cię to?
- Jak w szkole?
- Tak jak zawsze.
- Możesz być milszy?
- To będzie trudne, biorąc pod uwagę fakt, że rozmawiam z tobą. Tak, wychodzę. Śpieszę się. Jeśli potrzebujesz się wygadać to idź do Sooyoung. Ona potrzebuje cię bardziej niż ja.
Zeszła mi z drogi, otwierając dostęp do drzwi. Ominąłem ją. Za nim wyszyłem usłyszałem jeszcze coś w stylu miłej zabawy. Postanowiłem to zignorować. Nie chciałem się teraz nią przejmować.
Key czekał na mnie przed domem. Miał grzywkę zaczesaną na czoło, która prawie stykała się z linią jego oczu. Ciemna oprawa wokół nich nadawała mu koci wyraz spojrzenia. Uśmiechnął się z pewnością siebie i skomplementował mój wygląd. Na zewnątrz było już ciemno. Światła ulicznych lamp padały na chodnik, a w tle grała gdzieś klimatyczna muzyka. Kiedy znaleźliśmy się przed pałacem Jonghyuna wydawało mi się, że zaprosił całą szkołę. Gwar jaki panował w środku przypominał dyskotekę w klubie nocnym. Nie ma co, Jonghyun to jednak umiał się bawić.
- Brakuje tylko dziwek - skwitował Key.
- Widzisz gdzieś Minho? - spytałem.
Muzyka była bardzo głośna. Ludzie tańczyli lub sączyli drinki jak sok. W dużym pomieszczeniu panował lekki półmrok. Usiedliśmy przy barku. Wzięliśmy drinki od barmana, którego za pewne zatrudnił Jonghyun. Szybko znalazł się przy nas Kai z kilkoma znajomymi z kółka tanecznego.
- HEJ! - prawie krzyczeli, kiedy do nas podeszli.
Wszyscy zapoznali się z Kibumem, rzucając jakieś typowe dla nowych znajomości komplementy.
- Jonghyun to mistrz imprez - powiedział Kai, popijając alkohol. - Wszystkie laski z naszej szkoły chcą się z nim dzisiaj bzykać.
Key przewrócił oczami.
- Poza tym furorę robi też ten nowy koleś - dodał Kai.
Spiąłem się momentalnie, zwężając wzrok.
- Masz na myśli...
- Minho, a kogo innego? - powiedział. - To drugi najlepszy towar tego dnia. Ale to dziwne...
- Dziwne? - spytałem.
- Kiedy nas poznawałeś był taki jakby hym... bardzo opanowany i trochę nieśmiały. Jednak dzisiaj wygląda i zachowuje się zupełnie inaczej.
Co ten popieprzony Gorący Kubek robi? Choi szalony? Błagam. Jedyne, co on ma wspólnego z zabawą, to granie mi na nerwach.
- Doprawdy... gdzie jest więc nasza gwiazda? - spytałem, szukając go wzrokiem między ludźmi.
- Tam - wskazał Kai.
Ostatkiem sił postarałem się nie otworzyć szeroko buzi z zaskoczenia. Minho znajdował się w samym centrum sali. Był ubrany cały na czarno. Miał na sobie koszule włożoną w obcisłe spodnie, które przeplatał elegancki, skórzany pasek. Tańczył z paroma dziewczynami, które wyglądały na wniebowzięte. Musiałam przyznać - wyglądał nieźle. Nie potrafiłem zrozumieć, jakim cudem mój grzeczny Minho, stał się takim seksownym i pewnym siebie facetem. Do tej pory wszystko co robił, było w jakiś sposób powiązane ze mną. Czy ta zmiana image'u, to była jakaś kolejna zagrywka w moją stronę?

***
Kiedy zobaczyliśmy Minho, Taemin oniemiał.
- Wygląda... inaczej - powiedziałem.
- I to bardzo - dodał niby obojętnie Taemin.
- Widzisz gdzieś Jonghyuna? - spytał.
- Nie, ale jakoś wole go spotkać później. Wtedy, kiedy będę bardziej pijany, żeby mu wygarnąć w jakiś niebanalny sposób.
Posłał mi zadziorny uśmieszek, po czym popatrzył przed siebie.
- Jestem zły - powiedział, wlewając w siebie trzy kieliszki wódki pod rząd. - Key, zróbmy trochę zamieszania. Ja zacznę pierwszy.
Puścił do mnie oko. Po czym wypił czwarty kieliszek i ruszył w stronę parkietu. Szybko złapał rytm i zaczął tańczyć wraz z chłopakami z grupy tanecznej. Nie omieszkał oczywiście wykorzystać do swojego planu zrobienia zamieszania, pijanego już Kai'a. Odwrócił go w swoją stroną i zaczął seksownie się do niego przymilać. Kai wyglądał jakby Taemin robił to nie pierwszy raz i raczej nie robiło to na nim wyrażenia. Ale to nie na nim miało robić wrażenie.
- Twój przyjaciel jest naprawdę szalony - powiedział barman, przerywając moją obserwacje.
Spojrzałem w jego stronę. Miał niewiele ponad 20 lat i był całkiem przystojny. Poza tym ciepło się do mnie uśmiechał, co ostatnio rzadko mi się zdarzało.
- To raczej coś więcej niż bycie szalonym - zaśmiałem się. - Jestem Kibum, dla przyjaciół Key.
- A ja Chunji.
- Pracujesz jako barman? - spytałem.
- To tylko praca dorywcza. Na co dzień studiuje medycynę.
- Chcesz być lekarzem?
- Chce leczyć złamane serca - zażartował.
Uśmiechnąłem się.
- To będziesz miał dużo pracy.
- Jesteś kolegą Jonghyuna?
Wykrzywiłem się lekko.
- Raczej nie koniecznie - pomyślałem, nie znajdując nazwy na określenie naszej relacji.
- Ten chłopak jest naprawdę bogaty. Za jeden wieczór dostaje tyle, ile zarabiałbym w tydzień w barze. Wydaje się jednak dość arogancki.
- Żebyś wiedział... - powiedziałem cicho, dopijając drinka. 

***
       Kiedy zacząłem tańczyć, w głowie trochę już mi szumiało. Czułem, że alkohol powoli zaczyna rozchodzić się po moim organizmie. Póki co cieszyłem się pierwszym etapem upicia - szaleńczą pewnością siebie. Nie żebym na co dzień nie był pewny siebie, ale zwiększona dawka dawała wybuchowe efekty. Na takie właśnie liczyłem. Odnalazłem wzrokiem Minho. Wciąż tańczył z jakimiś dziewczynami. Dobra, nie miałem pojęcia jaką orientacje ma Minho. Lubił mnie - to na pewno. Nawet jeśli nie lubił mnie w ten sposób, to miałem nadzieje, że będzie chociaż zazdrosny o to, że nie zwracam na niego uwagę. Albo przynajmniej stwierdzi, że jako osoba pijana potrzebuje opieki żeby mnie ktoś przypadkiem nie zgwałcił. Pociągnąłem Kai'a tak, aby stał do Minho tyłem, a ja mogłem być zwrócony do niego twarzą. Pijany chłopak był słodki i odebrał moje zachowanie, jak przyjacielski gest. Był w 100% hetero, więc zawsze angażowałem go w swoje plany bez obawy zaangażowania się z jego strony. Muzyka dudniła mi w uszach. Rozluźniłem swoje ciało i dałem się ponieść rytmowi. Zacząłem seksownie się ruszać nie spuszczając wzorku z Minho. Miałem nadzieje, że szybko mnie zauważy. Natrafiła mi się jednak okazja z drugiej strony. Rozpoznałem jedną z dziewczyn z nim tańczących. Pomachałem do niej, a ona odmachała do mnie. To zwróciło uwagę mojego celu. Teraz najważniejsze było nie stracić twarzy. Kiedy nasze oczy się spotkały, uśmiechnąłem się tryumfalnie. Minho zwolnił lekko swoje ruchy analizując sytuacje. Pewny siebie uśmieszek trochę mu zbladł. Zacząłem wodzić dłońmi po klatce piersiowej i ramionach Kai'a, nie przerywając kontaktu wzrokowego między mną i Minho. Jakaś dziewczyna szeptała mu coś do ucha, ale on jej raczej nie słuchał. Zagryzłem dolną wargę, przemieszczając swoje dłonie na plecy chłopaka. Powoli i zmysłowo zjeżdżałem nimi wzdłuż jego ciała, zatrzymując się tuż nad jego pośladkami. Wplotłem palce w szlufki jego spodni, przybliżając twarz do jego szyi i sprawiając, że Minho widział zza ramienia chłopaka tylko moje oczy, co pozostawiało mu wiele dla wyobraźni. Przymknąłem na chwile oczy, a potem nieśpiesznie je otworzyłem. Ku mojemu zdziwieniu Minho znikną z linii mojego wzroku. Zacząłem się rozglądać, ale nigdzie go nie dostrzegałem.

***
- Płace ci za flirtowanie z gośćmi, czy podawanie drinków?
Przy moim boku znalazł się niespodziewanie gospodarz we własnej osobie. Spojrzałem na niego, przestając się śmiać z żartu, który właśnie opowiedział mi Chunji. Uniosłem wzrok i napotkałem dość zirytowaną minę Jonghyuna, który zniesmaczony wpatrywał się w barmana.
- Żadna z twoich lasek jeszcze ci nie obciągnęła, że jesteś taki upierdliwy? - prychnąłem. - Nikogo aktualnie nie ma przy barze, więc zwyczajnie rozmawiamy.
Jonghyun przeniósł wzrok na mnie. Uniósł do góry lewy kącik ust.
- Tak się składa, że wszystkie spławiłem Key. Nie jara mnie zabawa z kiepskimi naciągaczkami.
- W porządku Kibum - przerwał nam Chunji. - Postaram się pracować lepiej.
Chciałem zaprotestować, ale Jonghyun złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w tłum. Znalazłem się wśród obcych ludzi, którzy napierali na mnie i niego ze wszystkich stron. Jakaś dziewczyna zaczęła się o mnie ocierać, a chwile potem dołączył do niej Jonghyun. Wyglądał jak ktoś, kto dobrze się bawi. Poczułem obrzydzenie, kiedy ktoś zapał mnie za tyłek. Powietrze było gęste i pełne alkoholu. Zdecydowanie było zbyt duszno. Z trudem wyrwałem się z tłumu. Momentalnie dołączył do mnie gospodarz.
- Jeśli masz ochotę na jakieś eksperymenty seksualne z tymi laskami, to nie mieszaj mnie w to - rzuciłem, otrzepując się.
- Chce ci coś pokazać.
- Wiem po co mnie tu zaprosiłeś.
- Doprawdy? Więc skoro wiedziałeś po co przychodzisz i mimo to przyszyłeś, to w czym problem? - spytał.
Miał rację. Przyszedłem tu, bo chciałem znów poczuć jego ciało pod swoimi dłońmi. Jego usta na mojej skórze. Zaprzeczanie przed samym sobą byłoby już zbyt wielkim wariactwem. Co nie znaczyło, że Jonghyun musiał o tym wiedzieć. Ba, on nie mógł o tym wiedzieć.
- Chodź - powiedział i ruszył w głąb korytarza, nie oglądając się za siebie.  
Cóż za pewność siebie, pomyślałem. Ciekawość była jednak silniejsza i zdecydowałem się pójść za nim. Cokolwiek mnie tam spotka, przegrałem gdy uświadomił mi, że wiedziałem na co się szykuje przychodząc tu. 

***

       Minho zniknął a ja poczułem, że muszę skorzystać z łazienki. Opuściłem salon i poszedłem schodami na górę, mijając jakąś całującą się parę. Ciekawe co robi Key? Na piętrze nie paliło się żadne światło. Kiedy udało mi się znaleźć łazienkę i załatwić swoją potrzebę chciałem zejść na dół, ale coś zwróciło moją uwagę. Jedne z drzwi do pokoju na korytarzu były rozchylone, a przez szparę, na ciemny hol, padało światło księżyca. Chwiejnym krokiem wszedłem do tajemniczego pomieszczenia. Muzyka z dołu była teraz przytłumiona i rozpływała się w ciszy. Rozejrzałem się po wnętrzu. Było urządzone elegancko, ale dość nowocześnie, co pozwoliło mi sądzić, że znajduje się w pokoju Jonghyuna. Na przeciw mnie znajdowały się rozpostarte wielkie, szklane drzwi, okryte jasnymi, lekko przezroczystymi zasłonami, sięgającymi do ziemi. Powiewały delikatnie, zasłaniając otwarte drzwi. Ukazywały co chwile ciemne niebo i połyskujący na nim księżyc. Pełnia. Podszedłem bliżej wejścia na balkon, czując jak materiał zasłon, unoszony przez wiatr, dotyka mojego ciała. Przymknąłem oczy, czując na twarzy przyjemny chłód wieczornej bryzy. Rozchyliłem lekko usta. Nabrałem powietrza, wdychając zapach kwiatów, który niósł się za pewne z ogrodu. Uniosłem lekko powieki. Nagle zdałem sobie sprawę, że na przeciw mnie ktoś stoi. Otworzyłem szeroko oczy nieznacznie cofając się do tyłu. Przede mną, w białej otoczce tkaniny, na tle nocy, stał Minho. Jego ciemna skóra zlewała się z horyzontem, jednocześnie kontrastując z materiałem zasłon. Jego spojrzenie wyrażało emocje, których nie potrafiłem odgadnąć. Czułem się przewiercany na wylot tymi nieprzeniknionymi oczami. W końcu uniósł lekko kąciki ust.
- Czy to nie intrygujące, że spotykamy się przeważnie w takich samych okolicznościach? - spytał.
- Hyh? - powiedziałem zachrypniętym głosem. - Co ty tam robiłeś?
- Spoglądałem na ogród. Jest piękny.
Jego delikatny ton głosu przywrócił mi racjonalny tok myślenia. W końcu po coś przyszedłem na te imprezę. Teraz mam go tu gdzie chciałem. Samego i mam nadzieje zazdrosnego.
- Jesteś przeeeeuroczy - zaśmiałem się ironicznie mając wrażenie, że po opuszczającym mnie szoku, znowu zaczynam czuć się bardzo wystawiony.
- A ty pijany. Choć właściwie uroczy także jesteś.
Przewróciłem oczami. 
- Naprawdę Choi... co to za nowa stylizacja? Jesteś teraz jakimś macho?
Zlustrowałem go, przesuwając wzrokiem wzdłuż jego ciała. Cóż, był dziś cholernie pociągający. Czułem się raczej żałośnie dziwnie, że mu to przyznaję. Nawet w myślach.
- Nie wiem co masz na myśli. Chciałem tu przyjść w celu poznania nowych ludzi. Jonghyun chociażby jest trochę ekscentryczny, ale naprawdę miły.
- Pfff..ahahaha - parsknąłem śmiechem, jednocześnie łapiąc się za brzuch i brzegu łóżka. - On? Haha. Choi, ty jesteś taki słodko naiwny.
Podniosłem twarz, przestając się śmiać. Włosy opadły mi trochę na twarz. Minho wydawał mi się teraz lekko zły moim zachowaniem. W porządku. Teraz trzeba to pociągnąć.
- Nie patrz tak na mnie - wymruczałem. - To mnie nakręca.
- Właśnie widzę. Jutro będziesz bardzo żałował tego, co teraz robisz.
Unosiłem resztę swojego ciała, puszczając się lóżka i łapiąc równowagę. Uśmiechnąłem się szelmowsko, patrząc mu w oczy.
- To jest zabawa. Wiesz co to takiego? Nie sądzę. Chyba powinienem wrócić na dół, bo paru chłopaków już pewnie za mną tęskni.
Zmarszczył brwi.
- Podoba ci się obłapianie przez kilkunastu pijanych, nieznanych ci facetów?
- Jesteś zazdrosny?
Popatrzył na mnie. Zwilżyłem wargi, zwężając lekko wzrok. Przeczesałam dłonią opadające na oczy włosy.
- Nie odpowiadasz? - spytałem, zaczynając iść wolno w jego kierunku. - Nie potrafisz? A może... Może nie chcesz żebym znał odpowiedź.
Przygryzłem wargę, kiedy stanąłem naprzeciw niego w odległości kilku centymetrów. Przesunąłem wzrokiem od jego szyi w dół, ciesząc wzrok jego wyrzeźbionymi liniami mięśni, rysującym się w miejscach nieokrytych koszulą. Jej trzy pierwsze guziki były rozpięte. To sprawiało, że moja wyobraźnia wariowała na najwyższych obrotach. Pijany byłem podniecony dwa razy bardziej niż normalnie. Popatrzyłem mu ponownie w oczy. Przywołałem teraz w swoim spojrzeniu wszystko to, co potrafiłem wyobrazić sobie najbardziej pociągającego. Był zdezorientowany, ale ku mojemu zadowoleniu, nie obojętny na to co robiłem.
- Chcesz tego... -  wymruczałem, zamykając oczy. Przybliżyłem twarz do jego szyi. Był wyższy niż ja, przez co nie musiałem się zbytnio schylać, by ustami dotknąć jego szyi. Nigdy sobie nie wyobrażałem, że kiedykolwiek w życiu, zwykłe zetknięcie moich ust z czyjąś szyją sprawi, że będę czuć się tak niebiańsko i przeklęcie rozpalony. Minho zamarł. Ani mnie nie odtrącił ani mnie nie dotknął. Moje wargi zmysłowo przesuwały się wzdłuż jego skóry. To mi jednak nie wystarczało. Moje palce znalazły się w szlufce jego spodni, przeciągając go bliżej mnie. Teraz do pocałunków dołączyłem swój język, zsuwając się co raz niżej i dochodząc do odsłoniętego przez koszulę skrawka ciała. W chwili, kiedy się tam znalazłem, Minho automatycznie złapał mnie za ramiona i odsunął od siebie na długość jego wyciągniętych rąk. Zdezorientowany, podniosłem zamglony wzrok na jego twarz. Kiedy złapałem ostrość widzenia zauważyłem, że jest przestraszony. Z drugiej jednak strony, na jego twarzy malował się wyraz przyjemności, której wyraźnie nie chciał do siebie dopuścić. Ponownie zamknąłem odruchowo oczy, rozchylając usta i starając się niezdarnie wyrwać z jego uścisku, aby go pocałować. Musiałem wyglądać dziwnie, tak dziecinie wymuszając pocałunek, ale byłem zbyt nakręcony przez alkohol, żeby się w tej chwili tym przejmować. 
- Taemin przestań - powiedział.
- To ty przestań - wymamrotałem. - Chcesz mnie pocieszać? Sprawiać mi przyjemność? To mnie puść i daj mi to zrobić!
Poczułem niespodziewane zwolnienie uścisku. Nie spodziewając się takiego obrotu sprawy i tracąc równowagę, wpadałem wprost w ramiona Minho. Zaskoczony, nie wiedziałem przez chwile co się dzieje. Następnie ręce chłopaka zamknęły moje ciało w szczelnym uścisku. Moje usta wprawdzie znów znały się w zagłębieniu jego szyi, ale to co zrobił wpłynęło na mnie zbyt szokująco, by to wykorzystać.
- Co ty robisz? - wyszeptałem.
- Pocieszam cię.
- Ale...
- Wiem, że to nie taka forma pocieszenia jaką ode mnie oczekujesz. Jednak jest jedyną, którą mogę ci dać w tej chwili. Więc nie podważaj mojego działania. Chyba, że chcesz mi powiedzieć, że mnie lubisz.
Otworzyłem szeroko oczy ciesząc się, że Minho nie widzi mojej twarzy. Jego zapach mamił moje myśli. Pachniał orzeźwiająco i męsko. Nie kwiatami czy owocami. To było coś, czego na aktualną chwile nie potrafiłem opisać słowami.
- Nie znoszę cię. - powiedziałem.
- Jeśli chcesz.
Zacisnąłem usta. Jego dotyk był kojący. Poczułem, że zaczyna mi się chcieć spać. Ale co najgorsze poczułem, że tym razem przegrałem. Tymi myślami zakończył się kolejny etap mojego upojenia alkoholowego oraz rozpoczął następny - urwany film.

***

       Jonghyun zaprowadził mnie na tył domu. W jednym z pokoi było wyjście na obszerny ogród, w którym znajdował się również dość duży basen. Małe światełka połyskiwały wokoło jego brzegów, a także w lampkach rozwieszonych na drzewach. Niebo było dziś wyjątkowo przejrzyste, a księżyc znajdował się w pełni. Jonghyun wziął kolejnego drinka z barku w pomieszczeniu, wychodząc z nim na zewnątrz. Jak wiele alkoholu można w siebie wlać i wciąż stać na nogach? Musiał mieć już w tym niezłą wprawę.
- Nie masz dość? - spytałem.
Jonghyun zerkną na mnie i uśmiechnął się, po czym ostentacyjnie wlał w siebie kolejnego drinka.
- Masz racje, pijanego łatwiej będzie cię wykorzystać - prychnąłem, zakładając ręce.
Odstawił kieliszek na ziemie. Położył się na podgrzewanej podłodze, wyłożonej przed basenem. Rozłożył ręce i popatrzył na mnie.
- Wykorzystaj mnie - powiedział.
Popatrzyłem na niego jak na idiotę, na co on się zaśmiał.
- Taaak - powiedziałem, słuchając jego chichotu. - Jesteś taki dojrzały.
- Sorry, po prostu to takie dziwne, ale wszystko mnie jakoś śmieszy.
Przewróciłem oczami, ale również się uśmiechnąłem, zarażony jego głupawką.
- Czy ty się właśnie do mnie uśmiechnąłeś? - spytał zadziornie. 
- Wydaje ci się.
- Więc mnie nie wykorzystasz?
- Albo jesteś niesamowicie głupi, albo masz zbyt bujną wyobraźnie.
- A może żadne z tych dwóch. Może po prostu czuje...
- Nie kończ, bo i tak nie uwierzę.
- Dlaczego?
- Po pierwsze jesteś pijany, po drugie jesteś dupkiem.
- Jesteś chociaż pewien tego, że wiesz co chciałem powiedzieć? Może zbytnio siebie przeceniasz.
- Zapomnij - rzuciłem.
- Co o mnie myślisz?
- Szczerze?
- Zawsze.
- Myślę, że jesteś znudzony i rozgoryczony życiem. Posiadasz tak wiele, że w głowie ci się poprzewracało i nie potrafisz odnaleźć się w normalnym życiu. Szukasz więc powodów do gry.
- To niesamowite ile o mnie wiesz, nie znając mnie.
- Więc po co mnie pytasz, skoro żadna z moich odpowiedzi nigdy cię nie satysfakcjonuje.
- Jesteś jak kotek. Tylko, że częściej zamiast mruczeć - warczysz, a zamiast przytulać się - drapiesz.
Westchnąłem na jego kolejną zmianę tematu.
- Widzisz? O tym mówię. Jesteś zalany i niezdolny do konwersacji.
Zwęził wzrok, śmiejąc się do mnie jeszcze szerzej. Ok, nie wytrzymałem. Wypuściłem powietrze. Usiadłam na nim okrakiem i spojrzałem z udawaną pogardą, odwzajemniając jego uśmiech.
- Więc jednak to zrobisz? - spytał.
Pochyliłem się nad nim, zamykając mu usta pocałunkiem. Smakował alkoholem, ale wciąż dobrze. Wsunął swój język do moich ust, łącząc go z moim. Całowaliśmy się tak po prostu, chyba dobre piętnaście minut. Następnie Jonghyun obrócił mnie tak, że to on był na górze. Uśmiechnął się, a następnie wstał. Wyciągną do mnie rękę. Zdziwiłem się, ale załączyłem nasze dłonie, pozwalając by pomógł mi wstać. Jak na kompletnie pijanego jeszcze dobrą chwile temu, teraz wyglądał jakoś... trzeźwiej. Uniosłem brew, przyglądając mu się.
- Więc Key... to jak to jest. Ostatnio sam mi się poddałeś, a teraz sam się do mnie dobierałeś. Ale nie, no wcale mnie nie lubisz. Przepraszam, jak ty to nazywałeś? Aaaa! "To był twój wybór."
Otworzyłem szeroko buzie, zaczynając głośno oddychać z irytacją. Za nim zdążyłem przejść do dalszej części mojej rozpoczynającej się wściekłości, Jonghyun zapał mnie za rękę i pociągnął w stronę basenu, jednocześnie wrzucając do niego. Poczułem jak lecę, a następnie ląduje w wodzie. Szybko wypłynąłem na powierzchnie, wypluwając mokrą zawartość z buzi. Woda ściekała mi z włosów przylepionych do mojej twarzy. Wciąż nie mogąc wyjść z szoku, wściekły popatrzyłem w górę na Jonghyuna. Uśmiechał się słodko i triumfalnie. Kucnął przy brzegu basenu, zakładając ręce na nogach.
- A to - powiedział - jeśli jeszcze nie zdążyłeś zrozumieć, było za oblanie mnie wodą.
Zaśmiał się przekręcając lekko twarz. Byłem tak oburzony, że nie byłem w stanie mówić.
- Nienawidzę cię - to było jedyne co powiedziałem, a właściwie prawie to wykrzyczałem.
- Och! Przyznaj się! Nie potrafisz mnie nienawidzić - zachichotał. - Chodź.
Wyciągnął do mnie rękę chcąc pomóc mi wyjść z basenu. Chyba przeceniasz mój brak chęci mordu po czymś takim, Jonghyun! Szybko złapałem go za rękę i pociągnąłem. Jeszcze za nim na dobre wpadł do wody, a potem podniósł się z niej z komiczną minął, pokładałam się ze śmiechu. Z początku zszokowany, następnie zaczął śmiać się razem ze mną. Nie wiem jak to teraz wyjaśnić. Jakoś tak czułem się z nim dzisiaj lekko. To było przerażające i uzależniające jednocześnie. Wyszliśmy z tego basenu, wciąż się śmiejąc a Jonghyun kazał mi iść z nim na górę do jego pokoju, po suche rzeczy. To co zobaczyliśmy na miejscu - zabawne, zaskakujące i słodkie zarazem. Jedno jest pewne. Taemin na pewno chciałby, aby to co stało się w nocy, pozostało tajemnicą nocy. 

wtorek, 9 kwietnia 2013

Jak wiele musimy powiedzieć, by usłyszano nas w chwili, gdy milczymy.

         Tej nocy śnił mi się Minho. Sen był przyjemnie otulający i czułem się w nim szczęśliwy. Czas był jakby poza tym wszystkim co teraźniejsze. Poza bólem i tęsknotą. Poza ciemnym, trudnym życiem. Kiedy się obudziłem, czułem ucisk w żołądku. Zetknięcie się z rzeczywistością jest zawsze ciężkie po dotknięciu nieba. To ten czas, kiedy zdajesz sobie sprawę, że życie snami zmierza donikąd. Świat nigdy nie będzie bardziej odległy, niż nasze marzenia.
Brakowało mi w tej chwili czasu, kiedy sobie radziłem. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego nagle to stało się takie ciężkie. Wiedziałem jednak, że zaczęło się to od kiedy ponownie spotkałem Minho. Gdy o nim myślałem, zawsze czułem to samo uczucie. Posiadał niezrozumiałe ciepło, które uważałem za niemożliwe do posiadania dla mnie. Tacy ludzie jak on... nie chciałem z nimi przebywać, bo to łamało mi serce jeszcze bardziej. Dotąd udawało mi się żyć bez uczuć. Niedopuszczanie do mojego świata emocji, było dla mnie jedyną, dającą przetrwać, drogą życia. Kochałem tylko jedną osobę i tak powinno zostać. Ona wystarczała za wszystko.
Szkoła była dla mnie kolejną próbą, ale miałem doświadczenie w byciu tym, kim chciałem. Na długiej przerwie mogłem odetchnąć. Pogoda była jedynym co mi dziś sprzyjało. Usiadłem pod drzewem na zielonej przestrzeni przed szkołą. Odchyliłem głowę do tyłu, zamknąłem oczy i próbowałem nie myśleć. Po chwili usłyszałem jak ktoś siada obok mnie. Otworzyłem oczy i ujrzałem chłopaka sprzed kilku dni. Popatrzyłem na niego pytająco.
- Nie zwracaj na mnie uwagi - powiedział. - Po prostu chciałem usiąść jak najdalej szkolnego gwaru.
Zwęziłem oczy, ale jakoś nie potrafiłem być dla niego niemiły. Ostatnio miałem zbyt wiele sytuacji, których nie rozumiałem co mnie dobijało.
- Jesteś... Key, tak? - spytałem.
- Tak, a ty Taemin, prawda?
- Zgadza się.
Spojrzałem na niego ukradkiem. Key wydawał mi się taki inny od ludzi, których znałem. Nie miałem zbyt wielu znajomych. To byli raczej koledzy z grupy tanecznej, którzy w sumie trochę mnie znali, ale to nie była przyjaźń.
- Dzięki za poparcie tamtego dnia. Jestem nowy i taki szum jest mi nie na rękę - odezwał się.
Przypomniałem sobie tamto popołudnie i ten zabawny sposób, w jaki Key potrafił odgryźć się Jonghyunowi. Nagle zachciało mi się śmiać.
- Nie ma za co, ale serio? Jak to możliwie, że już zdążyłeś podpaść Jonghyunowi? - spytałem. - Byłeś niezły. Nie znam wielu osób, które mu się do tej pory tak stawiały.
Key spojrzał na mnie i również się uśmiechnął.
- Popatrz na niego, ciężko chyba byłoby nie skomentować tego, że wygląda jak dinozaur.
Nie wiem jak, ale oboje zaczęliśmy się śmiać. Obrażanie Jonghyuna przez Kibuma i moje anegdoty dorzucane do jego dogryzek spowodowały, że przez chwile naprawdę zapomniałem o swoich problemach.
- Gdybym ci powiedział, że Jonghyun to po prostu idiota, który dobrze gra nie tylko w kosza, uwierzyłbyś? - spytał Key.
- To jest akurat jedna z tych najmniej nieprawdopodobnych rzeczy. Jonghyun ma wiele sekretów.
- Skąd wiesz?
- Wyglądam jak ktoś, kto nie bywa na najważniejszych imprezach w tej szkole? - uśmiechnąłem się, naśladując luzacki wyraz twarzy.
- Wierze. Więc co to takiego?
- Powiem ci, jak przyznasz mi skąd naprawdę go znasz, bo w bajeczkę o zwykłej zaczepce nie uwierzę. Jonghyun nie przejąłby się tym aż tak bardzo.
Key popatrzył na mnie zadziornie.
- W porządku, ale nie tutaj.
- Może w środę po szkole? - spytałem.
Sam nie wierzyłem w to, że proponuje komuś spotkanie towarzyskie. Historia Kibuma mnie intrygowała, ale chyba chciałem po prostu skupić myśli na czymś innym. Nie myśleć o swoim życiu.
- Więc do jutra - rzucił odchodząc.
Gdy ledwo zdążył się oddalić, usłyszałam czyjś głos wołający moje imię. Zanim zdążyłem zorientować się kto mnie woła zobaczyłem, że coś leci w moją stronę. Zdezorientowany, odruchowo złapałem to coś, co okazało się jabłkiem. Popatrzyłem na nie, a następnie przed siebie. Moim oczom ukazał się Minho.
- Wyglądasz strasznie - powiedział, podchodząc do mnie lekko rozbawiony.
Przewróciłem oczami, odwracając wzrok.
- Masz takie cienie pod oczami jakbyś w ogóle nie spał - dokończył.
Spojrzałem na niego. Usiadł po turecku naprzeciwko mnie.
- Co ty tu robisz? - spytałem.
- Twoje mina mówi mi, że się nie cieszysz - zauważył, przekrzywiając lekko głowę.
- Próbujesz mnie przekupić? - wskazałem na jabłko.
- Jeśli można byłoby cię przekupić, nie musiałbym się tak starać - zaśmiał się.
- Więc co ty tu jeszcze robisz? - warknąłem.
- Ponoć nadzieja umiera ostatnia.
Popatrzyłem mu w oczy. Były takie jak zawsze. Ciężkie do wytrzymania bez okazywania emocji.
- Powinieneś się poddać Minho - powiedziałem sucho. - Na koniec i tak to ty będziesz tym, który będzie cierpiał najbardziej. Każde słońce w końcu się wypala. A jeśli nie spłonie... to wysuszy je po prostu lód.
Wytrzymał mój wzrok i uśmiechnął się jeszcze cieplej niż wcześniej.
- A co jeśli to lód się ogrzeje?
Wyciągnął do mnie rękę. Przestraszyłem się tym niespodziewanym gestem. Chciałem się cofnąć, ale napotkałem tylko drzewo. Wbity w nie, nie uniknąłem zetknięcia się jego dłoni z moim policzkiem. Jego skóra paliła moją. Poczułem, że się rumienie.
- Jesteś cieplejszy niż myślisz, Taemin.
Chciałem coś powiedzieć, ale wtedy podbiegł do nas Kai.
- Siemka Taemin! - przywitał się i spojrzał na Minho, który odsunął swoją dłoń ode mnie - A my chyba się nie znamy?
- Jestem Choi Minho i jestem tu nowy.
Minho uśmiechną się do Kai, a ten odwzajemnił minę.
- O, to masz okazję trochę się tu wdrożyć. Taemin w sobotę jest impreza u Jonghyuna. Mam nadzieje, że wpadniesz. Weź ze sobą Minho!
Minho popatrzył na mnie.
- My właściwie się nie znam...- zacząłem.
- Przyjdę - powiedział Minho przerywając mi.
- Świetnie, to do soboty.
Kai pomachał nam i pobiegł do budynku.
- To twój przyjaciel? - spytał Minho.
Popatrzyłem na niego zirytowany.
- Kolega. Co ty sobie myślisz z tą imprezą?
- Nic specjalnego. Chciałbym po prostu poznać innych ludzi.
- Myślisz, że przyjdę? - zakpiłem.
- Jeśli nie boisz się roztopić?

***
      Ludzie, którzy mnie mijali, przyglądali mi się uważnie. Najwyraźniej Kim Kibum wciąż wzbudzał sensacje jako nowy uczeń. Wręcz zaskoczyło mnie to, gdy przy moim boku znalazł się nagle Jonghyun. Kompletnie nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- Czujesz się skrępowany? - zaśmiał się.
- Raczej zdziwiony, że przyznajesz się do mnie w szkole.
- Dlaczego nie? Myślisz, że gadam tylko z wybranymi?
Prychnąłem, spoglądając na niego.
- Pieprzyć to. Zapomnij i spadaj.
- Pieprzyć?
Przewróciłem oczami.
- Liczysz na coś? - spytałem przystając.
Również się zatrzymał. Włożył dłonie w kieszenie spodni i uśmiechnął się szelmowsko.
- Zabawne, że pytasz.
Zacisnąłem wargi, jednocześnie odwzajemniając wyraz twarzy.
- Czuje, że nadal wydaje ci się, że możesz mnie mieć kiedy chcesz. Chyba nie rozumiesz, że "to" ostatnio między nami i moje łatwe poddanie się twoim zachciankom, było moim wyborem. Nie wiele ci brakowało żebyś sam się poddał, mogłem poczekać - powiedziałem sucho. - A teraz coś, co powinno cię ugasić chociaż na chwile.
Prawie wyrwałem niewielkie wiaderko z wodą, niesione przez jakiegoś dzieciaka, który chyba podlewał kwiaty i właśnie nas mijał. Bez zastanowienia chlusnąłem jego zawartością w stronę Jonghyuna. Zanim zdążył zrozumieć co chcę zrobić, jego bluzka spotkała się z zawartością wiadra. Kwiatowy chłopak przestraszył się miny Jonghyuna, wyrwał ode mnie pojemnik i uciekł szybciej niż można to sobie wyobrazić. Za to Jonghyun złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Był wściekły. Woda kapała z niego na chodnik.
- No dalej - prowokowałem go.
Przez dobrą chwile mierzyliśmy się wzrokiem, dopóki Jonghyun nie zorientował się, że robimy przedstawienie. Spojrzał za siebie, a potem znowu na mnie.
- To jeszcze nie koniec - szepnął.
Puścił mnie i odszedł w stronę szkoły przeklinając. Byłem trochę zdziwiony, że tak po prostu mnie zostawił. Albo inaczej... chyba byłem zawiedziony, że to zrobił.

***

     Tydzień miną mi szybko. Najprawdopodobniej przez Kibuma, który stał się teraz osobą widywaną przeze mnie bardzo często. Był bardzo otwarty w pewnym sensie i wydawało mi się, że czuje z powodu naszej znajomości coś ważnego dla siebie. To było dla mnie nowe, że mogę komuś sprawiać przyjemność bycia jego przyjacielem. Choć dla mnie to było w obecnej chwili mniej niż dla niego, to czułem się z nim dobrze. Sam nawet nie zauważyłem jak szybko się do siebie zbliżyliśmy. Na pewno wpłynęła na to rozmowa o Jonghyunie.
      Spotkaliśmy się pewnego dnia po szkole. Zaproponowałem pójście do mnie, bo Kibum był taki miły i oryginalny, że nie czułem, iż coś tracę zabierając go w moje prywatne kąty. Niesamowite było to, jak szybko zapał kontakt z moją siostrą. Kiedy przez przypadek spotkaliśmy się z nią przed moim pokojem, wyglądali jak starzy znajomi.
- Jesteś śliczna - powiedział Kibum - Taka delikatna i słodka.
- Dziękuje za te piękne kłamstwa - zaśmiała się. - Ty wyglądasz lepiej.
- Cóż skoro doszliśmy do tego, że jesteśmy idealni, chyba powinniśmy się ze sobą umawiać? - zażartował Kibum.
- Hej! - dałem mu kuksańca w bok.
- Będziemy to robić w ukryciu - Kibum szepnął do Sooyoung i oboje zaczęli się śmiać.
Kiedy znaleźliśmy się u mnie Kibum powiedział tyle rzeczy, które mnie nie tyle zaskoczyły, co zaskoczyła mnie to, że mówił je tak wprost.
- Jestem gejem.
- Domyślałem się. - powiedziałem.
Kibum opierał się o okno drzwi prowadzących na balkon. Spoglądałem na niego, siedząc na łóżku i jedząc lizaka. Popatrzył na mnie wymownie.
- Zgadza się, ja też - odparłem.
- Czuje, że nie ma w naszej szkole fajnych towarów, hymm?
- Ależ są - uśmiechnęłam się, naśladując złowieszczy wyraz twarzy - Najlepsze są te, które to ukrywają.
Zaśmiał się.
- Chyba nie musisz mi mówić jak poznałeś Jonghyuna - powiedziałem.
Usiadł obok mnie. Dałem mu drugiego lizaka.
- W tej chwili jestem bardzo zaintrygowany tym, co wiesz na jego temat.
- Lubisz go, co? - spytałem.
Popatrzył na mnie z obrzydzeniem.
- W życiu... fakt, seks z nim jest niczego sobie, ale żeby go lubić musiałbym się bardzo, bardzo upić.
- Rzeczywiście, jest arogancki.
- Więc? - ponaglił mnie.
- Niecierpliwy - rzuciłem. - Nie wiem czy Jonghyun jest gejem, ale miałem okazje zobaczyć go w akcji. Jakiś rok temu, na imprezie u jednego gościa, szukałem łazienki. Usłyszałem dość charakterystyczne dźwięki. Jestem dość ciekawski więc uchyliłem drzwi pokoju, z którego dochodziły głosy i co ujrzałem... oczywiście pieprzącego kogoś Jonghyuna. On nie wie o tym, że go widziałem, a mnie nie kręci robienie taniej sensacji.
- Niezłe... - powiedział Key, uśmiechając się w zamyśleniu.
- Szczerze - powiedziałem, uśmiechając się do niego i przewracając lizaka w buzi - W skali od 1 do 10, ile mu dajesz?
- 9 - powiedział. - Ale i tak go nie lubimy.
- Jesne.
To było takie odprężające rozmawiać tak po prostu z Kibumem. Plotkować o zwykłym życiu. To, że spotkałam go właśnie teraz, było dla mnie jak powiew orzeźwiającego powietrza.
- Wiesz, że w weekend robi imprezę? Musisz iść ze mną.
- W życiu, nawet mi o tym nie wspomniał.
- Wspomni.
- Skąd wiesz?
- Kiedyś ci powiem - puściłem mu oko. - Poza tym, jest ktoś kogo muszę bardzo wkurzyć.
- Kto taki? - zainteresował się.
- Pan Gorący Kubek, którego trzeba poparzyć jego własnym żarem.

***
        Piątkowe popołudnia są chyba czymś, co każdy kocha najbardziej. Ja kocham jeszcze modne ciuchy, dobrą muzykę i wschody słońca. Jednak aktualnie, wychodząc ze szkoły, miałem nadzieje na zakopanie się swoim łóżku na cały weekend i oderwanie od tych wielu rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu. Poznanie tylu ludzi, to zdecydowanie zbyt wiele jak dla mnie,w tak krótkim czasie. Życie jednak nie oszczędzało mi trudności, bo przed bramą wyjściową z terenu szkoły stał oparty, nie kto inny, jak "wspaniały" Jonghyun. No nic, skoro on mi już zniszczył popołudnie, to może warto zniszczyć i jego. Miał na nosie okulary przeciwsłoneczne i skórzaną kurtkę. Nie pomyliłem się. Czekał na mnie. Chciałem go ostentacyjnie minąć, ale zapał mnie za nadgarstek.
- Hola, hola! - rzucił.
Popatrzyłem na niego jakbym dopiero teraz go zauważył.
- Och wybacz, czy my się znamy? - zakpiłem.
Zaśmiał się i puścił moją rękę.
- Jesteś niewiarygodny. Czy granie takiego zadufanego w sobie i wiecznie urażonego kolesia jeszcze ci się nie znudziło?
- Ale ja niczego nie gram. W przeciwieństwie do ciebie.
Jego oczy stały się nagle bardzo ciepłe.
- Tak, ja w przeciwieństwie do ciebie potrafię przyznać, że za tobą tęsknie.
Serce stanęło mi jak wyryte. Spojrzałem na niego wyraźnie zdziwiony i poruszony. Przez chwile zastanawiałem się co ma na myśli. Nagle na jego ustach pojawił się szelmowski uśmiech.
- Kibum, jednak jesteś prostszy niż się spodziewałem. Zmiękłeś po tekście puszczanym zakochanym małolatom na dobranoc.
Zaśmiał się krótko. Teraz to się wkurzyłem. Uderzyłem go torbą i zacząłem iść chodnikiem w stronę domu, zaciskając pięści.
- Zaczekaj, tęsknie!
Zrównał się ze mną.
- Jutro robię imprezę - kontynuował. - Masz możliwość pokazania mi, że się mylę.
Zatrzymałem się.
- Przyjdę.
Zdziwił się lekko, że tak łatwo się zgodziłem.
- Heh, to ciekawe - powiedział.
- Przyjdę - warknąłem - A pierwsze co zrobię, to rozszarpie cały twój pokój na kawałki, zaczynając od pościeli, a kończąc na twoich lamerskich, szpanerskich i idiotycznych ciuchach!

________________

Szczerze mówiąc nie lubię tego rozdziału. :( Ale trzymajcie za mnie kciuki, bo rozmyślałam szatańskie pomysły na rozdział o imprezie Jonghyuna. Macie jakieś szalone fantazje, na temat tego co może się tam wydarzyć? :> :P

czwartek, 21 marca 2013

Samotne chwile zawsze przeszywają najtwardsze serca.

        Tego popołudnia ostro pokłóciłem się z matką. Nie wiele zapamiętałam z tego, co jej powiedziałem. Byłem rozgoryczony i smutny. Przyszedłem do szkoły, choć był piątkowy wieczór. Zabrałem klucz do sali ćwiczeniowej i poszedłem do pokoju. Budynek był prawie pusty. Poza woźnym, byłem w niej chyba tylko ja. Zaświeciłem światło, rzuciłem swoje rzeczy i włączyłem muzykę. Melodia była dość wolna, mimo to tańczyłem szybko i nieskładnie. Chciałem wyrzucić z siebie wszystkie emocje. Zapomnieć. Zasnąć i więcej się nie obudzić. Wszystko waliło mi się już od dawna. Powoli zaczynałem wątpić w to, czy potrafię jeszcze utrzymywać, że dam sobie z tym radę. Upadłem na ziemie, plącząc się o swoje nogi. Podniosłem się na rękach, ciężko oddychając. Patrzyłem w podłogę. Muzyka już dawno przestała płynąć. Chciałem zwymiotować.
- Chcesz się wykończyć?
Usłyszałem głos zza swoich pleców. Odwróciłem lekko twarz, wciąż dysząc. Moje spojrzenie musiało być bardzo wrogie, bo Minho się nie uśmiechał.  
- Co tu robisz? - mruknąłem. - Spadaj...
- Chyba potrzebujesz rozmowy.
- Nie potrzebuje. 
- Więc nic ci nie jest?
- Nie.
- W takim razie dlaczego wyglądasz, jakbyś miał się za chwilę rozpłakać?
Rozchyliłem usta i odwróciłem twarz w stronę lustra. Byłem w pozycji na wpół siedzącej. Włosy opadały mi na twarz. Miałem różowe policzki i zamglone oczy. Poczułem się przestraszony, co też szybko ukazało się w moim odbiciu. Kątem oka zobaczyłem zbliżającego się do mnie Minho. Chciałem się podnieść, ale był szybszy.

***

        Taemin wyglądał jak małe, zagubione dziecko. Jakby pierwszy raz płakał i był zdziwiony, że coś takiego jak płacz istnieje. Kiedy zbliżyłem się do niego, popatrzył na mnie przestraszonym wzorkiem i chciał szybko się odsunąć, ale złapałem za jego rękę. Kucnąłem i przyciągnąłem go do siebie. Z początku ze mną walczył, wyrywając się i jęcząc coś niezrozumiałego w moją koszulkę. Szybko jednak się poddał. Nie dotykał mnie. Czułem się tak, jakbym przytulał wiotkie ciało, a nie pyskatego chłopaka z przed południa. Jego klatka piersiowa wzniosła się i opadała, kiedy zachodził się od czasu do czasu podczas płaczu. Jego nos i usta wtulone były w moje ramię. Koszulka była już mokra od jego łez. Na początku nie byłem pewien, czy powinienem to robić, bo byliśmy dla siebie w sumie obcy. Kiedy jednak jego oczy się zaszkliły, przestałem się nad tym zastanawiać. Po jakichś pięciu minutach, kiedy moje nogi zaczęły cierpnąć od pozycji w jakiej się znajdowaliśmy, położył dłonie na mojej klatce piersiowej i odsunął się ode mnie na kilka centymetrów. Miał spuszczoną głowę. Wyglądał spokojniej. Nie chciał mi spojrzeć w oczy. Chyba czuł się upokorzony swoją niemocą i tym, że mi uległ. Chciałem coś powiedzieć, ale był pierwszy.
- Przepraszam... pójdę już - szepnął.
Niezdarnie uniósł się i oparł równowagę ciała na trzęsących się nogach. Złapałem go za nadgarstek.
- Odwiozę cię - powiedziałem.
- Chce się przejść.
Nie nalegałem. Zabrał po drodze swoje rzeczy i wyszedł zostawiając mnie w pustej sali.

***

        Idąc ulicami Seulu miałem wyrażenie, że jestem jedyną osobą w tym zadufanym w sobie mieście. Na twarzy czułem chłód, przyciągany przez moje mokre policzki. Przetrwałem ją wierzchem dłoni. Nie chciałem by rodzice widzieli mnie takiego. Słabego. Wystarczy już, że Minho dostał popis mojej pieprzonej desperacji. Boże! Jak mogłem się tak zachować. Nawet dobrze się nie znamy. Co z tego, że przyjaźniliśmy się kiedyś.
        Gdy przekroczyłem próg mieszkania nie spodziewałem się, że pierwsze co zastane, to wpatrzoną we mnie, drobną twarz. Wyglądała na smutną, a ja postarałem się opanować minę i zmienić ją na coś bardziej przyjaznego.
- Dlaczego jeszcze nie śpisz? Powinnaś - uśmiechnąłem się kiepsko.
Miała nieuczesane włosy. Pewnie próbowała spać, ale jej to nie wyszło. Popatrzyła na mnie i podeszła bliżej.
- Taemin... - szepnęła - nie uciekaj więcej.
- Kiedy ja nie uciekłem - otworzyłem usta.
- Obiecałeś, że mnie nie zostawisz - zaszlochała nagle.
Poczułem się strasznie. Nie pomyślałem o niej, gdy wybiegałem z domu. Wtuliła się we mnie zanim cokolwiek powiedziałem.
- Nie płacz, ja nigdy cię nie zostawię. Powinnaś to wiedzieć i nie zaprzątać sobie tym głowy.
Na schodach ukazała się moja matka. Okazała cień emocji widząc Sooyoung.
- Jest późno - powiedziała.
- Już się kładziemy - mruknąłem.
Kiedy ją mijaliśmy, przez chwile miałem wrażenie, że chce mnie dotknąć... ale może tylko mi się wydawało.

***

        Nie kłamał. Jonghyun czekał na mnie przed szkołą, opierając się o swoje auto. Kiedy mnie dostrzegł, uśmiechnął się zachęcająco. Westchnąłem. Poprawiłem niedbale włosy opadające na czoło. Podeszłemu do niego, wciąż nie wiedząc czemu się na to zgadzam. Może po prostu mam ochotę na seks z nim, bo jest przystojny i pociągający? W sumie nie musimy rozmawiać, choć to nie tak, że nie chciałbym czegoś wiedzieć. Zakręcił na palcu kluczyki od samochodu tuż przed moim nosem.
- Zapraszam - powiedział.
Starałam się być zdystansowany i obojętny. Dojechaliśmy dość szybko. Szczęka mi prawie opadła, kiedy zobaczyłem jego wypasiony dom. To w sumie jednak potwierdzało tylko moje wcześniejsze przypuszczenia. Weszliśmy do środka. Było przestronnie i rzeczywiście byliśmy sami. Nalał mi drinka, którego szybko wypiłem. Czułem się trochę, nie wiedząc czemu, zdenerwowany. On upił łyka i bez zbędnej gadki mnie pocałował.
- Zaczekaj - zaoponowałem.
- Dlaczego? - spytał, przejeżdżając nosem po mojej szyi i zaciągając się zapachem mojej skóry.
Zagryzłem wargę.
- Chce cię spytać o parę rzeczy.
Tym stwierdzeniem zwróciłem jego uwagę, bo przerwał zainteresowanie moim ciałem i  popatrzył mi w oczy. Zdziwiony, uśmiechnął się lekko.
- Nie zrozum mnie źle! - powiedziałem szybko - Nie interesuje mnie twoje hobby czy ulubiony kolor. Nie mam zamiaru się w tobie zakochiwać...
- Serio? - zaśmiał się.
Prychnąłem.
- Jesteś taki arogancki - rzuciłem. - Chciałem po prostu wiedzieć, czy ktoś w szkole wie, że jesteś gejem? W moim mniemaniu jesteś zbyt poukładany w tej swojej wyimaginowanej, szkolnej osobowości, by afiszować się z czymś takim. 
Uśmiechnął się. Odsunął się ode mnie, po czym wziął do ręki szklankę z alkoholem. Upił kolejny łyk i popatrzył na mnie przez szkło.
- Czy to nie zabawne, kiedy coś co na początku wydaje ci się pewnym schematem, a na drugi dzień się z tego schematu wyłamuje?
- A tak naprawdę? - zakpiłem, przewracając oczami.
- Nie można z tobą pofantazjować... - przekręcił głowę w prawą stronę.
- Ależ można i to nawet BARDZO.
- Chyba nie wątpię.
- Więc, co z moim pytaniem?
- Nic nie udaje - odparł. - Faktycznie jest tak jak mówisz. Nawet moi rodzice nie wiedzą, że jestem gejem. Co nie zmienia faktu, że jestem poukładany. Lubię sport i popularność. Myślę jednak, że póki co, to niczyja sprawa kogo pieprze. Nie zamierzam tego ukrywać w nieskończoność, ale obecnie mam za wiele rzeczy takich jak oceny w szkole, które zyskuje w dużej mierze przez pozycja ojca, a one otwierają mi możliwości na przyszłość. Poza tym, ten sekret mi się podoba. To bardzo podniecające, jak myślisz?
Pierwszy raz odkąd go poznałem powiedział tyle rzeczy na raz. Nie musiałem go nawet bardzo ciągnąć za język, a teraz mam czarno na białym, że jego to wszystko bawi. Właściwie miał w życiu wszystko, a to mogła być po prostu jedna z jego fanaberii. Tylko bogaci rodzice i korzyści z bycia idealnym synkiem trzymały go jeszcze przy tym, żeby im o tym powiedzieć.
- Super - zaśmiałem się kpiąco. - Będę pieprzył się z bogatym dzieciakiem, który się nudzi, więc jest gejem.
Odstawił szklankę.
- Powiedziałem ci, że możesz sobie myśleć co chcesz - podszedł do mnie ponownie. - A ja to prostu zignoruje.
Pchnął mnie na ścianę. Jego dłonie szybko znalazły się pod moją koszulką. Przejechał nimi wzdłuż moich boków, unosząc tym samym materiał bluzki, a gdy dotarł do moich pach zmusił mnie do uniesienia rąk i zdjął ją ze mnie. Miał lekko chłodne palce. Zadrżałem, kiedy poczułem je na swoich plecach. Chyba się uśmiechnął, ale nie mogłem być tego pewien, bo jego usta znajdowały się właśnie na moim karku. Nie zmierzałem być bierny i przeleciany jak jakaś niewinna panienka. Zacząłem rozpinać guziki jego koszuli. Kiedy dotarłem po omacku do ostatniego, poczułem jego usta na swoich. Włożył mi do środka język, gdy położyłem dłonie na jego ramionach i wolno zacząłem zsuwać z niego ubranie. Połączyłem go z moim i zacisnąłem place na jego plecach lekko go drapiąc. Ręce Jonghyuna znalazły się na moim pasku od spodni. Szybo go rozpiął i wyciągnął jednym gestem ze szlufek. Usta przeniósł na skórę pod moim uchem. Następnie poczułem jego dłonie, wsuwające się pod moje spodnie. Nagłym ruchem zacisnął je na moich pośladkach. Wydałem niekontrolowany dźwięk, który chyba go podniecił, bo znowu zaczął całować moje usta. Przerwałem mu pocałunek i napierając na niego, zmusiłem do położenia się na łóżku. Wydawał się być lekko zaskoczony tym, że chce dominować. Usiadłem na nim okrakiem. Moje usta znalazły się na jego szyi. Przejechałem językiem wzdłuż niej, wdychając zapach mocnych, męskich perfum. Był niesamowicie seksowny. Uwielbiałem takich facetów. Dobrze zbudowanych, pewnych siebie i świetnie pachnących. Moje usta powędrowały na jego klatkę piersiową. Zacząłem ssać jego sutek, unosząc lekko wzrok. Chciałem widzieć jego reakcje. Ku mojemu zaskoczeniu on też na mnie patrzył. Zmrużyłem oczy jak kot, nie przerywając swojej czynności i lekko przygryzając jego skórę. Poczułem między nogami jego pobudzonego członka. Zaczął szybciej oddychać. Nie zdążyłem nacieszyć się jego ciałem, bo przekręcił nas tak, że teraz to on górował. Złapał mnie za nadgarstki, unosząc moje ręce nad głowę i zaciskając na nich swoją prawą dłoń. Uśmiechnął się szelmowsko.
- Pamiętasz co ci powiedziałem, gdy spotkaliśmy się pierwszego dnia w szkole? - spytał.
Zmrużyłem ponownie oczy.
- Nie przypominam sobie żebyś mi mówił, że chcesz mnie wiązać - zakpiłem, poruszając nadgarstkami.
Zaśmiał się, po czym jego wzrok zmienił się na pewny siebie i cholernie pociągający.
- Powiedziałem, że jeszcze będziesz jęczeć pod moim dotykiem, na co ty odpowiedziałeś, że będzie odwrotnie - lewy kącik jego ust uniósł się ku górze. - Przekonajmy się.
Zanim cokolwiek powiedziałem, przejechał lewą dłonią po mojej klatce piersiowej. Następnie pociągnął za moje rurki, ściągając je do kolan. Popatrzył przez chwile na moje bokserki, by po chwili jego dłoń znalazła się pod ich materiałem, prosto na moim członku. Prawie jęknąłem czując jego palce zaciskające się na nim. Zaczął miarowo poruszać dłonią patrząc mi w oczy. Próbowałem wytrzymać jego spojrzenie, ale ciężko było mi panować nad mimiką twarzy. O ile kontrolowałem jeszcze swój głos, to twarzy już raczej na pewno nie, bo widziałem jak na jego maluje się pewność siebie. Jedyna satysfakcja z tego co robił była taka, że on także wyglądał na nieźle podnieconego, kiedy tak na mnie patrzył. Mogłem się wyrywać z jego uścisku, ale szczerze? Chyba nawet nie chciałem. Z jednej strony podobało mi się to, że mnie zdominował, ale z drugiej nie chciałem by wygrał. Widząc moją nieugiętość, dołączył do swojej pieszczoty usta, którymi zassał się na moim sutku. Tego już było dla mnie za wiele. Czułem napięcie wzrastające w moim podbrzuszu.
- Jonghyun... - szepnąłem.
Zaskoczyłem go tym. Popatrzył mi w oczy, lekko zwalniając ruchy swojej dłoni. Mój wzrok zmienił się na wyzywający. Z tym wyzwaniem w oczach, pewny siebie, rozchyliłem usta. Wypchnąłem biodra bliżej jego dłoni i zacząłem cicho jęczeć poruszając nimi, nadal nie przerywając kontaktu wzrokowego miedzy nami. Uśmiechnął się. Puścił mnie, obracając jednocześnie na brzuch. Następnie poczułem jego usta na swoim ramieniu.
- Jesteś taki seksowny... - wyszeptał.
Zdjął ostatnie części swojej i mojej garderoby. Poczułem jego dłonie na moich pośladkach. Nie widziałem jego twarzy i nie wiedziałem co będzie robić, ale to tylko pozwalało mi na lepsze ulżenie sobie w okazywaniu emocji. Kiedy włożył palec w moje wnętrze, zacisnąłem dłonie na pościeli. Zacząłem tracić oddech z każdym jego dodatkowym ruchem. Chciałem więcej.
 - Przestań się ze mną bawić i zrób to porządnie... - mruknąłem.
Poczułem ciężar jego ciała na plecach. Jego członek otarł się o moja pupę.
- Proszę bardzo - powiedział, jednocześnie we mnie wchodząc.
Chyba byłem głośno, ale do momentu kiedy nie doszedłem mało mnie to obchodziło. Zresztą przy kolejnym razie byłem chyba jeszcze głośniej.

*** 
        Kiedy poczułem na skórze ciepło słońca, nie pamiętałam jeszcze gdzie jestem. Dopiero gdy rozchyliłem powieki i ujrzałem śpiącego przy mnie chłopaka, świat wydawał mi się bardziej realny. Albo właśnie na odwrót. Poruszyłem się i stwierdziłem, że tyłek trochę mnie boli. To było jednak nie ważne. Po przeanalizowaniu tego co powinienem zrobić, zdecydowałem się po prostu wstać i wyjść. Jakoś nie wyobrażałam sobie naszej rozmowy, szczególnie po takiej nocy. Znalazłem swoje bokserki. Usłyszałem, że Jonghyun także się obudził. Odwróciłem się do niego tyłem. Założyłem spodnie, specjalnie akcentując moment, kiedy wsuwałem je na tyłek.
- Prowokujesz mnie od rana? - spytał.
Odwróciłem lekko głowę, zapinając pasek. Uśmiechał się inaczej niż zawsze. Miał jeszcze lekko senny wyraz twarzy i wydawał się bardzo swobodny w tym co mówił. Kiedy tak na niego patrzyłem, to był jeden z tych momentów, kiedy czułem się przy nim w dość trudny do określenia, dziwny sposób. Dziwny z powodu, którego nie rozumiałem. To było irytujące i bardziej pragnąłem to wyprzeć, niż się w to zagłębiać.
- Powinienem raczej nazwać cię kochaniem i zrobić ci śniadanie? - uśmiechnąłem się kpiąco. - Jasne, że cię prowokuje, ale wybacz, nie masz na co liczyć.
Odwzajemnił moje spojrzenie i patrzył jak kończę się ubierać. 
- To dziwne. Wczoraj wydawałeś się mieć ochotę ze mną rozmawiać, a teraz wyglądasz jakby to było tylko zwykłe "przeleć mnie"?
- Narzekasz?
Założyłem torbę na ramię.
- Nie, jestem zaintrygowany.
Podszedłem do łóżka. Wdrapałem się na nie na kolanach i siadłem na swoich piętach. Popatrzyłem na niego z góry. Nadal miał tą swoją ciepłą, ranną miną.
- Zaintrygować się można odpowiedzią na pytanie, a ja ci nie odpowiedziałem.
Pochyliłem się nad nim i złączyłem nasze usta w krótkim, ale głębokim pocałunku. Kiedy odciągnąłem od niego moje rozchylone wargi na kilka centymetrów, podniosłem wzrok, aby spojrzeć mu w oczy. Były bardzo ciemne, ale światło wpadające przez okno sprawiało, że wpadały w jaśniejsze odblaski.
- Teraz możesz zapalić, bo bardziej niż zaintrygowany, będziesz niezaspokojony.

sobota, 9 marca 2013

Czas może was rozdzielić, ale nie zabroni wam tęksnić.

        Wiedziałem, że ten dzień będzie ciężki, od kiedy tylko rano wstałem. To co zaczęło lawinę zdarzeń, to moje kolejne spotkanie z Taeminem.
- Za każdym razem, kiedy cię widzę, mam wrażenie, że już kiedyś się spotkaliśmy - powiedziałem, zatrzymując go na korytarzu. Był nie w sosie, ale wyglądał jakby to była u niego normalka.
- Posłuchaj opalona żabo - powiedział złośliwie. - Kogo to obchodzi, zejdź mi z oczu.
Nagle zza zakrętu wypadła dwójka chłopaków, namiętnie się sprzeczających.
- Co powiedziałeś Key? - prawie wrzasnął dobrze zbudowany brunet.
- To co słyszałeś kretynie - warknął nie patrząc na niego.
Chudszy, z tego co wywnioskowałem imieniem Key, zauważył nas, kiedy doszli do miejsca, w którym staliśmy.
- Hej ty - powiedział do Taemina - Tak, ty Ładny.
Taemin popatrzył na niego z nic nie mówiącym wyrazem twarzy.
- Prawda, że on wygląda jak dinozaur?
Taemin popatrzył na bruneta, który mial nieźle podniesione ciśnienie.
- Śliczny Taemisiu - warkną do niego - nawet nie waż się tego potwierdzać.
- Masz racje - powiedział sucho Taemin - On zawsze tak wyglądał.
- Widzisz Jonghyun - zaśmiał się Key.
Chłopak złapał go za koszulkę, przyciągając do siebie, ale Key zahaczył o torbę Taemina, która spadła z jego ramienia na ziemie. Taemin się wkurzył i zaczął coś krzyczeć. Ja zacząłem go uspokajać i tak zastała nas nauczycielka. Kazała nam wejść do sali, a wręcz nas tam wrzuciła.
- Co wy wyprawiacie? - spytała. - Taemin, Jonghyun... a wy to kto?
- Minho, nowy uczeń.
- Key.. yhh, Kibum.
- Minho - rzuciła do mnie - wydajesz się najbardziej odpowiedzialny, przypilnuj reszty.
- Cooo? - spostrzegłem zirytowaną i zdziwioną minę Taemina, jako reakcje na moje „odpowiedzialny”. Prychnął, a kobieta opuściła pokój.

***
 
       Osoby, z którymi się tu teraz znalazłem, były bardzo przepełnione emocjami. Key mruczał coś sam do siebie o popieprzonym systemie nauczania. Miał dłonie włożone w kieszenie spodni i siedział niby od niechcenia, na jednym z ustawionych krzeseł. Jonghyun wydawał się być zniecierpliwiony. Wyglądał jakby w każdej chwili był gotowy wstać, gdy tylko pojawi się nauczycielka i wyrecytować przygotowaną przez siebie formułkę. A Taemin... On stał się jakby nieobecny. Wyglądał dzięki temu na tak niewinnego i delikatnego, że nikt nigdy nie posądziłby go o bójkę. Jego porcelanowa cera iskrzyła się delikatnie w promieniach zachodzącego słońca, docierających do wnętrza, przez duże klasowe okna. Miałem ochotę dotknąć jego policzka. To chyba głupie, kiedy tak na to popatrzeć. Odwróciłem wzrok czując, że się irytuje. Nauczycielka wróciła po 15 minutach. Była raczej zdystansowana i przygotowana na to, by odbębnić swoje zdanie, niż wnikać w konkrety.
- Któryś z was chce mi wyjaśnić o co wam poszło? - spytała, pisząc coś na kartce i leniwie spoglądając na zegarek w telefonie.
- Jonghyun ma problemy z głową... a raczej jej brakiem - powiedział Key, po czym odwrócił się do chłopaka i uśmiechnął słodko, by po sekundzie zmienić swój wyraz twarzy na „chyba zwymiotuje”.
Jonghyun zaśmiał się robiąc dziwną minę, ale zanim zdążył coś powiedzieć usłyszeliśmy Taemina.
- Proszę pani, nie wiem co to za ludzie. Chciałbym wrócić tylko do domu. Powiem co pani tam woli.
Key spojrzał na niego, odwracając głowę lekko do tyłu.
- Więc powiedz, że tamta dwójka na nas napadła i będziemy mogli się zmywać.
Usłyszałem głośne oburzenie Jonghyuna. Taemin popatrzył przez chwile na Kibuma, po czym jego twarz zmieniła się na pełną nici porozumienia, nagle zbudowanej z tym chłopakiem, na nie mam pojęcia jakich zasadach.
- Proszę pani, było tak jak powiedział... Key. Czy my wyglądamy na agresywnych? - zrobił uroczą, smutną minę. - Jak już mówiłem, chciałem tylko wrócić do domu. Proszę o pani pomoc.
- To jakaś kpina! - burknął Jonghyun - Wie pani kim jestem?
- Idiotą? - szepnął bardzo cicho Key, zasłaniając dłonią usta.
Postanowiłem wesprzeć bruneta, zanim znowu dojdzie do rękoczynów, a to już na pewno potwierdzi historyjkę o tym jacy to jesteśmy agresywni. 
- Proszę pani to nie jest wcale...
- Niech państwo posłuchają. Mam gdzieś, kto tu kogo pobił i dlaczego. Panie Taeminie, ja też się śpieszę, a muszę wysłuchiwać o pańskich fanaberiach - powiedziała kobietę, zamykając notes. - Mam na was oko. Tym razem wam daruje, ale jeszcze raz i wyciągnę konsekwencje.
Popatrzyła na was wymownie, pożegnała sucho i wyszła z sali. Key ruszył szybko z sali, a za nim podążył Jonghyun. Zostaliśmy z Taeminem sami.

****

- Myślisz, że możesz sobie ze mną pogrywać - spytał Jonghyun, opierając się o framugę drzwi wyjściowych z szatni.
Budynek wydawał się martwy, a dzień chylił się ku końcowy.
- To cię kręci? - spytałem. - Uważasz, że wszystko co robie jest związane z tobą?
- Akurat większość z tego, co ostatnio robiłeś, takie było.
Zaśmiałem się.
- Błagam cię... - mrukąłem.
Niespodziewanie poczułem dłoń Jonghyuna, tuż nad linią moich bransoletek na nadgarstku. Obrócił mnie tak, że dotykałem plecami zimnej ściany.
- Krzycz - szepnął wyzywająco.
Byłem zaskoczony i zdezorientowany.
- Niby dlaczego?- wymamrotałem.
- Jesteś taki wygadany, krzyczenie nie powinno sprawić ci problemu.
Uśmiechnął się szelmowsko, unosząc lewy kącik ust ku górze. Poczułem się dziwnie.
- To jakaś gra? - spytałem.
- Nie, po prostu chce wiedzieć na co będzie cię stać, kiedy już zacznę.
Zanim zdążyłem zorientować się co ma na myśli, jego usta znalazły się na moich, mocno przyciskając się do nich. Zacząłem wyrywać się z uścisku, ale z jego sportowym ciałem nie miałem szans. Przygwoździł mnie ostro do ściany, blokując moje ruchy. Mruczałem w jego usta przytłumione słowa protestu. Uciszył mnie szybko, korzystając z okazji, że otworzyłem usta i wkładając w nie swój język. Kiedy to zrobił, znieruchomiałem. Poczułem, że z wrażenia nogi się pode mną uginają. Czemu do cholery czułem się jak galareta? Zbyt dawno z nikim nie byłem. Językiem pieścił moje podniebienie, a ciałem ocierał się o moje. Jego dłoń znalazła się pod moją koszulką, kiedy jego język oplótł mój. Boże, jak ja chciałem teraz jęczeć z rozkoszy. Całował mnie, delikatnie pokonując przestrzeń skóry moich pleców. Zjechał ustami na linie mojej szczęki. Poczułem zimne powietrze na wargach.
- Nie słyszę cię - wyszeptał przytłumionym głosem.
Jego dłoń powędrowała na moje krocze, po czym przez materiał spodni, zacisnęła się na moim członku. Jęknąłem, jednocześnie opamiętując się i zaciskając swoją dłoń na jego.
- Masz dość? - spytał, patrząc mi w oczy.
Chyba wyglądałem na bardzo rozchwianego emocjonalnie, bo zobaczyłem na jego twarzy wyraz tryumfu. Zastawiałam się, gdzie podziała się moja pewność siebie. Wiedziałem, że cokolwiek powiem, to nie wystarczy. Zdecydowałem ryzykownie zrobić coś, czego się nie spodziewał. Widziałem jego rozszerzające się źrenice tuż przed tym, jak zamknąłem oczy i złączyłem nasze usta ponownie. To co robiłem sprawiło mi dziwną przyjemność, której nie mogłem zrozumieć. Raczej nie zachowywałem się tak przy ledwo co poznanym chłopaku. Wplotłem moją dłoń w jego włosy i powoli zacząłem napierać na niego, nie czując oporu z jego strony. Powoli cofał się do tyłu nie oddając pocałunku, aż doszliśmy do przeciwległej ściany i wtedy go puściłem. Poczułem się niezręcznie, kiedy nasz spojrzenia znów się spotkały. Chciałem po prostu wyjść, ale zatrzymał mnie, łapiąc za szlufkę od moich spodni i sprawiając, że na niego wpadłem. Nie wiedziałem, co mam myśleć.
- Powiem to, ponieważ ty nigdy tego nie przyznasz - powiedział. W szatni panował juz prawie mrok. Wydawała mi się teraz bardziej intymna niż zwykle. Jego usta znalazły się tuż przy moim uchu. Zadrżałem. - Chce się z tobą ostro pieprzyć Key - zastygłem w bezruchu, wstrzymują oddech. - Mam gdzieś, czy jesteś łatwy, czy mnie nienawidzisz, czy zrobisz to, bo będziesz znudzony. Cokolwiek mi powiesz, przyjmę to, a potem cię zerżnę.
Puścił mnie, a ja przez chwile zapomniałem co teraz powinienem zrobić. Odsunąłem się po chwili, z trudnością patrząc mu w oczy.
- Jutro jest piątek, moi rodzice wyjeżdżają na weekend w interesach. Nie graj nieodstępnej panienki. Po lekcjach będę tu czekał.
Skołowany, zaśmiałem się kpiąco.
- Skąd ta pewność, że pozwolę ci na, któreś z tych... pomysłów.
Również się uśmiechnął.
- Myślę, że jak pomyślisz o tym (a pomyślisz) dzisiejszej nocy, też będziesz ją miał.
Po czym znikną w ciemnościach i usłyszałem tylko dźwięk otwieranych i zamykających się drzwi.

***

Minho siedział oparty o kant stołu z założonymi rękami.
- Wydaje mi się jednak, że już kiedyś się spotkaliśmy.
- Nie sądzę - zbyłem go.
Mimo to, on wciąż na mnie patrzył. Był taki upierdliwie, szczęśliwie uśmiechnięty, że nie mogłem tego znieść. Jak ktoś może cieszyć się z takich idiotycznych rzeczy i to tak szczerze. Nie, to nie może być szczere. Próbuje mnie wyprowadzić z równowagi.
- Nie znamy się. A nawet jeśli gdzieś ci kiedyś w życiu mignąłem, uwierz mi i tak nie trudziłbym się by cię zapamiętać. 
Nagle w sali zrobił się przeciąg. Firanki wpadły do środka przez otwarte okna, tworząc falującą kurtynę. Chciałem przytrzymać swoje wzburzone przez wiatr włosy, ale wtedy ujrzałem przed sobą czyjąś dłoń, zbliżającą się do mojej twarzy. Następnie poczułem jej dotyk na swojej głowie. Przeciąg ustał. W sali zapadła cisza, a moje oczy napotkały się ze wzrokiem Minho. Dłonią przejechał po moich włosach, po czym delikatnie dotkną mojego policzka. Rozchyliłem usta. Jeszcze zanim powiedział - Minnie - zdałem sobie sprawę, że jednak to nie jest nasze pierwsze spotkanie.

        Kiedyś, dawno temu, miałem przyjaciela. Miesięcznego przyjaciela, którego poznałem, kiedy rodzice wysłali mnie na wakacje do ciotki. Mieszkała jakieś 80 kilometrów od naszego domu. Rodzice dużo się wtedy kłócili. Cieszyłem się, że moja siostra pojechała na obóz muzyczny i nie musiała na to patrzeć. Miałem wtedy około 12 lat. Czułem się jeszcze bardziej samotny niż zawsze. Ciotka była miła, ale nie widziałem potrzeby spędzania u niej czasu. Wiedziałem jednak, że zostałem do niej przysłany w celu uświetnienia zasady: Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. To oczywiście było głupie, bo ja głupi nie byłem. Pewnego dnia wyszedłem z domu, aby przejść się wzdłuż okolicznego jeziora. Po jakimś czasie siadłem przy jego brzegu i wsłuchiwałem się w odgłosy natury. Powietrze pachniała kwiatami, a wokół panował spokój. Wtem zerwał się nagły podmuch wiatru. Włosy zasłoniły mi widoczność. Gdy je w końcu odgarnąłem kilka centymetrów od mojej twarzy, ujrzałem dwoje dużych, czarnych, oczu. Następnie zobaczyłem szeroki uśmiech i usłyszałem wesoły śmiech. W życiu nie widziałem takiego uśmiechu. Dla mnie, kogoś do kogo nikt się tak nie uśmiechał, wydawał się tak obcy, że aż irytujący. Byłem zły na tego chłopaka, choć nie miałem do tego żadnego powodu. Kiedy zaczął do mnie mówić chciałem mu to okazać, ale on powiedział tylko - Robisz taką kwaśną minę, że na pewno będziesz miał zmarszczki już w wieku 16 lat! - po czym zaśmiał się ponownie, a ja zmiękłem czując, że chce śmiać się tak jak on. Od tego dnia widywaliśmy się codziennie. Był dla mnie jak brat, którego nie miałem. Był ode mnie rok straszy i był kimś, kto wydawał się szczerze mnie lubić. Naprawdę nie chciałem wracać do domu, kiedy przyszedł czas rozstania. Obiecałem mu, że wrócę. On obiecał dzwonić każdego wieczoru. Jednak on nigdy nie zadzwonił a ciotka zamarła dwa miesiące później na atak serca. To było jak wyrok przeznaczenia. A ja? Choć dalej tęskniłem, byłem wciąż dzieckiem i po jakimś czasie po prostu o nim zapomniałem.

        Kiedy zobaczyłem jego delikatny, czuły uśmiech, zdałam sobie sprawę skąd moja początkowa irytacja na jego właściciela. Chyba zbladłem, ale czułem jednocześnie, że mam rumieńce na policzkach. Miejsce, w którym mnie dotknął strasznie paliło. W tej chwili przypomniałem sobie wszytko, o czym zapomniałem przez lata. Zdziwiło mnie jak wiele z tamtego okresu przywołała mi jego twarz. Z całych sił próbowałem się opamiętać i zapanować nad wyrazem twarzy. Nie chciałem, aby czuł jak bardzo ważny był kiedyś dla mnie. Jak bardzo w tej w chwili zdawałem sobie sprawę, że do tej pory nikogo takiego jak on nie poznałem. Zacząłem niezgrabnie przywoływać chłodną, zdystansowaną postawę.
- Am... tak, faktycznie, chyba kiedyś się znaliśmy - mruknąłem, odwracając wzrok.
- To niesamowite. W życiu nie pomyślałbym, że wyrośnie z ciebie taki zimny egocentryk - zaśmiał się. - Wciąż jednak jesteś uroczy.
Prychnąłem.
- Zawsze taki byłem. Nie wiem o czy mówisz.
- Kiedyś strasznie tęskniłem Taemin...
Zbił mnie z tropu tym co powiedział. Zmusiłem się, aby na niego spojrzeć. Miał takie ciepło wypisane na twarzy, że zagryzłem wargę z irytacją.
- Tęskniłeś? Z tego co pamiętam to twoja wina, że nasz kontakt został zerwany.
- To nie było tak.. - jego mina zrobiła się smutna, a ja poczułem ukucie w sercu.
- Więc jak?
Zawahał się przez chwile.
- Twój numer został mi odebrany - wypalił.
Zastygłem naprawdę zdziwiony. Poczułem, że robi mi się zimno.
- Jak? - spytałem.
Zamilkł. Wkurzyłem się.
- JAK! - krzyknąłem.
- Taemin myślę, że gdybym ci to powiedział mógłbyś mi nie uwierzyć, a gdybyś ewentualnie jednak mi uwierzył, mógłbyś czuć się źle, a tego nie chce, ja...
 - Moi rodzice - przerwałem mu.
Jego mina była odpowiedzią na moje stwierdzenie. Wyglądał na zaskoczonego. Czułem się w tej chwili tak zły, wkurzony i wręcz upokorzony, że miałem ochotę zacząć wszystkim rzucać.
- Pieprzyć to, za kogo oni się mają! - krzyknąłem. - Będą mi ustawiać całe życie!? Zabierać wszystko na czym mi zależy!? Decydować kim mogę być!?
- Taemin... - usłyszałem delikatny głos. - Czy oni wciąż...? Czy ty...?
Odwróciłem się do niego z miną zabójcy. Po czym załapałem swoją torbę i wybiegłem z sali.