czwartek, 18 lipca 2013

Nikt nie jest do końca taki, jakim się nam wydaje.

          Operacja mamy przebiegła pomyślnie. Przespałem przy jej łóżku, na wpół siedząco, całą noc. Rankiem wypiłem z Chujin kawę a potem musiałem ponownie spotkać się z Jonghyunem. Okazało się, że wybiegając wczoraj z biura, zabrałem wraz ze swoimi rzeczami, jego telefon.
Wyszedłem przed szpital, gdzie chłopak miał podjechać samochodem aby odebrać swoją zgubę. Czekając na parkingu, poczułem wibracje w dłoni. Odruchowo otworzyłem wiadomość, która przyszła na jego telefon myśląc, że to sms od niego. Jak wielkie było jednak moje zdziwienie, kiedy okazało się, jak bardzo się myliłem.
Gdy usłyszałem dźwięk hamowania tuż przy moich stopach, wciąż wpatrywałem się w wyświetlacz analizując to, co przed chwilą przeczytałem.

Chyba znów mam TEN problem. Możesz dziś do mnie wpaść? Onew też będzie. Obiecał Sooyung spotkanie z Taeminem.

27.09.2013; 9:11;  Od: Minho

Zacisnąłem dłonie w pięści. Miałem wrażenie, że całe moje ciało zaczyna się gotować. Kiedy usłyszałem wysiadającego z samochodu Jonghyuna, podniosłem na niego swoje spojrzenie. Czułem przepełniającą mnie wściekłość.
- Ty idioto! – wrzasnąłem, podbiegając do niego i uderzając dłonią, w której trzymałem telefonem, o jego klatkę piersiową.
Złapał urządzenie, kiedy wypuściłem je z uścisku, nic nie rozumiejąc.
- Co z tobą? - spytał zaskoczony.
- Co ze MNĄ!? - syknąłem podniesionym głosem. - Co z TOBĄ!  Gdzie do cholery jest Taemin!?
Teraz już go oświeciło. Spojrzał na wyświetlacz swojego telefonu, po czym ponownie zmierzył się z moim, wyprowadzonym z równowagi wzrokiem. Chyba nie wiedział, co powiedzieć, bo przez moment się zastanawiał. Po chwili, zaskoczenie malujące się na jego twarzy, przybrało raczej stonowany wyraz.
- Pomijając to, że czytasz moje wiad..
- Myślałam, że to sms od ciebie! - krzyknąłem, chociaż nie wiedziałem, po co się w ogóle tłumacze. - Skąd miałem wiedzieć, że przy okazji jego czytania okażesz się podłym kłamcą!
- Nie okłamałem cię. O nic nie pytałeś.
Był irytująco opanowany. A ja prawie skakałam w miejscu z roznoszącej mnie furii.
- Co z tego!? Powinieneś był mi powiedzieć! Przecież wiesz, że Taemin to mój przyjaciel!
- Do tej pory jakoś się nie interesowałeś jego zniknięciem...
- Dobrze wiesz, że byłam zajęty operacją mamy! Poza tym Chujin powiedział, że być może nie odbiera moich telefonów, bo chce się trochę w spokoju zaaklimatyzować!
- Jego złote rady... - przewrócił oczami.
- Nie zmieniaj tematu! - warknąłem.
- Możesz się uspokoić? - spytał retorycznie.
- Nie mogę! - złapałem go dłonią za brzeg koszuli, przyciągając do siebie. - Masz mnie natychmiast zabrać do Taemina i powiedzieć co się takiego wydarzyło, że jest z Minho!
Popatrzył na moją rękę a następnie w moje oczy.
- Muszę to najpierw przedyskutować - spuentował.
Miałem wrażenie, że za chwile oszaleje.
- Z kim!? Z Minho!? Chyba żartujesz!
Wyrwałem mu telefon z ręki, zanim zorientował się, że chce to zrobić.
- Oddaj mi go! - krzyknął zaskoczony.
- Nie mam mowy!
Zacząłem uciekać, próbując wybrać w pośpiechu numer Choi. Jednak Jonghyun szybko mnie dogonił. Objął mnie od tyłu rękami, uniemożliwiając dalsze manewry telefonem.
- Puść mnie! - krzyknąłem.
- Przestań robić sceny!
Jego głos nie był karcący. Raczej uspokajający. Wyrwałem się z jego uścisku i obróciłem do niego przodem, robić 3 kroki do tyłu.
- Przestanę jak zabierzesz mnie do Taemina!
Zapadła cisza. Przez chwile mierzyliśmy się wzrokiem. Miałem wrażenie, że gdyby to było możliwe, moje oczy mogłyby teraz zabić. To było zaskakujące, ale po parunastu sekundach Jonghyun się poddał. Westchnął i wyprostował, wkładając dłonie do kieszeni swoich spodni. To był pierwszy raz, kiedy wygrałem z nim w bitwie na spojrzenia. Do tej pory to zawsze ja byłem tym, który ulegał.
- W porządku - powiedział spokojnie. - Daj mi ten telefon a ja zadzwonię do Minho i zapytam, gdzie jest.
Zwęziłem spojrzenie.
- Nie blefujesz? - spytałem ostrożnie.
- Nie tym razem.
To nie było tak, że mu uwierzyłem. Raczej nie miałem innego wyboru. Niepewnie wyciągnąłem w jego stronę urządzenie. Odebrał je równie ostrożnie, jakby zastanawiał się, czy nie zacznę za chwile znowu krzyczeć. Po czym odszedł na bok i zamienił z kimś krótką rozmowę. Niestety nie usłyszałem z niej ani słowa. Nie miałem pewności, czy Jonghyun powiedział mi prawdę. Mimo jego zapewnienia, wciąż byłem sceptycznie nastawiony do tego, czy mogę mu zaufać.
- Ok - powiedział, stając ponownie naprzeciw mnie.
- Co ok?
- Wsiadaj do samochodu. Zabiorę cię tam gdzie chcesz.
Popatrzyłam na jego auto, po czym ponownie na niego.
- Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę i nie wywieziesz mnie Bóg wie gdzie i tam nie uciszysz, razem z Minho?
Dobra, to co powiedziałem podchodziło pod tani kryminał. Ale to chyba normalne, że podejrzewałem także takie warianty jego wątpliwej pomocy? Jonghyun przewrócił oczami, po czym spojrzał na mnie swoim pewnym siebie, choć chłodnym spojrzeniem.
- Gdybym chciał cię gdzieś wywieźć i zrobić ci tam to, cokolwiek bym chciał, już dawno bym to zrobił.
Poczułem się dziwnie spięty, kiedy to powiedział. Szczególnie, że zabrzmiało to dość dwuznacznie. Odwróciłem wzrok.
- Widzisz? - skomentował. - Potrafisz się uspokoić jeśli chcesz.
Nie skomentowałem jego próby sprowokowania mnie.
- W porządku - zgodziłem się. - Ale po drodze masz mi wyjaśnić wszystko. I to ze szczegółami.

***

Dom Państwa Lee wyglądał jakby przeszedł po nim huragan. Policja przeczesała go wzdłuż i wszerz. Widziałem smutną twarz Sooyung, która stawiała niepewnie kroki, uważając aby na niczym nie stanąć. Podeszła do kominka i przejechała palcami po rodzinnej fotografii, która na nim stała.
- Może nie powinniśmy byli tu jednak przyjeżdżać? - powiedziałem, widząc jej minę.
Pokręciła głową, odwracając się do mnie.
- Nic mi nie jest - odparła. - Na piętrze jest gabinet ojca. Wszystko, co było związane z jego pracą, trzymał w tamtym miejscu.
Nie patrząc, czy za nią idę, weszła po schodach i skierowała się do pierwszego z pokoi na piętrze. Gabinet Pana Lee był dość duży i panował w nim równie wielki bałagan, jak w pozostałej części domu.
- Myślisz, że policja nie znalazła już wszystkiego, co się dało?
Przeszła wzdłuż jednaj ze ścian, po czym podeszła do sporej długości meblościanki z książkami. Przejechała po nich dłonią i zatrzymała się na jednej z tych mniejszych. Wyciągała ją i otworzyła. Ku mojemu zdziwieniu w środku znajdował się kluczyk.
- Skąd wiedziałaś? - zdziwiłem się.
- Możesz przesunąć te półkę? - spytała, wskazując na jedną z szafek.
Uczyniłem to, o co mnie porosiła i zaskoczony, odkryłem za nią prawie niewidoczny otwór na zamek, wbudowany w ścianę. Sooyung otworzyła małą skrytkę i wyciągnęła z niej plik dokumentów oraz notatek.
- Kiedyś widziałam jak ojciec chowa tu jakieś rzeczy - odpowiedziała na moje wcześniejsze pytanie. - Teraz będziemy musieli to zwyczajnie przestudiować. 
Włożyła papiery do torebki i spojrzał na mnie niepewnie, zza swoich długich rzęs.
- Mogłabym zabrać ze swojego pokoju trochę ubrań?
- Jasne - przytaknąłem. - Jak już skończysz, mam dla ciebie pewną niespodziankę.
- Niespodziankę?
Zmrużyła lekko oczy w słodki sposób.
- Rozmawiałem z Minho. Możesz dziś zobaczyć się z Taeminem.
Jej usta otworzyły się w szerokim uśmiechu. Przemierzyła odległość między nami i zanim zdążyłem zdać sobie sprawę z tego, co chce zrobić, jej ręce oplotły moje ciało, w delikatnym uścisku. Moje serce natychmiast stanęło w miejscu. Poczułem dotyk jej uśmiechniętych ust na moim ramieniu i dłoni na moich plecach. Tuż przy moim policzku, kosmyki jej gęstych, czarnych włosów, zetknęły się z moim policzkiem. Jej subtelny zapach, pomieszany z moim żelem pod prysznic, przenikał mnie na wylot swoją intensywnością. To nie był pierwszy raz, kiedy ktoś mnie przytulał. Jednak, nigdy nie czułem się tak jak teraz. Dumny i szczęśliwy. I to szczęśliwy nie z własnych korzyści a czyimś radosnym uczuciem. Czułem jej dotyk, aż po końce moich placów. Po najgłębsze zakamarki mojego umysłu. Była ciepła. Krucha. Wesoła. Jakbym dał jej gwiazdkę z nieba. Najpiękniejszy prezent na święta.
Kiedy zdała sobie sprawę z mojej zaskoczonej reakcji, speszona, odsunęła się ode mnie nieznacznie. Założyła włosy za ucho i spuściła lekko wzrok, uśmiechając się zawstydzona. 
- Przepraszam - powiedziała cicho. - Nie powinnam była. Po prostu... to z radości. Dziękuje.
Wiozłem oddech, mogąc ponownie oddychać. Spojrzałem jej w oczy.
- W porządku. Nie musisz przepraszać.
Kiedy ona również podniosła na mnie wzrok, jej pogoda twarz sprawiła mi ponowny ucisk na sercu. Złapałem się na tym, że zaczynam zauważać w niej coraz więcej nowych szczegółów. Potrafiłem zdefiniować kolor jej ust. Był identyczny jak ten, który posiadły kwitnące drzewa wiśni. Mogłem z zamkniętymi oczami określić odcień i głębokość tonu, niebieskiego koloru jej oczu. To wszystko, co w niej widziałem sprowadzało się jednak do jednego.
-  Biegnij się spakować - powiedziałem przyjaźnie.
Kiwnęła głową i wyszła do swojego pokoju. Usiadłem na fotelu przy biurku i spojrzałem przez okno.
Kiedy szkoliłem się do zawodu policjanta, dużo mówiono nam o uczuciach. O tym, że podczas tej pracy, niejednokrotnie znajdziemy się w bardzo różnych sytuacjach. Jednak do każdej z nich, czy była to tragedia, smutek, płacz, czy radość, zawsze istniała jedna uniwersalna zasada. Nie wolno angażować się uczuciowo w swoje zadania. Jasne. Należy posiadać współczucie, lojalność i życzliwość. Jednak nie należy przekraczać granicy, która zaczyna nas kwalifikować jako kogoś, kto już nie jest w tej sprawie tylko postronną osobą. To tak jak z lekarzami. Emocjonalne przywiązania do pacjenta może sprawić, że jeden mały błąd, potrafi zaważyć na ich życiu.
Nie mogłem zakochać się w Sooyung. Jednak nie tylko dlatego, że byłem policjantem zaangażowanym w sprawę jej ojca. Dziś zrozumiałem, że ona mi ufa. To ciepło, którym mnie obdarowała, pokazywało mi jasno, że traktuje mnie jak kogoś, kto jest jej opiekunem. Przyjacielem. Bezpieczeństwem. Czymś, co próbowała zastąpić w luce, jaką zapewniali jej do tej pory rodzice. Gdybym teraz okazał jej całkiem inne uczucia jakie do niej żywię, to złamałoby jej wiarę ostatecznie.
Westchnąłem. Miałem wrażenie, że teraz rozumiem Minho, choć do tej pory tego nie potrafiłem. Nie wiedziałem jednak, jak on to robił, że mimo emocji jakimi był zaangażowany w sprawę Lee, wciąż umiał być opanowany, obojętny i potrafił to wszystko co wewnątrz czuje, zamrozić w sobie.

***

Kiedy obudziłem się rano, przepełniał mnie spokój. Moją twarz owiewała lekka bryza wiatru. Okno w pokoju musiało być uchylone. Czułem na policzku przyjemny materiał poduszki i delikatny dotyk promieni słonecznych, na moich nie okrytych kocem, częściach ciała. Było mi kojąco. Chciałem aby ta chwila trwała wiecznie. Aby to poczucie bezpieczeństwa, spokoju i łagodności, trwało już zawsze. Nie chciałem się budzić i stawiać kolejny raz czoło rzeczywistości. Poza tym nie wiedziałem co ujrzę, kiedy otworzę oczy. Bałem się zobaczyć teraz Minho. Poranne rozrzewnienie sprawiało, że byłem bezbronny jeśli chodzi o panowanie nad emocjami. Nie chciałem żeby widział, że się boje, albo jak się czuje, po moich wczorajszych rozmyślaniach, które tak naprawdę nie powinny były w ogóle zaistnieć w mojej głowie.
Niepewnie otworzyłem powieki. Na moje szczęście Minho wstał przede mną. Zauważyłem też, że nie mam już na nadgarstku kajdanek. Dotknąłem opuszkami palców miejsca, w którym się wcześniej znajdowały. Serce momentalnie podeszło mi do gardła, kiedy przypomniałem sobie w jakiej pozycji zasnąłem. Miałem nadzieje, że kiedy Minho rano wstał, moja dłoń nie znajdowała się już spleciona razem z jego.
Rozejrzałem się po pokoju. Za dnia wydawał mi się zwykłym pomieszczeniem a nie azylem zimnego policjanta. Przypominał mi dawny pokój chłopaka. Był w dużej mierze biały, czysty  i pachniał Minho... Zagryzłem wargę, odpędzając od siebie te ostatnią myśl.
W pewnym sensie fakt, że znalazłem coś, co przypominało dawnego Minho, trochę mnie uspokajał. Może nie wszystko w środku niego zmieniło się na nowe? Może gdzieś daleko wewnątrz, jest jeszcze ta sama osoba, którą był dawniej?
Podniosłem się z pozycji leżącej i poprawiłem dłonią włosy. Za długie rękawy koszulki chłopaka, lekko mi to uniemożliwiły. W niektórych jego ubraniach wyglądałem komicznie. Chociażby teraz. Miałem nadzieje, że w akcie współczucia (którego właściwie aktualnie nie posiadał), uprał ze swoimi rzeczami, także moje. Ostrożnie wyszedłem z łóżka i cicho skierowałem się do salono-kuchni. Spostrzegłem, że Minho coś smaży. Wyglądał spokojnie, ale jak zwykle się nie uśmiechał. Już nie raz złapałem się na tym, że doszukuje się u niego tego rodzaju ekspresji. Może zwyczajnie nie potrafiłem dopuścić do siebie, że już jej nie okazuje.
Nie wiedziałem co powiedzieć, aby zauważył, że już nie śpię. Podniosłem parę razy dłoń do ust, dotykając materiałem rękawa ust i próbując coś wymyślić. Aż w końcu, nie zauważając obok siebie książki leżącej na stoliku, strąciłem ją przypadkowo na ziemie. Minho podskoczył, obracając się momentalnie w moją stronę razem z patelnią a ja zawisłem przerażony, na wpół schylając się po powód hałasu. Nasze spojrzenia się spotkały. Zamarłem. Miałem wrażenie, że za chwile się przewrócę jeśli zostanę w takiej pozycji. Jednak Minho, choć wyraźnie zaskoczony, szybko się opanował i odwrócił ponownie do mnie plecami. Nie przytrzymywany już siłą jego wzorku, upadłem na kolana. Coś w jego zachowaniu sprawiło jednak, że mimo strachu, poczułem się zaintrygowany. Nie nakrzyczał na mnie, ale zwyczajnie zignorował moje skradnie się. To już coś.
- Na pralce są twoje ubrania. - powiedział obojętnie. - Za chwile będziesz miał gościa.
- Gościa? - spytałem zdezorientowany.
- Idź się przebrać.
Nie chciałem go denerwować i ponownie zadawać pytania. Poszedłem do łazienki aby się umyć. Byłem ciekaw, o kim mówił Minho. Może miał na myśli Sooyung? Kiedy o niej pomyślałem, bałem się wyobrażać sobie jak ona się teraz czuje. Miałem nadzieje, że Onew był dla niej chociaż w małym stopniu miły.
Założyłem swoją koszulkę i rurki czując, że własne ubrania, dodają mi trochę utraconej wolności. Kiedy wyszedłem z łazienki, na stoliku stał talerz z jedzeniem. Minho nie było w mieszkaniu. To dziwne, że zostawił mnie samego. Był aż tak bardzo przekonany, że nie będę próbował uciec? A może wyszedł na spotkanie tej osobie, o której wspominał wcześniej?
Poczułem się głody. Usiadłem na kanapie. Chciałam chociaż przez chwile, w spokoju, zjeść śniadanie.

***

Miałem kompletny mentlik w głowie. To, co opowiedział mi Jonghyun o Taeminie, było takie pokręcone, że w ogóle nie wiedziałem, co tym myśleć. Poza tym, to mogła być tylko jego, pokręcona, subiektywna wersja.
Kiedy wjechaliśmy na podziemny parking, domniemanego domu Minho, już z daleka ujrzałem postać w ciemnej koszulce i równie ciemnych spodniach. Miałem wrażenie, że usta same otwierają mi się ze zdziwienia. Nigdy w życiu nie powiedziałbym, że ktoś taki jak Minho, może wyglądać tak przerażająco. Zimno, obojętność i coś na znak izolacji, aż biły od jego osoby.
- Kto to jest? - spytałem zaskoczony, kiedy dojeżdżaliśmy do chłopaka.
- Nie poznajesz? Minho.
- No widzę - powiedziałem sarkastycznie. - Pytam, co z nim nie tak?
- Bądź miły - powiedział Jonghyun, parkując. - To od niego zależy, czy zobaczysz Taemina.
Kiedy stanęliśmy, wysiadłem niepewnie z samochodu. Kim dołączył do mnie po chwili. Gdy spojrzałem Minho w oczy miałem wrażenie, że jego ponure spojrzenie wręcz przeszywa na wylot. Chłopak wydawał mi się obcy i nieprzewidywalny. Odruchowo przysunąłem się bliżej Jonghyuna. Chociaż po przemyśleniu, on również nie był kimś komu można było ufać...
- Witaj Kibum - powiedział oficjalnie.
Popatrzyłem na niego sceptycznie.
- Cześć...?
- Minho - powiedział Jonghyun. - Powinienem był bardziej uważać.
- W porządku - uspokoił go. - Już wszystko wytłumaczyłeś.
Spojrzałem na nich i zachodziłem w głowę, kiedy ta dwója się niby zaprzyjaźniła?
- Jonghyun wytłumaczył ci jaka jest sytuacja... Taemina? - spytał Minho.
Imię moje przyjaciela wymówił z jakimś dziwnym, ciężkim akcentem.
- Pokrótce.
- Więc dodając szczegóły, kiedy już zaprowadzę cię do niego, niczego nie próbuj. Żadnego uciekania, czy szalony pomysłów, typu próby napaści na mnie. Telefon - wyciągnął do mnie swoją dłoń.
Swoimi ostatnimi słowami przekonał mnie, że na pewno nie był tym, kogo znałem w przeszłości.
- Jesteś chory... - powiedziałam machinalnie.
Niechętnie spełniłem jego rozkaz. Patrząc na niego, bałem się wejść na górę i zobaczyć Taemina. Nie miałem bladego pojęcia, co Choi mógł mu zrobić. Nienawiść w jego spojrzeniu sprawiała, że był bardziej niebezpieczni niż ci wrogowie Lee, o których opowiadał mi Jonghyun.
- Za mną - rzucił Minho.
Wjechaliśmy windą na wyżej położone piętro budynku. Za nim weszliśmy do środka jego mieszkania, chłopak rzucił mi jeszcze zimne spojrzenie, które chyba miało mi przypomnieć, jego idiotyczne zasady. Jednak gdy otworzył drzwi a ja zobaczyłem Taemina, miałem już gdzieś jego reguły.

***

Kiedy skończyłem jeść i usłyszałem przekręcający się zamek w drzwiach, poczułem się lekko spięty. Aczkolwiek, gdy moim oczom ukazał się Kibum, nie wiedziałem czy jestem bardziej zszokowany, szczęśliwy czy przestraszony. Chłopak nawet dobrze mi się nie przyjrzał a już trzymał mnie w swoich objęciach.
- Boże, Taemin! - krzyczał.
Nie wiedziałem, co powiedzieć. Nie miałem pojęcia skąd on się nagle tu wziął. Kiedy mnie wreszcie puścił, spojrzał mi w oczy, po czym przeniósł wzrok na Minho.
- Chce z nim porozmawiać - powiedział stanowczo. - W cztery oczy.
- Nie ma mowy - odpowiedział mu równie pewnie Choi.
Kibum mnie zaskoczył. Byłem zdziwiony jego pewnością siebie względem niego. Wydawał się bez problemu ignorować jego nową osobowość.
- Nie wmawiaj mi głupot. Gdybym Taemin był teraz w więzieniu a ja spotkałbym się z nim podczas odwiedzin, mógłbym mu powiedzieć co tylko bym chciał.
Minho został wyraźnie zbity z pantałyku jego argumentem. Łał. Kibum był dobry w tym, co robił. Choi nie potrafiąc mu nie przyznać racji, niechętnie się poddał.
- Będziemy obok - zaznaczył.
Kiedy razem z Jonghyunem wchodzili do jego pokoju, chłopak lekko przymknął drzwi. Wiedziałem jednak, że zrobili to dla własnych korzyści a nie po to, aby dać nam trochę prywatności.
Rozmawialiśmy ściszonym głosem. Opowiedziałem pokrótce Kibumowi o tym, co się wydarzyło przez ostatnie dni. Kiedy skończyłem, był przerażony.
- Wyglądasz kiepsko - powiedział zmartwiony. - Jesteś kompletnie zgaszony.
- Też byś był, gdybyś nie widział, czy możesz jeszcze wierzyć, że jutro może być choć trochę lepsze niż dzisiaj.
- I jeszcze Minho... To przerażające. Jak ktoś może się tak zmienić.
Przytuliłem policzek do podciągniętych pod siebie kolan.
- To moje wina Kibum. Gdybym go nigdy nie poznał, może wszystko wyglądałoby teraz inaczej.
- To nie prawda - zaprzeczył Key. - To, że los was kiedyś ze sobą spotkał a także to, że twój ojciec zrobił to jego ojcu.. Nie możesz brać za to odpowiedzialności.
- Być może - powiedziałem zrezygnowany. - Ale to nie zmienia faktu, że teraz jestem tutaj. Przetrzymywany w jego mieszkaniu. Przetrzymywany przez osobę, która nienawidzi mnie i całej mojej rodziny. Osoby, która najchętniej widziałaby jak cierpię razem z nią. Cokolwiek się dalej nie stanie, zakończenie jest tylko jedno. Na koniec i tak będę czuć ból. Nikt z nas nie ucieknie przed tą zemstą. To pokuta. I jakkolwiek ona w rezultacie będzie wyglądać, nie uniknę chociaż jednego, bolesnego, pieczętującego to wszystko skutku.
Potrząsnął mną.
- Nie możesz się poddawać! To wszystko nie musi się tak skończyć!
Pokręciłem głową.
- Nie poddałem się. Po prostu stwierdziłem to, co nieuniknione.
- Gdzie jest ten Taemin z przed tygodnia? - spytał. - Ten, który potrafił stanąć twardo na ziemi i nie dawał sobą pomiatać?
- Zdał sobie sprawę z prawdy.
Położył dłoń na moim kolanie.
- Jak mogę cię pocieszyć?
Uśmiechnąłem się lekko.
- Opowiedz mi, co u ciebie. Dlaczego przyjechałeś z Jonghyunem?
Jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił. Musiałem poruszyć drażliwy temat.
- Nie mów mi, że wy znowu... - zacząłem.
- Jasne, że nie! - zaprzeczył.
Kiedy dostałem kilkuminutowy monolog, o nowej sytuacji życiowej Kibuma zrozumiałem, że on również nie miał w tej chwili łatwo.
- Z twoją mamą już wszystko w porządku? - spytałem, po chwili.
- Tak. Odpoczywa teraz po zabiegu.
Kibum zastanowił się przez moment, po czym popatrzył na mnie konspiracyjnie.
- Jeśli chcesz mogę ci pomóc się jakoś stąd wydostać.
- Już raz miałem sytuacje, w której mogłem uciec. Po przemyśleniu tego wszystkiego, to chyba nie jest najlepsze wyjście z tej sytuacji. Poza tym co zrobiłbym z Sooyung? Mam ją skazać na wieczną ucieczkę? Nie mogę. Muszę zostać jak najbliżej tej sprawy, aby w razie czego, nakierować ją na właściwy tor. Ten, który będzie dla niej najbezpieczniejszy.
- Ten drugi policjant, ufasz mu? W końcu to facet a ona jest śliczna.
- Nie ufam mu. Jednak nie wydawał się być gorszy niż to, co mogłoby ją spotkać bez jego ochrony.
- A Minho? - spojrzał na mnie niepewnie.
- Co z nim?
- Jak się czujesz, musząc przebywać z nim po tak długim czasie?
Spuściłem wzrok.
- Nie czuje nic, poza lękiem przebywania z kimś, kto mnie nienawidzi. Nie martw się Kibum. To nie jest Choi Minho, w którym byłem zakochany w przeszłości. To zupełnie inna osoba. Dlatego nie porusza mnie w żadnym aspekcie związanym z tym, co przez niego przeżyłem. 
Kłamałem. Choć nie do końca. To prawda. Długo szukałem w nim oznak, które pokazałby mi, że wewnątrz tej zimnej osoby, jest dawny Minho. Jednak to było jasne, że ta osoba mimo, że posiadała ciało Minho, nie ma w sobie nic z jego prawdziwej natury. Innym tematem jest to, że z kolei moje ciało i umysł, nie potrafiły jeszcze tego zrozumieć.
Nie wie, o czym rozmawiali Jonghyun i Minho. Wciąż tajemnicą pozostawało dla mnie to, w jaki sposób rozpoczęła się ta ich dziwna więź. Jednak po jakiejś godzinie, oboje opuścili pokój i wyglądali, jakby rozmawiali raczej o czymś lekkim. Jonghyun powiedział Kibumowi, że dzwoniła jego siostra i chce aby przyjechał dziś do niej wieczorem, aby zobaczyć jak wstępnie wygląda sukienka, którą zaprojektował.  Key nie wyglądał na zachwyconego swoim zadaniem, ale nieukrywany przekaz Minho, że godziny odwiedzin się skończyły, musiał opuścić jego mieszkanie.
- Coś wymyśle żeby was z tego wyciągnąć - powiedział jeszcze za nim wyszedł.
Poczułem się sto razy bardziej samotny niż byłem, kiedy drzwi się za nim zamknęły.

***
Parę godzin później miałem kolejną wizytę. Tym razem, ku mojej wielkiej radości, była to Sooyung.
- Jak się czujesz? - spytałem, kiedy usiadła na przeciw mnie.
Uścisnąłem jej dłoń, a ona uśmiechnęła się promiennie.
- Nic mi nie jest. Za to ty jak zwykle wyglądasz mizernie - mówiąc to, rzuciła nieprzyjemne spojrzenie Minho, który stał w części kuchni, razem z Onewem i "niby" nie słuchał naszej rozmowy.
Tym razem nie miał już zamiaru pozwolić nam zostać samym. Jak to ujął, oboje moglibyśmy coś razem zaplanować. Uważnie zlustrowałem wzrokiem Onewa. Po wcześniejszej uwadze Kibuma na jego temat, zacząłem się zastanawiać, czy nie ma w tym jakiejś prawdy. Kiedy moje i jego spojrzenia się spotkały, przybrałem pewny siebie wyraz twarzy.
- A jak traktuje cię Onew - powiedziałem do Sooyung, wciąż patrząc mu w oczy.
Moje pytanie zaskoczyło wszystkich w pomieszczeniu. Jednak nie dbałem o to, czy było taktowne, albo dozwolone.
- Jest bardzo miły - powiedziała.
Nie wyglądała jakby kłamała. To trochę mnie uspokoiło.

***

- Komendant mówił, że wciąż nie mają śladu ani Lee ani jego wspólników.
Minho nie spodobało się to, co mu oznajmiłem. Zwęził spojrzenie, nie spuszczając go z Sooyung i Taemina.
- Wszystko w porządku? - spytałem.
- Tak.
- A nie wygląda.
- Po prostu jestem zmęczony - popatrzył na mnie. - Jesteś dla niej... miły?
Wzruszyłem ramionami, lekko speszony.
- Co z tego.
- Tylko miły, czy bardzo miły? - drążył swoim oschłym tonem głosu.
- Minho, daj spokój. Powiedziałem ci już, że nie będę brał udziału w twojej krwawej krucjacie na rodzinie Lee.
Założył dłonie na piersi.
- Lubisz ją.
Obróciłem się do niego zdezorientowany.
- Nie!
Mój krzyk zwrócił uwagę rodzeństwa Lee. Popatrzyli na mnie, Sooyung lekko rozbawiona, a Taemin raczej zniesmaczony. Uśmiechnąłem się głupio i odwróciłem do nich plecami. Po chwili usłyszałem, że znowu rozmawiają. Spojrzałem kontem oka na Minho. Nie wyglądał zbyt przyjaźnie.
- Wiesz kogo lubisz? - spytał.
- Mówiłem, że jej nie lubię... Ach - podrapałem się po głowie. - Po prostu jestem dla niej miły.
Przeszył mnie wymownym spojrzeniem.
- Nie możesz mnie osądzać - zaprotestowałem. - Ty sam...
- Nie - przerwał mi. - Mylisz się.
Przewróciłem oczami.
- Jak chcesz - wzruszyłem ramionami.
- Nie daj się zwieść pozorom - przestrzegł mnie, kończąc te rozmowę. - Nikt nie jest do końca taki, jakim się nam wydaje.

***

Osoby szyjące, dobrze wykonały swoja robotę, w tak krótkim czasie. Suknia Jungah wyglądała tak, jak ją zaprojektowałem. Była długa, w kolorze białym, gdzieniegdzie wpadającym w srebrny. Kiedy Junhah ją na siebie założyła, przybrała dużo bardziej zmysłowy wyraz. O taki efekt mi chodziło. Długie rękawy z prawie przeźroczystego materiału i delikatne akcenty na całości materiału, przypominające prószący śnieg, wyglądały na niej idealnie. Sama zainteresowana wydawał się również być zadowolona z efektu. Okręciła się przede mną  i podeszła do dużego lustra.
- Jak wyglądam? - spytała, przenosząc na mnie wzrok.
- Pięknie - odpowiedziałem, zgonie z prawdą.
- Masz racje - uśmiechnęła się zalotnie.  
Wyglądała na szczęśliwą. Zupełnie tak, jak każda zakochana panna młoda. Byłem tym trochę zaskoczony.
- Nie wiedziałem, że aż tak bardzo pochłonie cię ten ślub - powiedziałem. - Myślałem, że traktujesz to raczej jako formalność.
Posłała mi zadziorne spojrzenie i podeszła bliżej mnie.
- To prawda - zgodziła się. - Jednak dlaczego mam nie mieć z tego przy okazji jakiejś frajdy? Każda kobieta marzy o tym, żeby pewnego dnia, w białej sukience, przejść z tej niezbyt długiej drogi do ołtarza, na te dużo dłuższą - ścieżkę swojej przyszłości.
Ponownie się uśmiechnęła i obeszła mnie dookoła.
- A ty? - spytała.
- Ja?
Stanęła tuż przede mną i popatrzyła mi prosto w oczy.
- Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?
- Nie myślałem o tym.
- Nie wierze. Chociaż szczerze mówiąc, w tej chwili twoja przyłoić wydaje mi się na tyle straszne, że też bym o niej nie chciała myśleć.
Zwęziłem spojrzenie.
- Co masz na myśli?
- Jak to będzie wyglądać.. - rozmarzyła się. - Sądzę, że za 10 lat będziesz wiódł nudne życie ze swoim lekarzykiem. Bez szaleństw, wieczorami po pracy, będziecie chodzić do sklepu po zakupy na następny dzień. Potem sporadycznie, raz na tydzień, będziecie uprawiać grzeczny sex, na który już po tym czasie i tak stracisz ochotę, bo nie da się w nieskończoność udawać uczucia. W końcu odkryjesz, że czegoś ci brakuje i albo zaczniesz go zdradzać albo zamkniesz się w sobie i nieszczęśliwy, będziesz to znosić do końca życia. Jak to brzmi, Kim Kibum?
Odwróciłem wzrok.
- To tylko twój własny scenariusz - sprostowałem, jednak to co powiedziała, bardzo mnie w środku poruszyło. - Jeśli nic więcej ode mnie nie chcesz, to już pójdę.
- Pamiętaj. Po jutrze jest wielki dzień. Nie może cię na nim zabraknąć. Może chcesz zaproszenie z osobą towarzyszącą? - spytała kpiąco.
- Nie dziękuje.
- Ale ty będziesz? Nie możesz ominąć debiutu swojej sukni ślubnej.
- Przyjdę. Jednak tylko dla tej chwili.
- W porządku.
Chciałem już wyjść, jednak ona zatrzymała mnie na chwile, swoimi ostatnimi słowami.
- Jeszcze tylko jedno - rzuciła, a jej głos zabrzmiał bardzo poważnie. - Powiedziałam ci, że nie da się w nieskończoność udawać uczucia. Jednak to nie wszystko. Nie tylko tego nie da się z nim robić wiecznie. Bo widzisz Kibum, uczucia nie da się także przez całe życie ukrywać. Otwórz czasem szerzej oczy. Nikt nie jest do końca taki, jakim się nam wydaje.
_________
Data sms od Minho trochę z przyszłości, ale jako, że jest porą roku w opowiadaniu jest jako taka jesień, musiałam trochę przekombinować.

niedziela, 7 lipca 2013

Miłość bowiem, to zaprzeczenia egoizmu i zaborczości. Pragnienie szczęścia ukochanej osoby i umiejętność pozwolenia jej odejść, kiedy uświadamiamy sobie, że nasze uczucia, zaprowadzą ją prostą drogą do cierpienia.

         <podkład>

Kiedy trzymasz czyjeś ciało w swoich objęciach i czujesz, jak serce drugiej osoby, bije tuż przy twoim, masz wrażenie, że nagle wasze myśli stają się jednością, a temperatura waszych ciał, powoli zdaje się płynąć tym samym, ciepłym strumieniem.
W tamtym momencie miałem wrażenie, że czas stanął w miejscu. Kiedy upadłem na kolana, trzymając w ramionach ciało Minho, świat przed moimi oczami stał się jeszcze czarniejszy i bardziej niesprawiedliwy, niż uważałem dotychczas. Kiedy ujrzałem na swoich dłoniach, czerwoną, ściekającą wzdłuż mojej ręki krew, moje źrenice rozszerzyły się a oddech zamarł. Nie miałem pojęcia co robić. Zacząłem wołać o pomoc. Gdyby nie Jonghyun, który usłyszał mój krzyk, nie potrafiłbym sobie z tym poradzić. Wszystko było takie szybki a jednocześnie jakby za mgłą. Kiedy dotarliśmy do szpitala, nie potrafiłem się już utrzymać na nogach. Zrobiło mi się strasznie słabo i niedobrze. Ostatkiem sił dotarłem do łazienki, aby tam opaść na ziemie i zwymiotować w jednej ze stojących w środku kabin. Przez chwile siedziałem tam, tak po prostu, ciężko oddychając i nie widząc przed sobą niczego, poza moimi potarganymi włosami. Nie wiem ile czasu minęło, ale kiedy byłem już w stanie stabilnie stać o własnych siłach, przemyłem twarz wodą i wyszedłem na korytarz. Ze strachem w oczach, zacząłem rozglądać się wokoło, gdzie mogli zabrać Minho. Zobaczyłem jedną z pielęgniarek i niezwłocznie do niej podszedłem.
- Przepraszam - powiedziałem drżącym głosem. - Gdzie znajduje się Choi Minho? Czy on...
Bałem się wypowiedzieć najgorsze, co teraz przyszło mi do głowy.
- Hym.... Ach! - klasnęła w dłonie pielęgniarka. Mimowolnie podskoczyłem na jej nagły gest, nic nie rozumiejąc. - Masz na myśli tego przystojniaka, z którym przyjechał jego równie gorący znajomy?
-Am.. chyba tak.
Otworzyłem szerzej oczy. Dlaczego ona mówiła to tak spokojnie i wesoło? Przecież widziałem tyle krwi i ten nóż...
- Jak on się czuje? - spytałem.
Uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Rana nie była głęboka. Najwyraźniej napastnikowi nie udało się oddać ciosu tak, jak planował. Jednak mimo wszystko pacjent stracił trochę krwi. 
Zamarłem nic nie rozumiejąc. Wszystko jest w porządku? Nagle zza zakrętu wyłonił się uśmiechnięty Jonghyun a przy nim, trzymający się za brzuch Minho.
- Ty to jesteś nieśmiertelny - rzucił Kim. - Powinieneś zostać w tym szpitalu a nie upierać się żeby wyjść. Masz prawo do odpoczynku.
- Nic mi nie jest - rzucił sucho. - Gdzie zostawiłeś Taemina? Teraz jest pewnie już dawno w innym mieście.
Kiedy to powiedział, oboje wreszcie mnie zauważyli. Nasze oczy się spotkały a ja miałem wrażenie, że znowu mi słabo. Tym razem dlatego, że musiałem patrzeć w oczy osobie, która mnie nienawidziła a mimo to kilka godzin temu uratowała mi życie. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Słysząc jego słowa, uświadomiłem sobie również, że ani razu nie pomyślałem o ucieczce, choć miałem do tego najbardziej sprzyjającą możliwość, jaka mogła mi się w życiu nadarzyć. Zatrzymali się przede mną a Minho wyglądał na lekko zdziwionego, czego nie potrafił ukryć. Teraz, ja także sam się sobie dziwiłem. Jonghyun popatrzył na nas, ale nie skomentował naszego zachowania.
- Odwiozę was - powiedział do Minho. - Rozmawiałeś z Onew?
- Tak - powiedział, nadal wyprowadzony ze swojego codziennego, zimnego wyrachowania. - Powiedziałem, że nic mi nie jest, ale jutro ma do mnie przyjechać.
- W porządku, więc chodźmy - odparł Jonghyun.
Nie wiedziałem, co robić. Poszedłem po prostu za nimi. Czułem, że powinienem coś powiedzieć Minho, ale nie widziałam ani co ani jak. Droga upłynęła nam w milczeniu. Jedynie Kim rzucał czasem jakieś typowe dla siebie teksty. Jeszcze gorzej było w mieszkaniu Minho. Jeśli do tej pory panował między nami chłód, to teraz do tego chłodu doszła jeszcze totalna niezręczność. Choi wyglądał jakby rana trochę mu dokuczała. Pokuśtykał do swojego pokoju, mówiąc coś o tym, żebym nic nie robił. A co niby miałem robić? Co gorsze, nie potrafiłem zrozumieć jego zachowania. Aż tak bardzo zależało mu, żebym przeżył i doprowadził go do rozwiązania jego śledztwa, że dałby się za to zabić? Przesiedziałem na kanapie, myśląc nad tym, przez dobre parę godzin. Doszedłem do wniosku, że muszę coś zrobić, bo to mnie wykończy. Wstałem z mebla i ostrożnie pokierowałem się w stronę jego pokoju. Wtedy ujrzałem, jak coś białego turla się w moją stroną po podłodze. Stanąłem w progu i ujrzałem, jak chłopak siedzi po turecku na swoim łóżku i stara się nieporadnie zmienić swój opatrunek. Nasz spojrzenia się spotkały. W pokoju paliła się jedynie mała lampka, nie rozświetlająca zbytnio wieczornej ciemności. Kucnąłem i podnosiłem bandaż z ziemi. Pomyślałem, że to głupie, co teraz robię. Z jakiej racji on będzie chciał mojej pomocy, skoro nawet nie może na mnie patrzeć?
- Czy mogę... pomogę ci - powiedziałem cicho.
Nie odpowiedział, ale odwrócił swoje spojrzenie. Uznałem to za przyzwolenie. Niepewnie przemierzyłem dzielącą nas odległość i wdrapałem się na jego łóżko, siadając na przeciw niego. Zaschło mi w gardle, kiedy pochylił się nieznacznie w moją stronę. Unosiłem powoli, lekko drżące dłonie i zacząłem zawijać bandaż wokół jego ciała. Gdy to robiłem, odległość między nami odruchowo zmniejszyła się do minimalnej. Co chwile, czułem na swoim policzku jego delikatny oddech. Nie patrzyłem mu w oczy. Jednak w pewnym momencie poczułem, że jego wzrok spoczął na mojej twarzy. Jego zachowanie sprawiło, że moja praca pielęgniarza, stała się sto razy bardziej ciężka. Dodatkowo, czy tego chciałam, czy nie, moje palce niejednokrotnie stykały się z ciepłą skórą klatki piersiowej chłopaka. Te, z pozoru nic nieznaczące gesty, wywoływały we mnie fale wspomnień, których nie powinienem już pamiętać. Miałem wrażenie, że twarz Minho jest coraz bliżej mojej, a jego nos prawie dotyka mojego policzka. Kiedy skończyłem zawiązywać opatrunek, nie miałem odwagi podnieść wzroku a tym bardziej ruszyć się choćby o milimetr. Wolno, opuściłem ręce na swoje kolana. Wziąłem płytki wdech. Z obawą, niezdecydowanie, moje spojrzenie powędrowało ku górze, malując przede mną najpierw szyje, potem usta aż w końcu czarne oczy Minho. Nasze twarze nie dzieliła prawie żadna odległość. Nie wiem, po co to robiłem, ani dlaczego robił to Minho, ale żaden z nas nie przestawał się wpatrywać w drugiego. W końcu usłyszałam jego głos, który z tej odległości, miał jeszcze bardziej głęboki ton.
- Nie zachowuj się tak, jakbyś był mi coś winien. Zapomnij o tym.
Zwilżyłem spierzchnięte usta czując, że moje słowa i tak zabrzmią ochryple.
- To nie jest coś, co mogę od tak zapomnieć. Ale to też nie tak, że zamierzam teraz starać się za wszelką cenę odwdzięczyć się za to, co zrobiłeś.
Miałem wrażenie, że powietrze między nami stało się tak gęste i ciężkie. Ten brak przestrzeni, który w nim odczuwałem, przyciągał mnie jak magnes, bliżej i bliżej Minho. Rozchyliłem lekko wargi, zaciskając dłonie. To było zbyt ciężkie do zniesie, że on także nie drgnął ani o milimetr ze swojej pozycji. Moje ciało odmawiało mi w tej chwili posłuszeństwa i błagałem w myślach, żeby Mino zakończył moją udrękę. Wtedy poczułem jak łóżko się pod nami załamuje a on opierając się na ręce, sięga po coś za moimi plecami. Serce stanęła mi jak wryte z wrażenia, kiedy jego klatka piersiowa prawie zetknęła się z moją. Moje usta znajdowały się tuż przy jego ramieniu. Kiedy ponownie usiadł, ujrzałem przed sobą połyskujący metal kajdanek.
- Nie jestem dziś w pełni sprawny. Nie mogę ryzykować, że zrobisz coś nieodpowiedniego a ja nie zdążę temu zapobiec - powiedział zdecydowanie.
Poczułem jak opuszki jego palców muskają moją rękę a następnie jak chłodna obręcz zamyka się na moim nadgarstku. Następnie Minho przysunął ku mnie swoją dłoń, po czym wymownie spojrzał mi w oczy. Mimo, że wiedziałem czego ode mnie oczekuje, nie byłem pewny, czy powinienem to robić. Jednak rodzące się we mnie pragnienie, by zatrzymać na dłużej te torturę, przebywania blisko niego, zwyciężyło. Podnosiłem wolną obręcz i ostrożnie założyłem ją na jego rękę. Nasze spojrzenia ponownie się spotkały. Miałem wrażenie, że mógłbym patrzeć mu w oczy całe wieki a jednak jego myśli, wciąż pozostałby dla mnie tajemnicą. Maska, którą wypracował sobie przez ten czas, była dla mnie w tej chwili nie do przebicia. Nie spuszczając ze mnie wzorku, przesunął się tak, aby położyć się na boku, przyciągając wolną ręką z końca łóżka duży koc. Nie wiem czy zrobił to przez przypadek, ale część miękkiego materiału znalazła się na moich kolanach. Czując na nadgarstku napięcie kajdanek, uczyniłem to co on, kładąc się w takiej odległości od niego, na jaką pozwalał mi łańcuch, który nas ze sobą wiązał. Spuściłem wzrok, nie mogąc znieść jego ciężkiego spojrzenia, spoczywającego na mojej osobie. Moje kołaczące serce nie pozwalało mi do końca uspokoić oddechu. Długo biłem się z myślami, które zaskoczyły mnie ze wszystkich stron mojego umysłu. Długo zastanawiałem się, dlaczego czuje się tak, jakbym chciał więcej. O wiele więcej niż to zwykłe, choć w naszej sytuacji raczej niezwykłe, leżenie przy jego boku. Kątem oka ujrzałem jak klatka piersiowa Minho zaczyna powoli unosić się w stabilnym rytmie. Niepewnie uniosłem mój wzrok na jego twarz. Już na mnie nie patrzył. Miał zamknięte oczy i wydawał się spać. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale nie potrafiłem zwalczyć w sobie pragnienia aby go nie dotknąć. Przesunąłem moją skutą rękę bliżej niego. Po czym wolno i ostrożnie, wsunąłem moją dłoń w jego. Poczułem się niepoprawnie przyjemnie, gdy to uczyniłem. Moja oziębła skóra była jak zwykle chłodniejsza niż jego. Przynajmniej to jedno się nie zmieniło. Kiedy tak spał, mogłem sobie wmówić wszystko. Nawet to, że nie minęły lata a my jesteśmy wciąż tymi samymi osobami z przeszłości. Zastanawiałem się, gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby ta tragedia nie wydarzyła się w naszym życiu. Czy bylibyśmy razem? Czy wyjechałbym za granice? Czy on wciąż by się uśmiechał? Do tej pory nie potrafiłem tego przyznać, ale on miał racje. To ja zniszczyłem mu życie. Był wesoły, dobry i pełen optymizmu. Miał plany, marzenia, chciał założyć własną firmę. A przez moją rodzinę stał się zimnym i nieczułym człowiekiem, który został pchnięty do używania przemocy i bycia osobą twardo stąpającą po ziemi, nie potrafiącą już się cieszyć i marzyć. Czułem teraz pewnego rodzaju déjà vu. Ostatni raz, kiedy tak na niego patrzyłem, był wtedy, kiedy uświadomiłem sobie, że go kocham. Szkoda, że wtedy nie rozumiałem jeszcze, czym jest prawdziwa miłość. Gdybym potrafił ją wtedy zdefiniować i nie ignorował samolubnie wszystkich znaków, że życie ze mną przyniesie mu nieszczęście, może nigdy nie zaszedłby tak daleko. Teraz rozumiem, że jeśli naprawdę kogoś kochasz, powinieneś pozwolić mu odejść. Miłość bowiem, to zaprzeczenia egoizmu i zaborczości. Pragnienie szczęścia ukochanej osoby i umiejętność pozwolenia jej odejść, kiedy uświadamiamy sobie, że nasze uczucia, zaprowadzą ją prostą drogą do cierpienia.

****

Dzisiejsza, wieczorna droga przez miasto, nie należała do moich ulubionych. Udało mi się skończyć część projektów, więc musiałem spotkać się z Jonghyunem. Poza tym, operacja mamy miała się zacząć za 3 godziny i chciałem jak najszybciej być już z powrotem w szpitalu.
Wjechałem na jedno z wyżej położonych pięter wysokiego budynku. Zawahałem się przed zapukaniem do gabinetu chłopaka. Mała, świecąca się lampka, w miejscu na elektroniczną kartę, blokującą wejście do pomieszczenia, utwierdziła mnie w tym, że Jonghyun już na mnie czeka. Westchnąłem. Przyłożyłem sobie na chwile teczka do policzka, aby uspokoić nerwy, po czym zapukałam wreszcie i wszedłem do środka. Jonghyun siedział w swoim fotelu i wydawał mi się być obojętny, że mnie widzi.
- Przynosiłem część projektów - powiedziałem, próbując być równie obojętny jak on.
- W porządku. Pokaż mi je.
Wydawało mi się, że chłopak ogląda moje szkice chyba z godzinę. Jakby robił mi na złość. Spojrzałem na zegarek.
- Spieszysz się? - rzucił ironicznie.
- Raczej tak...
Rozejrzałem się po jego biurku. Zauważyłem coś, co przykuło moją uwagę. Dość duży zeszyt, które leżał na meblu. Pamiętam jak widziałem go w pokoju Jonghuna. Znalazłem wtedy w jego wnętrzu ten pięknie zaprojektowany dom z ogrodem.  
- Wciąż projektujesz? - spytałem, po czym ugryzłem się w język.
Nie powinienem był się tym interesować. Wzrok Joghyun powędrował na jego zeszyt.
- Rzadko. Poza tym ten zeszyt to nie tylko moje rysunki. To w pewnym sensie moje myśli.
Jak zwykle tajemniczy - pomyślałem. Wstałem z siedzenia, prostując kości. Nagle stało się coś, czego kompletnie się nie spodziewałem. Zgasło światło.
- Coś się stało? - spytałem zdezorientowany. W pomieszczeniu zapadła totalna ciemność. Jonghyun spojrzał na telefon stacjonarny i podniósł słuchawkę.
- Nie ma prądu.
Wstał i skierował się do drzwi. Pociągnął za klamkę, ale te ani ruszyły.
- Dlaczego jesteśmy zamknięci? - prawie krzyknąłem.
- Widziałeś miejsce na kartę przy wejściu? Jeśli wysiada prąd a one są zamknięte, automatycznie się blokują.
- To nie możliwe! Nie mam czasu tu siedzieć!
- Przykro mi. Nie masz wyboru. Zadzwonię z komórki do elektryków.
Zacisnąłem usta. Oparłem się o biurko. Dlaczego to zawsze spotyka mnie! Muszę jechać do szpitala. Jonghyun wykonał swój telefon, ale nikt nam nie określił ile zajmie naprawa. Cieszyłem się, że chłopak znajduje się po drugiej stronie pomieszczenia. Jakoś dziwnie się czułem, biorąc pod uwagę sytuacje w jakiej się znaleźliśmy. Zresztą już kiedyś w podobnej byliśmy.
- Pamiętasz? - powiedział nagle. - Dawno temu, także tak utknęliśmy.
- Tak, ale wtedy to była inna sytuacja - warknąłem. - Chyba nie muszę przypominać czyja to była wina?
- To cię irytuje?
- Tak.
- Boisz się? - spytał, a ja poczułem, że ma racje.
Bałem się tego, że ponowne przebywanie z nim, może obudzić we mnie uczucia, które tak długo wymazywałem ze swojego serca. Rozpaczliwie nie chciałem aby to, co zbudowałem razem z Chujinem, rozpadło się na małe kawałeczki, tylko dlatego, że znowu spotykam się z Jonghyunem. W moich myślach pojawił się ponownie obraz naszego ostatniego pocałunku w szpitalu. Nie chciałem aby to coś, co miało wtedy miejsce, powtórzyło się ponownie w przyszłości.
- Nie patrzysz na mnie, bo mnie nienawidzisz?
Moje serce przyśpieszyło. Zagryzłem wargę. Unikanie jego wzorku, prowadziło mnie tylko do przyznania, że nie potrafię mu patrzeć w oczy, bez przyznania, że nic już do niego nie czuję. Wolno obróciłem się w jego stronę. Na tle ciemności widziałem czarne, ale iskrzące się oczy chłopaka. Mimo czasu, jak spędziłem z dala od niego, wciąż czułem, że w środku tego eleganckiego biurokraty, jest ten sam chłopak z liceum. Ten, który za wszelką cenę pragną rozmawiać. To, że robił to na swój własny, pokręcony sposób, nie zmieniała idei jaka z tego płynęła. Poczułem, że nie zaznam spokoju, jeśli nie wyjaśnię z nim tego, co miało miejsce, kiedy się rozstaliśmy. Długo nie mogłem nauczyć się zasypiać letnimi, ciepłymi wieczorami. W tamtym czasie, nawet powietrze, wydawało mi się przynosić zapach kwiatów z nad rzeki Han. Dlatego, nawet jeśli nie przyniesie mi to ulgi, muszę spróbować.
- Nie - szepnąłem. - Nienawidziłem cię bardzo dawno temu. W dużej mierze robiłem to, kierowany twoimi słowami, żebym tak właśnie uczynił. I odszedłem... tak jak chciałeś.
- Więc co czujesz teraz? Nie prosiłem cię żeby ta nienawiść wygasła.
Jego głos był gorzki i bolesny.
- Wiem - powiedziałem cicho. - Jednak po bardzo długim czasie, kiedy podsycałem w sobie to uczucie zrozumiałem, że jeśli dalej będę z nim żyć, to stanę w miejscu i do nikąd mnie to nie zaprowadzi.
Jonghyun odepchnął się lekko od ściany i zaczął wolno iść w moją stronę.
- Cokolwiek cię teraz nie prowadzi, porzucając to uczucie, znowu stoisz w tym miejscu, z którego ruszyłeś.
Odwróciłem wzrok.
- To nie przez ciebie zgodziłem się na pracę tutaj.
- Nawet tak nie myślałem. To musi być coś mocnego. Powiedz mi, co to takiego.
- To prywatna sprawa. Nie mam ochoty dzielić się nią z tobą.
Zatrzymał się w odległości metra ode mnie. Kątem oka widziałam jego sylwetkę na tle ciemności.
- Wciąż nie wiem, co teraz do mnie czujesz - drążył. -To obojętność, pozwala ci stawiać mi czoła?
- Gdybym czuł obojętność nie miałbym uczuć - zaprzeczyłem. - Widzisz, kiedy wygasa złość, pozostaje żal i smutek. I to jest odpowiedź na twoje pytanie.
Teraz zmniejszył odległość między nami już do minimalnej. Poczułem się osaczony. Zacisnąłem dłonie na krawędzi biurka.
- Możesz tego nie robić? - spytałem.
- Czego?
- Sprawdzać mnie. Możesz pozwolić mi zrobić to, za co mi płacisz i nie starać się przy tym zabawić moim kosztem?
- Masz jakieś kłopoty?
Jego głos wydawał się być poważny. Mimo to nie potrafiłem nie doszukać się w nim prześmiewczej aluzji.
- Mówiłem już. To nie twoja sprawa.
- Robiąc to, co teraz robisz, sam próbujesz mnie sprawdzać.
- Słucham? - spojrzałem na niego odruchowo, nie rozumiejąc, co ma na myśli. To był błąd. Jego twarz znajdowała się teraz tak blisko mnie, że nie czułem już wokół siebie biurowego powietrza, tylko zapach jego perfum i alkoholowy posmak powietrza. Musiał pić przed naszym spotkaniem. Jego wzrok przeszył mój, a ja poczułem, że moja twarz nabiera koloru. Cieszyłem się, że przez brak światła, nie może zauważyć zbyt wiele z moich reakcji. Jego głos był tak namacalny, jakby szeptał mi prosto do ucha.
- Ten zimny żal w twoich oczach, powinien wzbudzić we mnie jakieś uczucia? Gdybyś nie chciał, żebym wiedział, dałbyś radę to ukryć. Przynamniej ukryć częściowo lub chociaż na te chwile, kiedy jesteś ze mną.
- To po prostu jest dla mnie zbyt ważne w tej chwili, żebym potrafił to ukryć.
W tym monecie zrobił coś, co tak mnie zaskoczyło, że prawie położyłem się na biurku. Jego dłonie znalazły się na drewnie biurka, w minimalnej odległości od moich. Mimowolnie moje usta lekko się rozchyliły a wzrok utkwił w czarnym morzu jego tęczówek.  
- Co ty..?
- Chodzi o twoją mamę? - przerwał mi. - Nie znam innej, tak ważnej osoby w twoim życiu.
- Tak... - przyznałem, nie potrafiąc się już dłużej opierać.
- Chodzi o pieniądze?
- W pewnym sensie. Jest chora. Ma dziś operacje.. właściwie za pół godziny.
Zwęził spojrzenie.
- To dlatego tak przejąłeś się tym, że nie będziesz mógł wyjść?
Przytaknąłem.
- Mamy dobrych fachowców. Powinni szybko uporać się z problemem. Mam nadzieje, że zdążysz do szpitala.
Mimo, że dzieliło nas kilka centymetrów, czułem się tak jakbym niemal dotykał Jonghyuna. Czuł napięcie jakie emanuje z jego ciała. Przytłaczającą woń, którą wokół siebie roztaczał. Jego zacięte spojrzenie, którym teraz na mnie patrzył, wręcz muskało moją skórę i sprawiało, że ten nieprawdziwy dotyk, przynosił mi pewnego rodzaju ukojenie. Nie wiem, co w tej chwili czuł i myślał Jonghyun, ale moje ostatnie resztki rozsądku, modliły się aby nie chciał mimo wszystko wykorzystać mojego zachwiania.  
         Kiedy już chciałem coś powiedzieć, nagle w pomieszczeniu zapaliło się światło sprawiając, że przez chwile, moje oczy nie mogły przywyknąć do jego jasności. Gdy uzyskałem ostrość widzenia, pozycja w jakiej znajdowałem się z Jonghyun, przybrała do rangi niezręczności. Kiedy sobie to uświadomiłem, moje dolna warga zadrżała a dłonie jeszcze mocniej zacisnęły się na meblu. Właśnie wtedy Jonghyun przymknął oczy.
- Idź już... - usłyszałem niespodziewanie.
- Hym? - mruknąłem zdezorientowany.
Joghyun nie odsunął się, ale zabrał dłonie, którymi mnie otaczał.
- Twoja mama - przypomniał mi.
Zerwałem się gwałtownie, zastanawiając się, jak mogłem o niej zapomnieć. Wysunąłem się z pod zasięgu jego wzorku, łapiąc swoje rzeczy. Chciałem już wybiec, ale zatrzymałem się na niepewnie.
- Am.. - wybełkotałem. - Te projekty...
- Zadzwonię jak je przejrzę.
Kiwnąłem głową i lekko oszołomiony, wypadłem z jego biura. Czułem się dziwnie i nawet mój przyspieszony oddech, kiedy przemierzałem pośpiesznie ulice, tego nie zniwelował.
Kiedy szedłem na spotkanie z Jonghyunem a także później, gdy rozmawialiśmy, moje myśli przesycone były tym, co zrobiłbym, gdyby Jonghyun próbował się do mnie zbliżyć. Pytaniem: Jak zareagowałbym, gdyby mnie dotknął? Czy ten dotyk wywołałby we mnie ponownie te słabość i zauroczenia jakie do niego kiedyś czułem? Jednak wychodząc, nie spodziewałem się tego, że moją jedyną myślą będzie zaprzeczeniem tego, o czym do tej pory myślałem i pytanie: Dlaczego Jonghyun mnie NIE dotknął?

wtorek, 2 lipca 2013

Ja­kież to dziw­ne - strasznie cier­pi­my, gdy zra­ni nas ukocha­na oso­ba, ale dos­ko­nale zda­jemy so­bie sprawę z te­go, że praw­dzi­we uko­jenie znaj­dziemy tyl­ko i wyłącznie w jej ramionach.

Piłem już 3 kawę pod rząd. Przesiedziałem w szpitalu całą noc. Dzięki temu, że Chujin miał dyżur, mogłem bez problemu zostać z mamą przez cały ten czas. Jednocześnie, czuwając przy niej, zacząłem wstępne projekty kolekcji dla firmy KimCompany oraz sukni ślubnej Jungah. Około 7 rano wyszyłem na korytarz rozprostować kości. Oparłem się o parapet okna, oglądając jak poranne słońce okrywa szpitalny parking.
- Myślę, że powinieneś iść do domu się przespać.
Uśmiechnąłem się i odwróciłem w stronę ciepłego głosu.
- Chce skończyć część mojej pracy. Poza tym nie potrafię zostawić mamy samej.
- Operacja jest dopiero jutro - powiedział uspokajająco Chujin. - Kiedy Pani Kim się obudzi i dowie, że siedziałeś tu całą noc, zabije mnie za to, że na to pozwoliłem.
Wzruszyłem ramionami, udając niewiniątko.
- Od wczoraj nie mogę dodzwonić się do Taemina - zmieniłem temat. - Chciałem się dowiedzieć jak układa mu się w domu.
- Pewnie ma teraz dużo na głowie. Oddzwoni jak się zaaklimatyzuje.
Spojrzałem jego sylwetkę. Lekarski kitel wyglądał na nim tak, jakby był stworzony do noszenia właśnie dla niego. Lekko zmierzwione włosy i zmęczenie po nocnym dyżurze, wzmocniły jego troskliwy wyraz twarzy. Westchnąłem, uśmiechając się.
- Wiesz jak bardzo chciałbym się teraz do ciebie przytulić i nie przejmować całym tym światem - szepnąłem.
Przechylił głowę i spojrzał na mnie konspiracyjnie. Następnie wziął mnie za rękę i poprowadził do magazynku na końcu korytarza. Zamknął za nami drzwi i już po chwili znajdowałem się w jego dużych, ciepłych ramionach. Przymknąłem oczy, starając się rozluźnić i chociaż przez chwilę nie myśleć o problemach.
- To takie niesprawiedliwe, że odkąd przyjechałeś nie mamy w ogóle okazji żeby spędzić trochę czasu sam na sam - powiedział.
Odsunął mnie od siebie a jego oddech owiał moją twarz. Spojrzał mi w oczy. Dotknął dłonią mojego policzka, po czym założył mi za ucho opadające kosmyki włosów. Zamknąłem oczy, kiedy jego usta dotknęły moich. Całował mnie dobre kilka minut. Jednak miałem wrażenie, że coś jest nie tak. Właściwie było tak jak zawsze. Jego usta były ciepłe i delikatne, a on czuły i nie narzucający mi tępa. Zawsze jednak w takich chwilach jak ta, czułem się odprężony i wolny. Podczas pobytu w Nowym Jorku, tęskniłem tygodniami do tych momentów, kiedy znowu go zobaczę. Nocami śniłem o chwilach takich, jak ta. Jednak nie dziś. Czekałem aż to uczucie przyjdzie, ale z każdą następną minutą nie miałem wrażenia aby coś takiego miało nastąpić. Kiedy Chujin skończył mnie całować, uśmiechnąłem się wdzięcznie. Na szczęście nie zauważył tego, co mnie zajęło podczas naszego zbliżenia.
- Muszę uciekać - powiedział, głaskając mnie po policzku.
Pokiwałem głową. Pocałował mnie jeszcze w czoło, po czym zamknął za sobą drzwi, zostawiając mnie samego w magazynie. Oparłem się o ścianę pomieszczenia. Zwęziłem lekko spojrzenie. Dotknąłem miejsca, gdzie znajdowało się moje serce. Zostałem tak przez chwilę, głęboko myśląc na tym, co przed chwilę miało miejsce. Spojrzałem na drzwi, którymi opuścił mnie chłopak. Pokręciłem głową. To pewnie przez zmęczenie. Nic dziwnego, że nie mogłem się rozluźnić. Tyle się ostatnio na mnie zwaliło, że chyba nikt by nie mógł. Wziąłem głęboki oddech, po czym wyszedłem z zamiarem skończenia swoich szkiców.

****
Obudził mnie zapach naleśników. Miałem wrażenie, że wciąż śnie, bo przecież skąd w moim domu naleśniki? Usłyszałem jak ktoś otwiera lodówkę. Momentalnie wstałem do pozycji siedzącej. Sooyung! Nałożyłem na siebie pośpiesznie spodnie od dresu i poprawiłem koszulkę. Jak mogłem spać tak spokojnie przez całą noc? Przecież teoretycznie byłem na służbie. Wszedłem niepewnie do kuchni. Dziewczyna szybko dostrzegła moje pojawienie się.
- Mam nadzieje, że jesteś głodny - powiedziała. - Zrobiłam śniadanie.
Wyglądała trochę lepiej niż wczoraj, ale wciąż się nie uśmiechała.
- Nie musiałaś tego robić.
- To nic takiego. Odkąd Taemin wyjechał do Nowego Jorku często robiłam z gosposią śniadania naszej mamie. Chciałam żeby choć początek dnia miała przyjemny...
Usiadłem przy stole, nie spuszczając z niej oczu. Mimo młodego wieku, wydawał się mieć niezwykle starą duszę. Znałem ją zaledwie od wczoraj a już miałem wrażenie, że wiele w życiu przeszła. Założyła za ucho kosmyki opadających włosów i podała mi talerz z jedzeniem. Sama również usiadał na przeciw mnie i postawiła przed sobą posiłek.
- Chciałbym ci coś powiedzieć - zaczęła.
- Więc jednak to śniadanie ma podwójne dno - zaśmiałem się.
Przybrała poważny wyraz twarzy.
- Chcesz rozwiązać to śledztwo, prawda?
- Jasne, że tak.
- Pozwól mi pomóc.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł. Chyba, że chcesz mi powiedzieć coś, co może pomóc w tej sprawie?
- Nic nie wiem. Nie kłamałam na przesłuchaniu.
- Nie podejrzewałam cię o to - zaprzeczyłem. - Co chcesz zrobić?
Spięła się.
- Taemin uważa, że trzeba mnie chronić - powiedziała. - Jednak ja uważam, że to właśnie jego trzeba chronić. Nie zamierzam siedzieć bezczynnie i czekać aż los ześle mi jakąś wskazówkę.
Popatrzyłem na nią niepewnie, nie do końca rozumiejąc motywy jej działania.
- Więc, jak rozumiem, chcesz pomóc mi w śledztwie, które ma na celu złapanie twojego ojca i wsadzenie go do więzienia?
- Chce doprowadzić do tego, by moja rodzina wreszcie znalazła spokój. Rozumiesz mnie? - spojrzała na mnie swoimi niewinnymi oczami. - Nie zrobię nic, co zatai w twoim postępowaniu istotne fakty. Możesz mi w tym pomóc?
Ta dziewczyna nie mówiła jak przeciętna 17 latka. Musiałem mieć to na uwadze, kiedy z nią rozmawiałem.
- Jaki masz plan? - spytałem.
- Powinniśmy pojechać do mojego domu. Wasi ludzie mogą umieć robić rewizje ale raczej nie wiedzą gdzie szukać.
Zamyśliłem się. Odchyliłem głowę lekko do tyłu.
- Ach.. nie powinienem się na to godzić.
Nagle Sooyung zrobiła coś, co sprawiło, że momentalnie wyprostowałem się a moja dolna szczęka opadła lekko ku dołowi. Uśmiechnęła się. To był pierwszy raz, kiedy widziałam jak się uśmiecha. Ten uśmiech wydawał mi się teraz jak brakujący element układanki jej osobowości, który właśnie w tej chwili się odnalazł. Wydawało mi się, że właśnie tak musiała wyglądać zanim to wszystko się wydarzyło w jej życiu. Poczułem, że chce jej pomóc. Cokolwiek nie mówił Minho na temat jej rodziny, nie mogło zmienić tego kim ona była. A była nikim innym jak prawdziwym aniołem.

****

Nawet nie zauważyłem, kiedy zasnąłem. Gdy rano się obudziłem usłyszałem, że Minho bierze prysznic. Czułem, że ręce strasznie mi zdrętwiały a taśma na ustach zaczyna uwierać. Bycie pilnowanym przez Minho było gorsze niż więzienie. Kiedy próbowałem się wyprostować, zauważyłem, że coś na mnie leży. Spojrzałem podejrzanie na koc. Oznaka dobrej woli? Nie możliwe. Usłyszałem dźwięk otwierających się drzwi od łazienki. Przeniosłem wzrok na Minho, który wychodząc, także pierwsze co zrobił to spojrzał na mnie. Kiedy zorientował się, że nie śpię i posyłam mu nieprzyjemne spojrzenie, monetarnie się odwrócił. Poszedł do kuchni i wziął jakąś miskę z blatu. Zwęziłem oczy, kiedy skierował się w moją stronę. Podkuliłem pod siebie nogi i odsunąłem się, jak najdalej niego, gdy koło mnie usiadł. Postawił naczynie na stoliku i wyciągnął dłoń w stronę mojej twarzy. Odwróciłem ostentacyjnie głowę. Wbiłem wzrok w ścianę. I co teraz Minho? Będziesz musiał mnie dotknąć żeby ciągnąć taśmie.
- Skoro nie jesteś głodny nie muszę dawać ci jedzenia - powiedział zimno. - To twój wybór.
Przekląłem w myślach. Poczułem jak mój żołądek się kurczy na wzmiankę o posiłku. Niechętnie odwróciłem twarz posyłając mu wrogie spojrzenie. Ponownie sięgną po taśmę. Odrywał ją wolno, co tylko spotęgowało nieprzyjemne uczucie. Kiedy skończył zacząłem poruszać mięśniami twarzy, które byłby dotąd skrępowane.
- Nienawidzę cię - syknąłem.
Nic nie odpowiedział.
- Bolą mnie ręce... - dodałem.
Wstał, obszedł mnie i kucnął żeby rozpiąć kajdanki. Kiedy uwolnił moją jedną dłoń, od razu oboje zwróciliśmy uwagę zaczerwienie na moim nadgarstku. Dłuższe spojrzenie Minho, zatrzymane w tym miejscu mojej ręki, pozostało dla mnie jednak zagadką. Rozmasowałem wolną dłoń, dotykając opuszkami palców zaczerwienienie. Minho poszedł do swojego pokoju a zjadałem zupę, którą mi przyniósł. Usłyszałem, że rozmawia z kimś przez telefon. Po paru minutach znowu do mnie przyszedł.
- Pojeździmy po mieście - rzucił.
Spojrzałem na niego zdziwiony.
- Po co? - spytałem.
- Żeby wyciągnąć z kryjówki wspólników twojego ojca. Muszą wiedzieć, że wciąż jesteś w wmieście.
- To niebezpieczne - syknąłem i założyłem ręce na piersi. - Nigdzie nie jadę.
Minho nałożył na siebie skórę, po czym włożył do kieszeni kajdanki. Zwęziłem spojrzenie. Nie będzie mnie zakuwał? Rzucił we mnie kurtką, której oczywiście nawet nie dotknąłem. Okrycie opadło na podłogę. Minho spojrzał najpierw na ziemie a później w moją stronę.
- Załóż to - powiedział spokojnie, ale zimno.
- Nie.
Niespodziewanie jego wzrok spotkał się z moim. Mój oddech momentalnie przyśpieszył, jednak nie pozwoliłem, by to wyprowadziło mnie z równowagi. Jego oczy były puste i wydawało mi się, że ciemność, która z nich bije, jest jak niekończący się ocean.
- Jeśli tego nie zrobisz, to w uzasadniony sposób zastosuje wobec ciebie inne metody przekonujące.
Przekręciłem głowę. Chwile potem poczułem jak dłoń Minho zaciska się na moim nadgarstku i ciągnie w stronę drzwi. Otworzyłem szeroko buzie i zaparłem się stopami. Chłopak był jednak silniejszy. Jego szarpnięcie spowodowało, że wylądowałem plecami na drzwiach wejściowych. Choi stanął tak, że choć mnie nie dotykał, prawie czułem jak to coś, co z niego emanuje, przyciska mnie do płaszczyzny za mną.
- Posłuchaj - powiedział lodowato a ten jego głosu przeszył mnie na wylot. - Źle rozumiesz swoje obecne położenie. Tak, mam cię pilnować. Jednak to nie jedyna rzecz, jaką mam robić w związku z twoją osobą. W twojej obecnej sytuacji jesteś synem przestępcy i podejrzanym w sprawie przekrętu finansowego. Nie ma tu twojego tatusia ani twoich służących. Nie jesteś już rozpieszczonym nastolatkiem, który jednym telefonem wszystko odkręci. Teraz jesteś zwykłym kryminalistą. Nikt ci nie pomoże.
Poczułem jak coś zaciska mi się w piersi, kiedy to powiedział. Jego wyraz twarzy był niczym pieczęć na moim akcie przegranej. Spuściłem wzrok. Miał racją. Jestem zdany tylko na siebie. Nie mam pieniędzy a ojciec nie wyciągnie mnie z kłopotów jak kiedyś. Cokolwiek nie zrobię, gdziekolwiek nie pójdę, będę sam. Nie mam nawet kogo prosić o pomoc. Nie mogę w to wplątać Kibuma. On przeszedł już w życiu zbyt wiele. Poza tym to mój przyjaciel.
Poczułem jak Minho oddala się ode mnie. Nie patrząc na niego zrobiłem kilka kroków, wziąłem z podłogi kurtkę i nałożyłem ją na siebie. Choi nie skomentował mojego zachowania. Kiedy zeszliśmy na dół, nie miałem odwagi zapytać dokąd jedziemy. Podejrzałem, że do jakiegoś znajomego chłopaka, ale nic mi to nie mówiło. Nie miałem pojęcia z kim się teraz zadaje. Najgorszy okazał się jednak środek transportu.
- Jeśli będziesz chciał uciec, albo zrobić coś głupiego, nie licz później na miły wieczór w moim domu.
Westchnąłem. Założyłem swój kask i usiadłem za nim na motorze. Nie miałem pojęcie jak powinienem się trzymać podczas jazdy. Objęcie go nie wchodziło w grę. Zresztą myślę, że gdybym tego spróbował, nie pożyłbym długo. Niepewnie zacisnąłem dłonie na jego kurtce, kiedy ruszyliśmy. Byłem wdzięczny, że jechał dość wolno i stabilnie. Miejsce, do którego dotarliśmy, okazało się zwykłym barem.
- Night Paradise - przeczytałem cicho napis na szyldzie.
Zastanawiałem się, w jakim celu przyjechał tu Minho. To miejsce nie przywodziło mi na myśl spotkanie służbowego. Weszliśmy do środka. Chłopak podszedł do lady, za którą stał przyjaźnie uśmiechający się obcokrajowiec, polerujący szkło.
- Możesz przypilnować tę osobę podczas naszej rozmowy? - spytał Choi.
Chłopak spojrzał na mnie i zauważyłem, że jego uśmiech się pogłębił. Odpowiedział coś Minho w języku, którego nie znałam, ale on nawet nic mu nie odpowiedział.
- Zostań tu - powiedział do mnie.
Obdarzyłem go niechętnym spojrzeniem, po czym usiadłem na krześle przy barze.
- Jesteś Lee Taemin, prawda? - spytał z akcentem nieznajomy.
Popatrzyłem na niego zdziwiony. Nie wydawało mi się, żeby Minho mnie przedstawiał.
- Skąd wiesz? - spytałem.
Zaśmiał się.
- Wystarczyło mi na ciebie spojrzeć.
Zwęziłem spojrzenie.
- Co masz na myśli?
Uśmiechnął się wymijająco i nalał mi szklankę soku pomarańczowego.
- Na koszt firmy - powiedział. - Jestem Andres.
- Rozumiem, że nie odpowiesz mi na pytanie?
Wzruszył ramionami, przybierając tajemniczy wyraz twarzy. Mimo tego, że zdenerwowało mnie jego zachowanie, jakoś nie potrafiłem chować do niego urazy. W końcu widziałem go pierwszy raz. Mógł zwyczajnie widzieć mnie kiedyś na jakiejś imprezie.
- Jak długo znasz Minho? - spytałem niby obojętnie. - Wyglądacie na bliskich sobie.
- Znam Minho od około dwóch lat.
- Jak się poznaliście?
- Czy on wie, że jesteś taki ciekawski na jego temat? - zapytał zadziornie.
Odwróciłem wzrok, upijając łyk soku.
- Chyba zdążyłeś się zorientować, że mnie więzi. To chyba normalne, że o niego pytam.
- Poznaliśmy się, kiedy Minho przyszedł tu pewnego razu jako klient.
Popatrzyłem na niego podejrzliwie.
- Wybacz, ale on nie był.. nie jest osobą, która nawiązuje znajomości w taki sposób.
Andres oparł się na łokciach na ladzie tuż przede mną i przybliżył do mnie, spoglądając mi prosto w oczy. Nasze spojrzenia się spotkały i przez chwile wydawało mi się, że w barze zapadła cisza i byliśmy w nim zupełnie sami.
- Czasem słowa wypowiedziane przed barmanem w zimową noc mogą sprawić, że między dwojgiem ludzi nawiązuje się więź bliższa niż myślisz.
Napój stanął mi w gardle. Nie wiedziałem jak interpretować to, co powiedział mi Andres.
- Jakie słowa? - spytałem utrzymując jego spojrzenie.
Uśmiechnął się.
- Powiem ci. Kiedyś. Będziesz wiedział kiedy to nastąpi, bo sam do mnie przyjdziesz, spytać ponownie o te ciemną, zimową noc.

*****
- Mimo, że go tu widzę, wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jest - powiedział ironicznie Jonghyun.
Oparłem się o ścianą obok pustego miejsca przy jego stoliku.
- Ja też. Wolałbym żeby to wyglądało inaczej.
- Nie mów mi, że nie podołasz? - spytał i uśmiechnął się z zainteresowaniem w oczach.
- Doszedłem już tak daleko, że nic nie jest mi w stanie przeszkodzić.
Jonghyun przeniósł wzrok ze mnie na szklankę, poczym powiódł opuszkami palców po jej brzegu.
- Apropo starach znajomych - powiedział. - Zgadnij kto będzie nowym projektantem w jednej z naszych inwestycji?
Zwęziłem wzrok i spojrzałem na niego.
- Mówisz poważnie?
- Tak.
- To na pewno nie jest zbieg okoliczności - zastanowiłem się. - Za pewne twoi siostra maczała w tym palce.
- Dokładnie - przytaknął i upił łyk alkoholu.
Wbiłem wzrok w plecy Taemina.
- Kibum na pewno szybko zacznie zastanawiać się nad tym dlaczego nie ma kontaktu ze swoim przyjacielem.
- Pozwolisz im się skontaktować?
- Zastanawiam się.. Jeśli zacznie szaleć to może tylko pogorszyć sprawę.
W tym momencie Taemin odwrócił się w naszą stronę. Za pewne chciał się dowiedzieć z kim się tutaj spotkałem. Jego spojrzenie przesunęło się sali aż wreszcie zatrzymało na nas. Przez moment tylko patrzył, jakby nie poznawał Jonghyuna. Jednak za chwile skojarzył, dlaczego jego twarz wydaje mu się znajoma. Podejrzewałem, że nie będzie się cieszył na jego widok, ale tego, co zrobił nie przewidziałem. Wyraz jego twarzy zmienił się z analizującego na wściekły a on błyskawicznym ruchem zeskoczył z krzesła i zaczął szybkim krokiem iść w naszą stronę.
- Czy rozjuszony Taemin właśnie się na nas zamierza? - spytał głupio Jonghyun.
- Tak - powiedziałem cynicznie. - Nie wiem, o co mu chodzi ale lepiej go stąd wyprowadzę zanim narobi bałaganu.
- Ty dupku! - rzucił ostentacyjnie Taemin.
Za nim skoczył na Jonghyuna, złapałem go za rękę i przyciągnąłem do siebie, obejmując od tyłu w pasie.
- Puść mnie ty kretynie! - wrzasnął i zaczął ostro wyrywać się z mojego uścisku.
- Ciebie też miło widzieć Taemin.
Uśmiechnął się do niego prowokacyjnie. Przewróciłem oczami.
- Nie pomagasz - rzuciłem mu oschle. - Dokończymy innym razem. Teraz wychodzimy.
Chciałem wyjść, ale Taemin mi na to nie pozwolił.
- Zostaw mnie! Mam coś do powiedzenia temu palantowi!
- W porządku Minho - wzruszył ramionami. - Niech mówi. Może jak się wyżyje to się trochę uspokoi.
Puściłem chłopaka a ten w oka mgnieniu stanął naprzeciw Jonghyuna, patrząc mu prosto w oczy.
- Ty idioto - syknął.
- To już wiem - powiedział spokojnie Jonghyun. - Masz coś konkretnego, czy będziesz wyliczał po kolei epitety jakie znasz?
- Posłuchaj! Jesteś skończonym palantem. Nie masz bladego pojęcia ile przez ciebie wycierpiał Kibum. Ale patrząc na ciebie, jak popijasz sobie drogi alkohol i wyluzowany chodzisz po barach w ciągu dnia widzę, że masz to wszystko gdzieś. Obyś się udławił tymi swoimi pieniędzmi! Mam nadzieje, że przyjdzie dzień, kiedy będziesz cierpiał tak samo jak on!
- Dość tego - przerwałem mu.
Złapałem go za nadgarstek i nie słuchając jego protestów, wyciągnąłem przed bar. Kiedy puściłem jego rękę był tak wściekły, że z jego oczu wręcz emanowała czysta nienawiść.
- Dlaczego to zrobiłeś do cholery! Zasłużył by usłyszeć wreszcie prawdę!
- Nic o nim nie wiesz - powiedziałem zimno.
- Nie rozśmieszaj mnie - rzucił złośliwie. - Nie widziałeś tego, co przez niego przechodził Kibum. Powinien drogo zapłacić za te wszystkie lata!
Nie wytrzymałem. Zacisnąłem usta. Złapałem go za koszulkę i szybkim ruchem przyciągnąłem do siebie.
- To ty nic nie widzisz! - krzyknąłem a on momentalnie zamarł. - Wciąż myślisz tylko o sobie! Wciąż jesteś rozpieszczonym dzieciakiem, który ma wrażenie, że los skrzywdził tylko jego! Tylko, że to nie prawda! Uważasz, że tylko ty i Key macie ciężkie życie!? Rozejrzyj się! Nie jesteś pępkiem świata! Gdybyś zauważał coś więcej niż siebie, zobaczyłbyś ile ludzi wokół ciebie także cierpi i to może dużo bardziej ty!
To, co wykrzyczałem odbiło się echem wśród kamiennych ścian budynków. Następnie zapadła cisz. Słyszałem tylko dźwięk przewracających się przez wiatr kartonów i mój przyśpieszony oddech. Natomiast spojrzenie Taemina stało się przerażone. Nic nie powiedział a jego ciało zastygło w bez ruchu. Zdając sobie sprawę, że wciąż trzymam go przy sobie, puściłem materiał jego koszulki. Kiedy to zrobiłem, pod chłopakiem ugięły się kolana a on upadł na ziemie. Odwróciłem się do niego plecami.
Nie wiem jak długo tak trwaliśmy w takiej pozycji, ale miałem wrażenie, że to była cała wieczność. Po pewnym czasie usłyszałem jak Taemin wstaje. Postawiłem spojrzeć, co kombinuje. Złapał równowagę i stanął chwiejnie na nogach. Włosy zakrywały mu połowę twarzy a drugą zasłaniał wierzchem nadgarstka. To jednak nie ukryło przede mną, że płakał. Przekląłem w myślach, czując dziwne, wkurzające uczucie w piersi. Chyba chciał coś powiedzieć, ale nagle usłyszeliśmy za sobą czyjś głos.
- Lee Taemin? Pozdrowienia dla tatusia.
Zaskoczony i wyprowadzony z równowagi przez sytuacje, która miała miejsce przed chwilą, nie potrafiłem zareagować trzeźwo. Więc kiedy mężczyzna, z nożem w ręku, znalazł się w odległości metra od nas, po prostu zasłoniłem swoim ciałem, ciało Taemina. A potem nastała ciemność...

_____
Hej. :) Mam do was pytanie. Czytanie toku akcji z perspektywy jakiej osoby podoba wam się najbardziej? A może jest ktoś, z kogo perspektywy jeszcze nie pisałam, a chcielibyście taką przeczytać? Nie obiecuje, że zastosuje się do waszych wskazówek, bo dużo pisania z punktu widzenia pewnych osób, może odkryć odpowiedzi na zbyt wiele zagadek, które tak szybko nie chce wam ujawnić. :) Jednak wasze odpowiedzi mogą pomóc mi uczynić opowiadanie lepszym. Ach! I oczywiście życzę wam szalonych i pełnych wrażeń wakacji! ;)