poniedziałek, 9 lutego 2015

Nie zauważyłeś jeszcze, że idąc za mną, podążasz do ciemności?

Drogi Nieznajomy

Mógłbym skrzywdzić cię na tyle różnych sposobów...

Uważaj!

Zaczynając od czegoś delikatnego, jak moje place wędrujące po linii twojego gardła. Twoje skóra jest zawsze taka mleczno-biała, tak przeźroczysta, tak łatwo jest zostawić na niej swoje ślady...

Pocałunki...

Pomijając coś pośredniego i przechodząc do czegoś mocnego. Co cię spali. Tak łatwo byłoby ci spłonąć. Zbyt wiele widziałeś. Na zbyt wiele nie mogłeś liczyć. To się nie wyklucza. Byłeś i jednocześnie nie było nikogo obok.

Tylko ja.

Miecz, który ma cię zetnąć. Ostrze, które ma przeszyć twoje serce. Ciemność, która ma cię pochłonąć i ciepło, które rozgrzane do granic możliwości, wypali w końcu granicę między pragnieniem i powinnością.

Uważaj. Pocałunek, to ja.

N.

***

Zostawił mnie w ciepłym łóżku, wychodząc z pokoju. Czułem frustrację. Nie dlatego, że mnie zostawił. Wiedziałem, że nie będzie zachowywał się jak którykolwiek z moich dotychczasowych klientów. Jednak rozbudził mnie na tyle, że chociaż nie chciałem tego przyznać, pragnąłem aby skończył to co zaczął.
- To było nie fair Minho - rzuciłem sam do siebie.
Odrzuciłem kołdrę i poszedłem do łazienki. Zimny prysznic ostudził moje ciało, ale nie myśli. Nie lubiłem Minho w ten sposób. Mimo to, był pierwszym naprawdę przystojnym chłopakiem, z którym miałem możliwość wejścia w intymną relację. Byłem gotowy przymknąć nawet oko na swoje dziwkarskie wyrzuty sumienia i poddać się w pełni emocjom. Świat by się nie skończył. Nie obchodziła mnie nawet jego opinia na mój temat. Mógł to skończyć.
- Faceci... - prychnąłem, opuszczając się wolno po kafelkach.

***

Tego dnia zjedliśmy razem z Jonghyunem obiad i wydawało mi się, że wreszcie zaczyna być między nami jak zwykle. Poczułem się lepiej, że mogę zrzucić z siebie ciężar panującego miedzy nami dystansu.
- Wiesz - zacząłem nieśmiało, kiedy wracaliśmy samochodem do jego domu - za 15 dni kończę 18 lat.
- Pamiętam - powiedział obdarzając mnie łagodnym spojrzeniem. - Jak chciałbyś spędzić ten dzień?
Skuliłem ramiona do środka, układając wargi w niepewnym uśmiechu. Mógłbym zwyczajnie siedzieć przy nim i milczeć, a to już byłoby tak wiele.
- Cokolwiek, wszystko będzie fajne.
Zauważyłem kątem oka, że na mnie zerka. Jego ciemne, nieco zwężone spojrzenie, było nieodgadnione. Przeniósł wzrok z powrotem na jezdnię, wyraźnie nad czymś myśląc.
 - Powinieneś mieć więcej znajomych - rzucił niespodziewanie.
Zaskoczył mnie. Miły, niezobowiązujący wieczór, chyba się skończył. Zacisnąłem lekko usta z bezsilności jaka mnie ogarnęła.
- Wiesz dlaczego ich nie mam.
- Tym bardziej powinieneś.
Był nieustępliwy. Wyczułem nawet w jego głosie jakiś nacisk.
- Nie dbam o to. Poza tym z nikim nie dogaduje się tak... - jak z tobą pomyślałam.
Szybko pożałowałem swojej lekkomyślności. Wyraz jego twarzy się zmienił. Wrzucił kierunkowskaz i zjechał na pobocze mostu. Zgasił silnik, po czym wyszedł z samochodu. Czymś go zdenerwowałem? Spojrzałem ostrożnie za szybę na ciemną sylwetkę na tle rzeki. W końcu poszedłem za jego przykładem i opuściłem auto.
Most toną w wiosennej, wieczornej, mgle. Za nami szumiał ruch ulicy, nieco cichnący w powietrzu, kiedy stało się tuż przy samych barierkach.
- Nie jestem dobrą osobą, Kibum.
Zrobiło mi się chłodno, kiedy to powiedział. Nie rozumiałem dlaczego myślał o sobie w ten sposób. Przecież nigdy nie widziałem żeby zrobił cokolwiek złego.
- To nie prawda - zaprzeczyłem jego słowom. - Wiem, kim jesteś.
- Widzisz to, co chcesz widzieć.
Pokręciłem głową.
- Jesteś tajemniczy, ale nie jesteś złą osobą.
Kącik jego ust lekko drgnął, co było niecodzienną sytuacją, bo Jonghyun prawie nigdy się nie uśmiechał. Jednak był to gorzki wyraz twarzy, nie było w nim nic z radości. Przeniósł na mnie spojrzenie, nie odwracając twarzy od widoku rozciągającej się przed nim tafli wody.
- Gdybyś mógł widzieć przez mgłę, nie stałbyś tu ze mną tak spokojnie.
Zrobiło się zimno. Spuściłem wzrok.
- Chcesz mnie przestraszyć? - szepnąłem.
Wypuściłem z ust powietrze, ogrzewając podmuch wiatru, który opłyną moją twarz. Minęła dłuższa chwila za nim zobaczyłem drugą parę butów na przeciw moich. Poczułem chłodne dłonie na moim policzku. Uniósł mój podbródek, przesuwając palcami po jego linii aż po szyje, a kiedy nimi wracał oparł kciuk na mojej żuchwie. Zmusił mnie do spojrzenia w jego oczy.
- Nie ważne jak bardzo możesz na kimś polegać, nigdy nie powierzaj mu się do końca - powiedział poważnie, oschle, obiektywnie. - Szczególnie mi, Kibum. Nigdy nie pozwól mi być bliżej niż kilka kroków za tobą.
- Nie rozumiem - wyjęczałem.
Mieszał mi w głowie. Czułem nawet w ustach smak niepokoju.
- Nie musisz się w to zagłębiać, po prostu mi to obiecaj.
- Co to za dziwna odległość? - spytałem nieśmiało.
- To będzie odpowiednia odległość, abyś był na wyciągnięcie ręki, kiedy będziesz w potrzebie. Ale wystarczająca, aby nigdy nie móc dosięgnąć cię całego.
Moje serce przeszył lód. Opuściłem głowę. Dlaczego to mówisz Jonghyun? To bolesne, bo ja właśnie chciałem być jak najbliżej ciebie. Tymczasem pomimo tego, że jesteś teraz tak blisko, jak nigdy i dzieli nas tylko jedna ściana, mam wrażenie, że im bliżej cię mam, tym więcej kroków musze przejść, aby pewnego dnia stanąć tuż na przeciw ciebie.
Schował dłonie do kieszeni i odwrócił się, aby odejść w stronę samochodu, a mnie aż ścisnęło w piersi. Pchnięty tym uczuciem, jak niepoczytalny idący przez otaczającą nas mgłę, złapałem go za tył płaszcza, aby sekundę później oprzeć swoje czoło o jego plecy. Zamknąłem palce na materiale okrycia, zastanawiając się jak długo zajmie Jonghyunowi rozprostowanie ich z tego uścisku. Wieczorny chłód ocierał się o moje policzki, przepływając w szparze między mną, a nim.
- Proszę - szepnąłem - nie każ mi się trzymać od ciebie z daleka.
Milczał. Wiedziałem, że nie ma pojęcia jak odpowiedzieć na moje słowa. Chciałem za dużo, zbyt wiele. Poczułem jego dłoń na mojej. Na moment zatrzymała się, ale to trwało jedynie sekundę. Odsunął moją rękę i obrócił się wolno w moją stronę. Nie byłem w stanie spojrzeć mu w oczy, ale zmusił mnie do tego. W jego spojrzeniu widziałam dziwną ciemność i pierwszy raz, od kiedy go spotkałem, spoglądał na mnie nieprzyjaźnie.
- Dałbym ci wszystko, o co byś poprosił. Otworzyłbym przed tobą drzwi do najtrudniej dostępnych miejsc, gdybyś tylko tego chciał. Zmusiłbym tę ulicę za nami żeby milczała, gdyby jej odgłosy burzył twój spokój. Jednak jeśli pokazałbym ci to, co tłoczy się w moim umyśle, musiałbym odsunąć się od ciebie na tysiąc kroków dalej niż te kilka, które mogę mieć teraz od ciebie.
Skuliłem się opuszczając ponownie wzrok. Zagryzłem na chwile wargę, czując jak przewierca mnie swoim spojrzeniem. Chciał żebym odpowiedział, że rozumiem. Mimo to słowa tak bardzo nie chciały płynąć z moich ust.
- Więc uwierz mi i pozwól trzymać się tak daleko i tak blisko ciebie, jak długo to będzie właściwe.
- Rozumiem - wyszeptałem.
Wypowiedzenie tego było dla mnie jak nóż wbity w serce. Nie rozumiałem.

***
- Elizabet?
Wychodziłam właśnie z windy, kiedy usłyszałam jak ktoś wymawia moje imię. Odwróciłam się i spostrzegłam Song Ji Eun, koleżankę z liceum. Była ubrana w czerwoną sukienkę, a jej usta były podkreślone dodatkowo tym samym kolorem szminki. Postarałam się zapanować nad wspomnieniami z liceum, które przywołała mi jej twarz i uśmiechnęłam najzupełniej normalnie jak umiałam.
- Cześć - rzuciłam.
- Kto by pomyślał - oparła ręce na biodrach. - No tak. Przecież to hotel twojego ojca.
W jej głosie wyczułam pogardę, ale nie dałam się sprowokować.
- Nie żyje.
- A tak, coś słyszałam - wzruszyła ramionami. - Ale w sumie i tak byłaś bardziej związana z matką.
Zacisnęłam lekko usta, wypuszczając jednak szybko napięcie.
- Przepraszam, ale wzywają mnie obowiązki. Życzę miłego pobytu w naszym hotelu.
Chciałam już odejść, ale mnie zatrzymała.
- Będzie miły, mamy z mężem rocznicę. Z Yong Jun - dodała specjalnie, chociaż dobrze wiedziałam.
- Gratulacje.
Odwróciłam się, ale odchodząc usłyszałam jeszcze za plecami:
- Dziwaczka jak zwykle.

***

- Jesteś spięty.
Ocknąłem się na dźwięk słów Onew.
- Minho?
Potrząsnąłem głową.
- Tak... co miałem zrobić?
Chłopak uśmiechnął się w swoim stylu i pewnie gdyby była tu Elizabet, nieźle by się teraz zdenerwowała.
- Onew - wyrzuciłem, próbując sensownie utworzyć swoje pytanie - czy zrobiłeś kiedyś coś, czego byś się nigdy po sobie nie spodziewał?
- Nie - pokręcił głową - ale zrobiłem kiedyś coś czego nie powinienem, ale myślę, że to dosyć podobne wewnętrzne uczucie.
- Sam nie wiem, co się ostatnio ze mną dzieje. Chyba zbyt wiele rzeczy spadło mi na głowę.
- Masz prawo być zdezorientowany. Każdy by był na twoim miejscu.
- Inwestorzy oczekują, że przyniosę hotelowi powiew świeżości, ale sam nie wiem, czy jestem w stanie zapanować nad tym chaosem.
- Przecież nie jesteś sam - przypomniał.
Westchnąłem.
- To chyba nawet gorzej. Gdybym był sam, nie wahałbym się, że mogę stracić wszystko, podążając niewłaściwą drogą. Tymczasem, każdy mój wybór, może okazać się tylko samolubną ucieczką od właściwego postępowania.
- Czasem warto na chwile zagubić się w swoich osobistych ciemnościach, aby znaleźć ten właściwy wybór.
Uśmiechnąłem się odpychając od lady. Rzuciłem oko na salę, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Po czym wyszedłem z restauracji.

***

Przesiedziałem cały dzień w pokoju. Najwyraźniej Minho nie miał dla mnie dzisiaj żadnego zadania do wykonania w hotelu. Być może było to spowodowane moim wczorajszym, idiotycznym zachowaniem. Albo naszym dzisiejszym porannym pocałunkiem. Czy wspomniałem już jakie to wszystko pokręcone?
Dlaczego to tak się popieprzyło? To miała być zwykła umowa. Ojciec Minho był odpowiedzialnym, starszym panem, który nigdy nie wrobiłby mnie w taką huśtawkę nastrojów i sytuacji. Trzymałby się zwyczajnie planu. Nienormalnego, ale planu.
A teraz siedziałem na wielkiej kanapie w salonie hotelowego apartamentu. Wściekły do granic możliwości. Zdeterminowany, by przywrócić ład w tym chaosie. Miałem już wystarczająco ciężkie życie, żeby jeszcze on przyprawiał mnie o  problemy.
Kiedy usłyszałem jak wchodzi, oplotłem ręce wokół podciągniętych nóg, chowając brodę.
- Rozumiem, że unikasz mnie teraz, ponieważ wstydzisz się tego, że dałeś się ponieść podnieceniu seksualnemu wobec chłopaka - rzuciłem oschle.
Usłyszałem jak idzie w moją stronę.
- To nie tak.
- A jak?
- Jesteś... byłeś - poprawił się - z moim ojcem. To dziwne, pokręcone.
Oparł się o przeciwległą ścianę.
- Jesteście bardzo podobni - rzuciłem nagle, a jego oczy zrobiły się większe i zrozumiałem, że raczej nie chciał tego usłyszeć z moich ust. - Zgaduje, że nie chcesz tego słuchać.
- To popieprzone, wybacz. Nie chodzi o to, że mam coś do ciebie. Po prostu, nie ważne, kto by to był, czułbym się źle przez samą sytuacje.
- Nie wybiera się dziwki dla swojego ojca.
- Dlaczego nagle się tak nazywasz, skoro powiedziałem, że to nie ma znaczenia?
Poczułem ukucie w sercu, kiedy to powiedział. Minho naprawdę był jakiś nienormalny. Kto na jego miejscu mówiłby takie rzeczy? Powinien mnie nienawidzić, czy coś, chociaż okazać jakieś negatywne emocje. Tymczasem on traktował mnie jak kogoś, kto wcale nie jest zły i nie przyszedł wyciągnąć z niego pieniędzy żerując na rodzinie, która dopiero co straciła ojca. Nawet nie zapytał mnie, po co mi te pieniądze.
- A ja nie czuje się komfortowo, kiedy rozmawiasz ze mną, jak ze swoim przyjacielem. Przeleć mnie, albo zwyzywaj. Ale nie rozmawiaj ze mną tak, jakbym ci współczuł.
- Myślisz, że to coś zmieni, kiedy zacznę się na tobie wyładowywać?
- Wczoraj, kiedy mnie pocałowałeś raczej nie miałeś żadnych oporów.
Odwrócił twarz.
- Nie potrafiłbym zwyczajnie uprawiać z tobą seks, tak jakby to nic nie znaczyło.
- Przecież nie każe ci mnie kochać.
- Dlaczego starasz się ciągle mnie prowokować?
Zacisnąłem dłonie. Nie powinienem bronić się swoimi uczuciami, bo one nie miały w tym układzie niczego znaczyć. Jednak przez jego bezpośredniość, nie potrafiłem inaczej.
- Myślisz, że jesteś jedynym, który nie potrafi odnaleźć się w tej sytuacji? - syknąłem. - Nie wierze, że używasz penisa do gadania. W końcu każdy facet, nawet najbardziej oporny, ulega swoim potrzebom.
- Daje się ponieść emocjom, ale nie robie tego, bo chce sobie ulżyć na pierwszym lepszym...
- Och, zamknij się.
Podniosłem się raptownie z kanapy i szybko przemierzyłem odległość miedzy nami. Pociągnąłem go za brzeg marynarki i rozchyliłem jego usta językiem. Widziałem przez chwile jego oczy, ale szybko przymknąłem swoje, żeby w mojej głowie nie odbijało się jego ostatnie wypowiedziane do mnie zdanie. Szybkim gestem rozpiąłem pasek w jego spodniach i pociągnąłem za zamek w rozporku. Poczułem jego dłonie na swoich, ale odtrąciłem je i pogłębiłem pocałunek. Kilka guzików potoczyło się po podłodze, kiedy rozpinałem jego koszulę. Oderwałem się od jego ust i zjechałem nimi wzdłuż żuchwy na szyje, delikatnie przygryzając skórę. Jego penis naparł na mój brzuch, a ja przejechałem językiem po klatce piersiowej.
- Taemin - powiedział tym swoim delikatnym głosem, co doprowadzało mnie do szału.
- Przeleć mnie do cholery - wydyszałem w jego szyje. - Nie myśl, tylko to zrób.
- Musisz mnie złamać żeby coś sobie udowodnić?
Zamarłem, kiedy to powiedział. W pokoju panowała cisza, przerwana moim przyspieszonym oddechem. Zacisnąłem dłonie na materiale jego koszuli. Pieprzył. Nie musze nic sobie udowadniać. Oderwałem się od niego i zrobiłem kilka kroków do tyłu.
- Wyjaśnijmy coś sobie - powiedziałem, ściągając przez głowę koszulkę. Pozostałem w podkoszulku na ramiączkach. - Nie będę biegał za tobą żebyśmy uprawiali seks, tak jak jest napisane w tej umówię - wbiłem w niego swoje pewnie siebie spojrzenie. - Nie dlatego, że chcę zerwać ten kontrakt, albo że mi na nim nie zależy - wyglądał na zaskoczonego, ale nie przerwałem - ale dlatego, że ty już mnie pragniesz, Minho.
Otworzył usta, ale ja tylko zerknąłem na niego ostatni raz przez ramię i ruszyłem przed siebie. Starałem się nie pokazać po sobie zdenerwowania i nie zaciskać dłoni. Chciałem zostawić go po prostu tak sfrustrowanego, jak czułem się ja.
Niespodziewanie poczułem szarpnięcie do tyłu. Moje oczy rozszerzyły się, kiedy leciałem do tyłu. Minho zacisnął swoją dłoń na moim nadgarstku, a drugą przycisnął mnie do siebie, przywierając do mnie od tyłu. Moje serce zaczęło walić nagle jak szalone. Czy ja się teraz bałem?
- Cholera, Taemin - owiał mój kark swoim oddechem. Zadrżałem. - Nie obchodzi mnie kim jesteś. Wystarczy, że będziesz - odchylił moją głowę do tyłu, tak że spoczęła na jego ramieniu, a jego place znalazły się pod moją koszulką. Straciłem kontrolę nad sytuację. Poczułem przeszywającą, obezwładniającą, dezorientację. - Masz rację, jesteś niemożliwie pociągający - przesunął dłonią wzdłuż mojej klatki piersiowej, przyprawiając mnie o kolejny dreszcz. - Chce tylko, żebyś wiedział, że to co teraz zrobię, nie ma nic wspólnego z twoim ciałem. Ani z tym jak się ruszasz. Jak pachniesz - puścił mój nadgarstek i wjechał opuszkami, aż do mojej blizny. - Chce ciebie, bo jesteś najbardziej delikatną i skrzywdzoną osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem.
W tej chwili kompletnie straciłem poczucie stabilności. Miałam wrażenie, że mój błędnik właśnie został wyłączony, a ja nie potrafię już ustać na nogach. Co on właśnie powiedział? Dlaczego? Skąd nagle te słowa? Miał mnie tylko przelecieć, a nie wypalać z czymś tak bezsensownym!
Przerwał moje myśli, obracając mnie w swoją stronę, przyprawiając mnie o kolejny zawrót głowy. Kiedy nasze oczy się spotkały wpadłem w panikę. Nie byłem przygotowany na coś takiego, więc moja reakcja była całkowicie spontaniczna.
- Pierwszy raz wyglądasz tak naturalnie - uśmiechnął się, a ja prawie się przewróciłem z zażenowania. - Więc jednak można wyprowadzić cię z równowagi. Jakie to uczucie, kiedy to ty jesteś testowany?
Nie zdążyłem popaść w jeszcze większe zaskoczenie, bo jego usta już otwierały moje. Po moim kręgosłupie przebiegł zimny prąd. Pozbieraj się Taemin!
Naparł na mnie, podtrzymując moje rozmiękczone ciało i skierował nas do swojego pokoju. Kiedy moje plecy zetknęły się z materiałem jego drogiej, aksamitnej pościeli, a on spoglądał na mnie z góry, rozwiązując krawat, włączyły się nagle wszystkie moje kompleksy. Dlaczego teraz zacząłem myśleć o moich bliznach? Nigdy wcześniej nie myślałem o nich w łóżku.
Rozpiął do końca koszule, którą prawie rozerwałem chwile wcześniej i moim oczom ukazało się jego wyrzeźbione, ciemniejsze niż moje, ciało. Oprał się ręką po mojej prawej stronie, a ja przywróciłem na twarz swoją zaciętość.
- Potrafisz być taki wkurzający.
Uśmiechnął się. Chciałem wyciągnąć do niego dłoń, ale przygwoździł mi ją do łóżka.
- Nie - powiedział. - To ja będę cię dotykał.
Pochylił się i delikatnie pocałował moje ramie. Przysięgam, czułem ten pocałunek chyba w samych koniuszkach moich placów. Nie rozumiałem, dlaczego jestem taki wrażliwy. Przerwa w seksie musiała sprawić, że moje ciało reagowało na nawet najmniejszy dotyk. Ugryzłem się w język, aby nic nie powiedzieć, chociaż jego wzrok błądzący po mojej skórze, przyprawiał mnie o niepewność i zdenerwowanie.
Do swoich pocałunków dołączył język, sunąc nim wzdłuż mojej klatki piersiowej, gdzieniegdzie zatrzymując się na dłużej. Palce, które zaciskały się na moim nadgarstku, splotły się teraz z moją dłonią, delikatnie ją pieszcząc. Cholera, nigdy nie uprawiałem takiego seksu. Nie miałem pojęcia, jak mam zareagować. Oszołomienie przykrywało mi przez chwile nawet uczucie podniecenia, ponieważ byłem skupiony wyłącznie na rozszyfrowywaniu tego, co on teraz robi. Dotarło do mnie dopiero, kiedy jego pocałunki znalazły się na linii moich bokserek.
Z moich ust wydarł się niekontrolowany dźwięk, jak wtedy, kiedy ktoś wyrywa cię z zamyślenia, przystawiając do twojego karku zimny napój. Wolną ręką zasłoniłem usta, odwracając twarz na bok. Minho przesunął nosem po mojej szyi i czułem, że się uśmiecha.
- Podobało ci się to? - spytał, a kiedy uparcie milczałem, dotknął dłonią mojego penisa przez materiał bokserek. Chyba się zarumieniłem, ale zasłonięty ręką nie dałem mu możliwości zauważenia tego. Masował moje kroczę przez dłuższą chwilę i ocierał się delikatnie swoim penisem o mojego. Odgarnął moją rękę i nasze usta ponownie się spotkały. Przesuwał językiem wzdłuż mojego, równocześnie napierając na mnie swoim ciałem.
Myślałem, że nie będę wstanie dostatecznie się podniecić po czymś takim, mimo to myliłem się. Było to jednak bolesne uczucie, któremu towarzyszył ucisk w klatce piersiowej - zaskoczenie, zażenowanie i strach.
- Nie wiem, czy zrobię to właściwie - szepnął tuż przy moich ustach, kiedy obracał mnie na brzuch - powiedz mi jeśli to będzie boleć.
Pozbył się naszej bielizny i pocałował mnie w ramię, zaciągając się zapachem mojego ciała. Następnie przejechał dłonią po moich pośladkach i włożył w moje wnętrze swoje palce. Rozciągał mnie długo i intensywnie, naprawdę intensywnie, bo po pewnym czasie rozpłynąłem się pod tym dotykiem, samemu nabijając na jego dłoń. Byłem pobudzony chyba nawet w najmniejszym skrawku moje ciało, a kiedy jego wolna ręka zaczęła pieścić moje sutki, ukryłem buzię w poduszce, aby nie zacząć jęczeć. Miałem wrażenie, że robimy to już od paru godzin, a nie minut.
Minho wyjął ze mnie swoje place i słyszałem, jak nakłada prezerwatywę. Powoli nachylił się nade mną, unosząc moje biodra. Wszedł we mnie tylko do połowy, sprawdzając moją reakcję.
- W porządku? - spytał tuż przy moim uchu. Kolejny raz poczułem irytację. Cholerny Minho. Jasne, że nie czuje bólu skoro tak długo i cierpliwie przygotowywałeś mnie do tego.
Pokręciłem głową, a on zaczął poruszać się we mnie co raz szybciej. Byłem już tak rozpalony, że pragnąłem jak diabli, żeby wreszcie uwolnił mnie od tego odurzającego uczucia. Moje spełnienia nadeszło w momencie, kiedy do swoich pchnięć dodał palce, spacerujące wzdłuż mojego penisa. Ręce się pode mną załamały, ale przynajmniej mogłem wreszcie zacząć myśleć racjonalnie. Minho doszedł chwilę po mnie.
Wysunął się ze mnie ostrożnie - dżentelmen do końca - i opadł obok mnie. Włosy zasłaniały mi lekko twarz, a oddech powoli się uspokajał. Mimo, że nadal czułem się zdezorientowany tą sytuacją między nami, a właściwie sposobem w jaki się ona potoczyła, miałem doświadczenie w opanowywaniu emocji.
- Jeśli po tym znowu zamierzasz mnie unikać, to czeka mnie wyczerpująca, kolejna część miesiąca.
Podniósł się i kątem oka zauważyłem, że się uśmiecha.
- Nie zamierzam - powiedział i spojrzał na mnie zza zmierzwionych włosów. - Dziękuję.
Zaskoczył mnie tym podziękowaniem ostatni raz tego dnia, po czym zniknął za drzwiami łazienki, a ja zakopałem się w pościeli, czując że od tej pory będzie coraz trudniej.


***

W nocy była burza. Bardzo mocna burza. Kiedy byłem mały bardzo się jej bałem. Ciężkie, marmurowe ściany sierocińca, oblewały się wtedy strasznymi wzorami rozbłyskującymi nad moja głową.
Z biegiem czasu burza stała się w pewnym stopniu czymś w rodzaju elementu stabilności. Rosłem, a burza zawsze wracała tak samo, każdego roku. Wiedziałem, że nie zniknie i to było jakieś potwierdzenie, że istnieją rzeczy stałe, że nie zawsze wszystko przemija i odchodzi w zapomnienie. A mimo wszystko czaił się w niej strach. Jonghyun był dla mnie trochę jak ta burza. Wiedziałem, że zawsze wróci, jednak towarzyszyła mu od zawsze ciemna, tajemnicza aura. Chociaż nie był taki od zawsze...

10 lat wcześniej.

Wczorajszy dzień obfitował w opady śniegu, ale przyniósł ze sobą słoneczny wschód słońca. Lubię, kiedy jest ciepło. Ciemne mury sierocińca sprawiały, że nawet w gorące dni w środku panowało zimno. Dlatego przyjemnie było wyjść na podwórko, kiedy jasne promyki przenikały moje policzki.
Poczułem, że ktoś mi się przygląda. Od razu uśmiechnąłem się szerzej i pomachałem chłopakowi przy bramie. Zareagował na moje powitanie z dystansem i wglądał, jakby czegoś się obawiał. Zignorowałem jego wahanie i podbiegłem pod bramę.
- Cześć - rzuciłem przyjaźnie.                              
Milczał i miałem wrażenie, że nie wie, jak powinien się ze mną przywitać.
- Nie jesteś potłuczony po wczorajszym? - spytałem, poprawiając opadającą mi na oczy czapkę.
Kiedy przypomniałem mu wieczorny wypadek, wyraźnie się obudził.
- Ja... - wybełkotał. - Chciałem ci podziękować za to, że mnie uratowałeś...
Uśmiechnąłem się, okrążając go dookoła. Spojrzał na mnie zdezorientowany i prawie obrócił się razem ze mną.
- Nie dziękuj - powiedziałem i zmieniłem temat zainteresowany jego kurtkę. - Masz taką puchatą kurtkę! To musi być niesamowite opatulić się takim puchem!
Chłopak najpierw otworzył szerzej oczy, a potem nagle posmutniał.
- Dlaczego ty się wcale nie uśmiechasz? - spytałem, zaskoczony jego ciągle posępną miną. - Nie potrafisz?
Okrążyłem go i stanąłem za jego plecami, kładąc dłonie na jego rękach. Spojrzałem do góry, patrząc na jego twarz z boku. Nie wiedziałem ile ma lat, ale był wyraźnie starszy niż ja. Zacisnął usta, ale nie odsunął się ode mnie.
- Wiem, co cię rozweseli - rzuciłem, celowo na chwile milknąć, aby dawkować napięcie. - Anioły na śniegu!
Puściłem go i pobiegłem przed siebie, rzucając się na białą pokrywę na dziedzińcu. Zacząłem energicznie ruszać nogami i rękami, śmiejąc się, kiedy płatki śnieg spadały na mój nos.
- Widzisz? - krzyknąłem szukając go wzroku.
To było niespodziewane. Uśmiechał się. Ale nie to było najbardziej zaskakujące. Zaskoczyło mnie ciepło, które od niego biło. Znałem ciepło. Tęskniłem za ciepłem, takim jak dzisiejsze słońce. Ale to było inne.

To ciepło, rozgrzewało moje serce od środka...

- Kibum - podskoczyłem na łóżku, kiedy usłyszałem głos Jonghyuna.
- Przestraszyłem cię?
Błysk za oknem rozświetlił jego twarz. Pokręciłem głową, spuszczając wzrok.
- Wcale się nie boję. Nie musisz się przejmować - powiedziałem, rozpracowując powód jego wizyty.
- Nie musisz kłamać Kibum.
Zagryzłem wargę.
- Dobra, boje się.
- Połóż się, zostanę z tobą.
Zrobiłem, to o co prosił, a on nakrył mnie kocem i niespodziewanie położył się obok mnie. Wstrzymałem oddech, zakrywając ust wierzchem dłoni.
- A co z odległością? - przypomniałem mu, chociaż wcale tego nie chciałem.
- Spokojnie - szepnął w moje włosy, a jego oddech rozgrzał moją skórę. - To ten moment, kiedy to właściwe, by być bliżej ciebie o te kilka kroków.
To niezbadane, jak chłód potrafi ogrzewać. Jak ręce, które cię odpychają, potrafią cię objąć czulej i delikatniej niż można by przypuszczać. Jak bardzo pragnę, żeby obejmowały mnie tak zawsze. Jak momenty, wydarzenia, noce, sprawią, że odległości i granice maleją, zacierając rozsądek w naszym umyśle. Szkoda tylko, że z każdego snu trzeba się w końcu zbudzić. A nad ranem, nawet najbardziej otwarte ramiona, zamykają się, ale już nie na twoim ciele. Zamykają się na twoje ciało.

---------------------------------------------
Musicie mi wybaczyć moje nieregularne dodawanie rozdziałów. Trudno mi ostatnio znaleźć na to czas. Wolicie żebym zawiesiła na jakich czas bloga, a potem dodawała notki regularnie, czy dodawać tak jak teraz, co jakiś czas?

Dziękuję za takie wspaniałe komentarze pod wcześniejszym postem. Dla takich miłych słów warto pisać. Jeśli macie ochotę za dłuższa konwersację, lub chcecie o coś zapytać, zapraszam tutaj: <link>

Podobają mi się wasze dedukcje dotyczące N. - chociaż podejrzewam, że to na tyle skomplikowane, że i tak nie zgadniecie (nie to, że was nie doceniam ;)). Nie mogę wam nic podpowiedzieć, bo to wszystko by zepsuło, a chce żeby na koniec wypłynęło z tych listów ładne przesłanie.

Z racji, że zbliżają się walentynki, życzę wam dużo miłości (ale nie takiej trudnej i skomplikowanej, jakiej doświadczają moi bohaterowie :P).

- Anna

piątek, 24 października 2014

Chodź, będziemy oswajać swoją samotność, ty i ja - oddaleni od siebie o setki niepocałunków i niedotyków.



Drogi Nieznajomy

Dobrze, że jesteś,
bo wczoraj znowu bolało mnie serce,
a ciągle nie mam pomysłu na życie.


Musisz mi pomóc,
bo od szesnastu dni pada deszcz
i życie powoli zaczyna mi się rozmywać.


                                   Jarosław Borszewicz - Dobrze, że jesteś

Mówiłeś mi to, co świadomość poopowiadała mi, że jest złe. Znasz moją przeszłość, piękny Przebiegły. Możesz maczać w niej palcami, tak jak zechcesz i to chyba najbardziej doprowadza mnie do szaleństwa. Świadomość, jak wiele o mnie wiesz. Widziałeś moje ukryte uczucia, takimi jakie są, nie takimi, jakie pokazuje je innym.
Nagość. Tak, to słowo chyba najlepiej oddaje mój stan, gdy twoje ciemne tęczówki przeszywają mnie na wylot. Sam wiesz dlaczego się nie poddam, chociaż wielu już wznosiło toasty za moją klęskę.
Powiedzieć, że tęsknię to nie potrafić nazwać uczucia. Otwórz mi nocą tylnie wejście w swoim umyśle. Spotkajmy się myślami, kiedy nie możemy objąć ramionami.

N.
***

Kiedy zmierzając holem przy wejściu do hotelu poprawiałam mankiety koszuli przede mną ukazał się wesoło uśmiechający chłopak. Jego szeroki uśmiech i jasne, trochę rozczochrane włosy, błyszczały na tle szklanych drzwi obrotowych. Pokręciłem głową z dezaprobatą i jakimś ciepłym uczuciem, które zawsze mnie wypełniało, kiedy go widziałem. Jego zwichrzona fryzura podskakiwała, kiedy biegł w moim kierunku.
- Kibum - uśmiechnąłem się.
- Cześć Minho - kąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej, po czym okręcił się w około patrząc do góry. - Woah...! To twój hotel?
- Prawie - zaśmiałem się.
- Niesamowity!
- Co cię do mnie sprowadza?
- Chciałem się przywitać, w końcu to mój pierwszy raz, kiedy mogę chodzić, gdzie chce i nikt mnie nie kontroluje.
Założyłem ręce.
- Nie wierze, że Jonghyun nie sprawdza sto razy dziennie, czy przypadkiem nic ci się nie stało.
Zarumienił się lekko, odwracając wzrok.
- Coś ty... ma dużo pracy.
Splątał dłonie za plecami i ponownie się uśmiechnął. Odkąd pamiętam miałem wrażenie, że Kibum nie dorasta, a po prostu rośnie. Otaczała go aura niewinnego, przyjaznego spojrzenia na rzeczywistość. Zawsze szukał we wszystkim pozytywnego aspektu i dawał każdemu bezgraniczny kredyt zaufania.
- Poza tym - dodał - umówiłem się z nim tu popołudniu.
- W takim razie hotel jest do twojej dyspozycji. Możesz coś zjeść w restauracji, albo odpocząć w moim gabinecie.
Kiwnął głową, a ja kątem oka zauważyłem, jak Taemin niesie jakąś paczkę do windy.
- Wpadnę do ciebie później, ok? - spojrzałem na Kibuma.
Kiwną głową. Uśmiechnąłem się i ruszyłem za Taeminem. Jednak ku jego nieszczęściu, wpadł na moją siostrę, za nim zdążyłem wsiąść za nim do windy.

***

Czekając na Jonghyuna w restauracji spoglądałem co jakiś czas na zegarek. Popijając kawę, wróciłem do trochę wcześniejszych lat naszej znajomości...

3 lata wcześniej.

Był chłodny wieczór, a na niebie mgła zasłaniała wszystkie gwiazdy, kiedy odwiedził mnie tego dnia Jonghyun. Miał wysoko postawiony kołnierz granatowego płaszcza. Za długa grzywka opadała mu na jedno oko, a jego wargi ściskały dymiący papieros. To była jedna z tych jesieni podczas trwania naszej znajomości, kiedy Jonghyun wydawał się bardzo buntować wobec otaczającego go świata.
Zmierzwiłem w biegu włosy, aby zakryć swoją twarz i podbiegłem do bramy. Chłopak wyjął z ust papierosa i upuścił go na ziemie, gasząc czubkiem buta.
- Palenie bardzo szkodzi na zdrowie - wyszeptałem onieśmielony jego przeszywającym, ciemnym spojrzeniem. Od pewnego czasu czułem się strasznie niezręcznie w jego towarzystwie i nie potrafiłem zrozumieć dlaczego. W końcu jeszcze nie tak dawno śmialiśmy się razem, rzucając w siebie śniegiem i czytając
- Wiem, dlatego nie palę przy tobie.
Wyciągnął do mnie rękę, a jego palce znalazły się na moim podbródku, unosząc go ku górze.
- Jeśli chciałeś ukryć ślady pobicia - powiedział rzeczowo, jak lekarz na obdukcji - trzeba było machać tymi włosami w środku budynku, a nie na linii mojego wzroku.
Przejechał kciukiem po moim policzku, ochładzając lekko moją zaczerwienioną buzie. Odwróciłem wzrok, ukrywając palącą buzię. Puścił mnie i włożył dłonie do kieszeni.
- Kto ci to zrobił?
Zaczęło się. To było pokrzepiające, że chciał mi pomagać, jednak mimo wszystko nie mogłem polegać na nim zawsze i lecieć do niego z każdym problemem. Szczególnie, że oberwałem z powodu właśnie tego, że wielu osobom w sierocińcu nie podobały się moje zabezpieczone plecy.
- To nic wielkiego - wzruszyłem ramionami. - Nie zawsze da się uniknąć tutaj bójki.
Zwęził spojrzenie, ściskając lekko usta.
- W piątek mam wolne popołudnie, moja mam wyjeżdża ze swoim nowym chłopakiem.
Kiwnąłem głową. Temat matki Jonghyuna  to zawsze była dlamnie trudna do zrozumienia sprawa.
- Tak czy siak... Mógłbyś wpaść do mnie na noc. Zawsze to jedna noc poza tymi murami. Nie martw się dyrektorką, mam na nią swoje sposoby.
Moje serce przyspieszyło, kiedy usłyszałem jego słowa. Być w domu Jonghyuna? W jego pokoju? Zobaczyć jak mieszka? To byłoby jak spełnienie marzeń...

***

Kiedy skończyłem pracę, którą zadała mi Elizabet zszedłem do recepcji. Wydawało mi się, że nie jestem podatny na uroki życia uczuciowego i już dawno wypaliłem w sobie fascynacje do zgłębiania duszącego w piersi uczucia jakim jest miłość. Do czasu.
Kiedy bębniłem palcami o blat na recepcji, czekając na przesyłkę kuriera, do hotelu wszedł mężczyzna w średnim wieku. Kiedy nasz wzrok na chwile się przeciął mimowolnie moja ręka zatrzymała się w powietrzu. Te czarne tęczówki z niebieskimi plamkami widziałem tylko u jednej osoby. U mojej matki.
Miała wyjątkowe oczy, lekkie spojrzenie o delikatnym refleksie bryzy unoszącej się na tle morza. Myślałem, że takie oczy zdarzają się tylko raz na milion. To było trochę rozczarowujące uczucie, ale jednocześnie moje serce przyśpieszyło, jakbym poczuł ponownie przy sobie jej obecność.
Mężczyzna był podenerwowany. Chodził niespokojnie, jakby nie wiedział od czego ma zacząć, ani czy w ogóle powinien tu być. Będę tego żałować, a mimo to idę w jego kierunku. Jak magnes przyciągany bezwiednie do celu.
- Czy mogę w czymś pomóc? - spytałem, w nietypowy dla siebie, przyjazny sposób. Prawdopodobnie wrażenie mamy wyciągało na wierzch wszystkie pozytywne emocje.
- Pracujesz tutaj? - uśmiechnął się nieśmiało.
- Tak.
- Ja... mam na imię Jun, ja... ach, to się nie uda.
- Co takiego? - spytałem stanowczo zbyt pochopnie budząc w sobie zainteresowanie,
Usiedliśmy w kącie, a Jun opowiedział mi jak się tutaj znalazł. Jego była dziewczyna znajdowała się właśnie w tym hotelu, po tym jak ich rodziny zmusiły ich do zerwania. Hana była malarką, a Jun uczył się na lekarza. Poznali się jeszcze w szkole średniej i przez dłuższy czas musieli ukrywać swój związek, ponieważ rodzice obojga z nich od bardzo dawna szczerze się nienawidzili. Można by powiedzieć - współcześni Romeo i Julia.
- Widzisz Taemin - powiedział chłopak, chowając twarz w dłoniach. - Tamtego dnia, kiedy rodzina dowiedziała się o naszym związku, zareagowałem jak dupek. Jej krewni obracają się bardzo artystycznych dziedzinach zawodowych i prowadzą wiele galerii sztuki. Jednak mój ojciec nie uważa tego zawodu za przyszłościowy i to był pierwszy zarzut jakim została obrzucona przez mojego ojca, że nigdy nie będzie w stanie zarobić na tych swoich głupotach. Nawet jeśli teraz pochodzi z bogatej rodziny.
- Nie zgadną, twój ojciec jest lekarzem?
- Tak.
- Pozwoliłeś jej odejść?
- Zatkało mnie... Chciałem ją chronić, naprawdę! Jednak czułem się, jakbym zdradzał rodziców, którzy zapewniali mi, ich jedynemu synowi, wszystko co najlepsze.
- Więc co chcesz teraz zrobić? - spytałem patrząc na niego z ukosa.
- Przeprosić ją - wyjąkał. - Powinienem był od razu to zrobić, ale zabrakło mi odwagi. Chce dla niej skończyć z podporządkowywaniem się rodzicom, nawet jeśli czeka mnie za to odcięcie finansowe.
- Dlaczego Hana zatrzymała się w hotelu?
- Nasza wspólna przyjaciółka powiedziała mi, że mają tu najlepsze spa w Seulu. Poza tym chciała wyrwać się z domu, gdzie wszyscy mówili jej, że skończy ze mną właśnie tak.
Kiedy mężczyzna mówił o swojej narzeczonej, widziałem w jego oczach to czego tak bardzo nie rozumiałem i nie znałem – miłość. To uczucie  wzięło górę nad rozsądkiem bycia odpowiedzialnym w pracy powierzonej mi przez Minho.
– Pomogę ci.
- Naprawdę?
Zobaczyłem błysk w oczach Juna i to tylko bardziej zmotywowało mnie do działania. Chciałem to zobaczyć - szczęśliwe zakończenie. Przekonać się, że ta dziewczyna na górze równie mocno pragnie spotkania z tym mężczyzną.
Korzystając z przywileju bycia pracownikiem hotelu i wchodzenia tam gdzie zechce, ukradłem zapasowy klucz do pokoju Hany, równie szybko i niepostrzeżenie, jak prześlizgnąłem się z Junem na jej piętro.
- Nie będziesz miał zbyt wiele czasu jeśli twoje dziewczyna głośno cię przywita –ostrzegłem mężczyznę. – Poza tym na pewno mają więcej kluczy do tego pokoju.
- Rozumiem, dziękuje.
Kiedy zniknął za drzwiami pokoju nr 218, usłyszałem zaskoczony głos Hany. Zagryzłem wargę zaczynając odliczać w myślach minuty do zjawienia się ochrony. Ciśnienie dopiero mi podskoczyło, kiedy na horyzoncie zobaczyłem Minho.
- Recepcjoniści przekazali mi, że zwinąłeś im klucz do pokoju - powiedział ze złością.
Najwyraźniej nie byłem tak sprytny, jak myślałem. Na moją niekorzyść na pewno nie przemówiło jeszcze większe podniesienie się głosu kobiety w pokoju.
- Kogo ty tam wpuściłeś! – krzyknął Minho. – Do cholery, zaraz będzie tu ochrona, ale za nim dostane zapasowy zestaw kluczy w środku może stać się coś złego!
Poczułem, jak klucze w mojej dłoni prawie wypadają mi z uścisku. Minho szybko to zauważył. Schowałem rękę za siebie. Jeśli do tej pory Minho był zły to teraz dopiero się wkurzył.
- Taemin – syknął stanowczo. – Oddaj mi te klucze.
Pokręciłem głową.
- Taemin. – ruszył w moim kierunku.
Był wyższy i silniejszy niż ja. Nie mogłem się z nim mierzyć siłą. Postanowiłem więc ruszyć głową. Czego Minho mi nie zrobi... Klucze wylądowały w moich bokserkach. Minho zatrzymał się i otworzył z niedowierzaniem usta.
- Myślisz – syknął. -  Doprawdy, naprawdę myślisz, że ich stamtąd nie wyciągnę?
Usłyszeliśmy płacz i w tej samej chwili Minho ruszył na mnie, łapiąc za nadgarstek. Próbowałem się wyrwać jednym szybkim szarpnięciem, ale moja siła sprawiła tylko, że prawie na niego wpadłem. Odskoczyłem, jak oparzony. Całą siłą zapaprałem się butami o powietrznie holu, ale w efekcie ślizgając się, zjechałem do pozycji siedzącej.
-  Taemin, co ty wprawiasz!
Chciał mnie podnieść, ale tym razem moja masa ciał okazała się lepiej rozkładać na ziemi i nie miał już takiej prostej możliwości podniesienia mnie. Zacisnął usta i za nim się obejrzałem siedział na mnie okrakiem, przyciskając moje nadgarstki do ziemi.
- Wyciągniesz te klucze czy nie? – spytał, ale nie aby grać na zwłokę. To było ultimatum, a jego oczy mówiły mi, że jeśli tego nie zrobię weźmie klucze siłą.
- Nie - wydusiłem.
Jego usta zacisnęły się, a on przez ułamek sekundy się zawahał. Przez ułamek sekundy widziałem w jego tęczówkach jakąś obawę. Jednak nie była to obawa o złamanie swoich zasad, a zaskakująco, obawa przed przekroczeniem mojej własnej granicy. Po tej sekundzie puścił moje nadgarstki i zaczął rozpinać moją koszulę, a właściwe rozrywać, wyciągając ją ze szlufek moich spodni. Kilka guzików potoczyło się po podłodze, moje palce znalazły się na jego klatce piersiowej. Chciałem go odepchnąć, ale moje ręce były tak wiotkie, że nawet go nie ruszyłem. Klamra od paska świsnęła mi przed oczami, a ja zamarłem. Złapałem go za rękę, a on wykrzyknął.
- Dlaczego tak bardzo nie chcesz dać mi tego klucza!?
Niespodziewanie nasze oczy się spotkały, a on zastygł. Jego dłonie pozostały na moim rozporku, a oddech przestał napędzać poruszające się w powietrzu cząsteczki atomów.
Dlaczego to robiłem? Bo chciałem zobaczyć miłość. To było łatwe. Odpowiedź była łatwa. Tylko cholerne wypowiedzenie jej na głos było trudne. Zadrżałem. Jego oczy się rozszerzył.
Dopiero po niekończącej się minucie miałem wrażenie, że ktoś nacisnął play i świat znowu ruszył. Spojrzeliśmy za siebie, bo ochrona właśnie dotarła na górę i nie była sama. Kilkanaście par oczy wpatrywało się w nas z zaskoczonym wyrazem twarzy. Szczególnie Elizabet wyglądała, jakby nie wierzyła w to co widzi. Faktycznie, wyglądaliśmy dziwnie w takiej pozycji. Ja do połowy rozebrany i właściwie jak ofiara gwałtu, a Minho siedzący na mnie i przyciskający mnie do podłogi.
Choi opanował się pierwszy, podrywając się do góry z zażenowaniem na twarzy. Wyrwał klucz z ręki jednego z ochroniarzy i popędził z powrotem do drzwi. Od dłuższego czasu nie słyszeliśmy żadnych odgłosów zza ściany i zacząłem zastanawiać się, jak to interpretować. Może rzeczywiście źle odczytałem intencje Juna. Zacisnąłem usta wstając na nogi.
Minho pchnął energicznie drzwi i naszym oczom ukazała się para wtulonych w siebie ludzi. Dziewczyna tłumiła lekki szloch w ramionach Juna, a on gładził ją po włosach. Zapiąłem pasek, przywołując na twarz trochę opanowania, jakbym wcześniej wcale nie był zdenerwowany i niepewny podjętej w emocjach decyzji.
- Taemin! - mężczyzna wreszcie nas dostrzegł, a dziewczyna uśmiechnęła się do nas nieśmiało. - Hana zgodziła się zostać moją żoną!
Zgromadzona grupa gapiów odetchnęła z ulgą, rozchodząc się i mrucząc coś do siebie, a kilkoro osób stwierdziło, że przecież nie stało się nic wielkiego. Zapiąłem kilka pozostałych w mojej koszuli guzików, siląc się na przyjazny uśmiech wobec Juna, ale Minho, który właśnie wracał do siebie z ataku szoku, zmroził mnie spojrzeniem. Nie wiem, czy czuł ulgę, że nic się nie stało, ale wyraźnie dobre zakończenie nie miało dla niego znaczenia i za chwile miał zamiar dać mi niezłą burę.
- Taemin - powiedziała Hana, ściskając bluzkę dłonią, na której pobłyskiwał pierścionek. - Dziękuje, że pomogłeś Junowi. Gdyby nie ty, może nigdy byśmy już się nie spotkali. Jutro miała wyjechać z kraju za granice.
Wzruszyłem ramionami, aby pokazać, że to nic takiego. Chociaż tak naprawdę, jej szczęśliwe spojrzenie dziwnie mnie rozgrzewało.
Pożegnaliśmy się, kiedy wsiadali do samochodu, starając się nie zmoknąć od deszczu. Usłyszałem głośny grzmot, kiedy zmierzyłem się twarzą w twarz z Elizabet. Zachmurzone niebo nie przepuszczało ani odrobiny światła.
- Nie masz żadnych granic moralności - syknęła, a błysk na niebie rozświetlił jej twarz. - Doigrałeś się. Najlepsze jest to, że sam przyniosłeś mi na tacy powody, aby móc renegocjować zerwanie umowy, którą zawarłeś z naszym ojcem.
Zagryzłem wargę i poczułem strach. Kiedy pomagałem Junowi nie sądziłem, że narobię takiego zamieszania. Tymczasem dostarczyłem kłopotów pracodawcy, a przecież moim obowiązkiem było zapewnianie mu spokoju i przyjemności. Ukradkiem oka zobaczyłem Minho. Szukałem w nim jakiejś oznaki, że jak zwykle wstawi się jakoś za mną przed siostrą. Jednak tym razem jego twarz był zacięta, a on starał się unikać moje wzroku.
Poczułem atak paniki. To nie mogło się tak skończyć. Nie mogłem stracić tych pieniędzy. Za bardzo ich potrzebowałem. Byłem idiotą. Dlaczego nie siedziałem cicho. Dlaczego musiałem wychylić się z czymś takim. Przed oczami stanęło mi ciemne pomieszczenie. Klatka, która otaczała mnie przez ostatnie lata mojego życia. Moje serce uderzyło mocniej i odbiło się echem w tamtych czterech ścianach, które oplatały pnącza ciemnych kwiatów. To, co tu i teraz, to była moja ostatnia szansa. Nawet jeśli miałem stracić tu cała resztę honoru, jaka jeszcze mi pozostała, musiałem to uczynić.
Zacisnąłem dłonie i wiedziałem już, że nie zostało mi nic poza jednym. Pochyliłem głowę, zasłaniając oczy włosami, po czym upadłem na kolana, tuż przy nogach Elizabet.
- Błagam - szepnąłem. - Wybacz mi.

***

Mimo, że nie taki był mój plan, kolejny raz zerkałem przez szyby na podjazd do hotelu. Elizabet była bezwzględna. Kazała stać Taeminowi na deszczu aż nie pozwoli mu wejść do środka. Chociaż sam nie byłem lepszy... Czy karanie go w taki sposób to było jakiejś wyjście?
- Uparty ten dzieciak - usłyszałem głos jednego z pracowników sprzątających. - Może powinniście mu  już odpuścić? W końcu to wasz kuzyn.
Spojrzałem na niego wytracony z zamyślenia. Wyjąłem jedną dłoń z kieszeni spodni i oparłem ją o szklaną szybę przy wejściu do hotelu.
- Zachował się bardzo lekkomyślnie.
- Ale wyraźnie tego żałuje, niech pan popatrzy - powiedział mężczyzna z jakimś rozczuleniem i popchnął dalej wózek ze środkami czyszczącymi.
Westchnąłem. To nie było raczej żałowanie, a zwyczajna desperacja w zatrzymaniu umowy. Tylko skąd w nim aż taka desperacja, która popchnęła go tak głęboko, że żadna pojęcie dumy nie funkcjonuje już w jego słowniku?

***

Byłem już tak mokry, że nie robiły mi różnicy kolejne strumienie wody spływające po moim ciele. Chłód stał się już tylko miarodajnym uczuciem, które dochodziło do mnie gdzieś z daleka.
- Wejdź do środka.
Nie odwróciłem się nawet o milimetr, kiedy Minho stanął kilka kroków ode mnie w miejscu, gdzie kończyło się zadaszenie.
- Wejdź do środka - powtórzył spokojnie, ale z naciskiem.
Pokręciłem głową, a kolejne dawka wody ściekła mi za koszulkę. Lekki podmuch wiatru otarł się o moje ciało sprawiając, że odruchowo zadrżałem.
- Myślisz, że jak się tu wykończysz, to będzie dobrą rekompensatą za poniesione przez nas szkody? - syknął. - Kolejny raz zachowujesz się nierozsądnie.
Pokręciłem znowu głową, chociaż nie wiem na co tak właściwie odpowiadałem w ten sposób. Usłyszałem, jak Minho się spina, a następnie wychodzi na deszcze. Złapał mnie za ramiona i okręcił w swoją stronę. Mokre włosy zatańczyły mi przed oczami, gdy zostałem zmuszony do spojrzenia mu w oczy. Musiał być naprawdę wściekły, skoro robił taką scenę przed hotelem. Zacisnąłem usta.
- Przestań - wyrzuciłem. - Chce odpokutować za to co zrobiłem.
- To zrób to w mniej idiotyczny sposób! - potrząsną mną ze złością.
- Takie było moje zadanie i wykonam je do końca.
- Oszalałeś?
Mierzyliśmy się wzrokiem, kiedy deszcz wzmógł jeszcze bardziej. Uświadomiłem sobie, że kłócę się z moim pracodawcą, co nigdy wcześniej się nie zdarzało. Zacisnąłem dłonie, opuszczając ramiona.
- Proszę, nie zrywaj umowy - wyjąkałem zaskakując chyba bardziej siebie swoją uległością, niż jego. Moje usta zadrżały, a on przestał mną potrząsać. - To ty tu rozkazujesz. Zrobię, co zechce, tylko... proszę...
Minho wyglądał przez chwile, jakby zastanawiał się o czym właściwie bredzę, aż w końcu na jego twarz znowu wstąpiła wściekłość.
- Masz racje - puścił mnie, odchodząc do tyłu kilka kroków. - To ja tu rozkazuje i masz mnie do cholery słuchać! - zdarzałem słysząc jego nagły, mocny ton głosu. - Więc zabieraj stąd ten uparty tyłek i właź do środka!
Moje oczy rozszerzyły się, a usta rozchyliły. Wpatrywał się we mnie, a właściwie przyciskał do ziemi swoją charyzmatyczną postawą. Byłem szczerze zaskoczony jego tonem głosu i tym, jak wykorzystał nagle swoją pozycję. Naciągnąłem na ramie skrawek mokrej bluzy i posłusznie wykonałem to czego ode mnie zażądał. Czułem się jak pod ostrzałem, idąc do windy. Ściekało ze mnie na podłogę i miałem wrażenie, że choć było mi zimno, moje ciało było rozpalone. Minho wsiadł ze mną do windy, a w powietrzu wyczuwałem, że nie zeszły z niego emocje po tym niespodziewanym użyciu władzy.
Weszliśmy do pokoju nawet nie zapalając za sobą światła. Światła błyskawic przecinających niebo błyskały za szybami, a ja stałem jakbym był u niego pierwszy raz.
- Ściągaj te ciuchy i załóż coś suchego.
Poczułem lodowaty chłód płynąc z jego głosu. Był zły. Naprawdę zły. Usiadł na kanapie nawet się do mnie nie odwracając. Dziwne. Było coś ciężkiego do zaakceptowania w jego postawie, co nagle się we mnie zbudziło. Jednak nic nie mówiąc wykonałem jego polecenie. Kiedy wróciłem, z luźno rzuconym na włosy ręcznikiem, nadal wyglądał tak samo. Zacisnąłem usta. Dlaczego to analizowałem? To nie miało sensu, a rysowało tyle emocji.
- Czego ty ode mnie oczekujesz Minho? - powiedziałem zaskakując sam siebie, że pytałem o to tak wprost. - Raz nie chcesz się do mnie zbliżać i przeczekać tę umowę po prostu nic nie robiąc. Potem chcesz żebym wykonał umowę na takich zasadach, jak zwykły pracownik, bo nie zamierzasz traktować mnie, jak zabawkę, z którą można robić co się chce. A teraz nagle chcesz bawić się w mojego pana i sprawdzić ile twoich rozkazów jestem w stanie wypełnić bez słowa protestu?
- A ty znowu o tej umowie!  - warknął podnosząc się i obracając w moją stronę.
- Jasne, że znowu o niej! - również podniosłem głos. - To nie moje wina, że nie wiem czego ode mnie oczekujesz! Mam prawo czuć się pogubiony, kiedy podpisuje jakiś papierek, a potem ty wywracasz zasady jego działania do góry nogami!
- Więc czego chcesz! - krzyknął. - Tego? - zbliżył się. - Mam cię ustawić tak, jak pisze w tej idiotycznej umowie i wykorzystać tak bardzo, aż nie zostanie w tobie nawet odrobina godności!?
Zacisnąłem dłonie.
- Może to byłoby lepsze niż ciągłe mieszanie mi w głowie!
- Bardzo proszę! - wykrzyknął. - Chcesz tej umowy!? To będziesz ją miał!
Za nim zdążyłem zrozumieć, że naprawdę mówi serio, pociągnął mnie z całej siły za nadgarstek, drugą ręką przyciągając za kark. Jego wargi rozwarły mi usta w momencie, kiedy złapałem ostatni wdech. Zacisnął palce na mojej skórze, a jego usta zagłębiły się w moich. Bałem się poruszyć i ledwo zdusiłem piśnięcie, kiedy przycisnął mnie do siebie jeszcze bliżej, a jego place wplotły się w moje mokre włosy. Nie byłem przygotowany na taki ruch z jego strony i nie miałem pojęcia co powinienem zrobić. Gdyby to był normalny klient, bez zadawania pytań oddałbym pocałunek. Jednak to był Minho...
Był dziwnie ciepły. Nie wiem. Albo ja byłem taki zmarznięty, albo on był taki gorący. Moje szeroko otwarte oczy powoli zaczęły przysłaniać opadające powieki, a moje nogi stały się jakieś słabe. Minho chyba to wyczuł, bo nagle jego usta straciły kontakt z moimi. Miał przyspieszony oddech i spoglądał na mnie z odległości kilku centymetrów. Nadal ściskał mnie w swoich objęciach.
- Taemin?
Podniosłem wzrok, ale ciało nie bardzo chciało mnie słuchać. Moje dłoń opadł swobodnie wzdłuż mojego boku, a ja straciłem kontakt z rzeczywistością.

***

Za oknem nadal padało, ale burza wydawała się już cichnąć. Usiadłem na brzegu łóżka. Jeszcze chwile temu był tu lekarz, aby odłączyć kroplówkę od ręki Taemina. Kiedy zanosiłem go do pokoju był tak lekki i wiotki jak piórko. Doktor stwierdził, że to przeziębienie, ale Taemin wyglądał na tak wycieńczonego, że postanowił podać mu dożylnie coś co szybciej go wzmocni.
W pomieszczeniu panowała ciemność. Spojrzałem na jego twarz. Był blady, a gęste włosy rozkładały się wokół jego głowy, jak ciemna aureola. Był spokojny. Jego klatka piersiowa unosiła się regularnie, a zacięty do tej pory wyraz twarzy, nie miał już w sobie nic ze wściekłości.
Westchnąłem i oparłem łokieć na udzie. Przeczesałem włosy dłonią, po czym położyłem ją na czole, zasłaniając sobie oczy zmierzwionymi kosmykami. Co we mnie dzisiaj wstąpiło? Kim był ten wściekły gość, który używał jakieś chorej władzy i wyżywał się na niczemu winnym chłopaku? Co gorsza, kim był ten, który go pocałował?
Nigdy nie posunąłem się do bawienie kimś, ani wykorzystywania go w sposób, który przekraczał jego granice. Nie pocałowałbym kogokolwiek, gdziekolwiek, po jakąkolwiek cholerę nie związaną ze szczerymi uczuciami. Więc co? Zrobiłem to, bo to coś dla mnie znaczyło? Chciałem go pocałować?
Poza szczeniackimi czasami szkoły, kiedy to razem z Jonghyunem próbowaliśmy różnych rzeczy, jak to niemądre, rozpieszczone dzieciaki z bogatej rodziny, nie myślałem nawet o całowaniu z chłopakiem.

***

Zbudziło mnie światło zza okien. Nie wiem, jak znalazłem się w swoim pokoju, ale czułem, że nie jestem w nim sam. Spojrzałem na Minho, który siedział obok mnie, opierając się plecami o ramę łóżka. Kiedy powoli otworzył oczy nasze spojrzenia się spotkały. Nasz pocałunek z wczorajszego wieczora wrócił do mnie, powoli, klatka po klatka. Po jego spojrzeniu wiedziałem, że on także pamiętał go tak intensywnie, jak ja. Promienie wschodzącego słońca przedzierały się przez szklane okna, rozświetlając jego twarz.
Było jakoś inaczej między nami, a ja czułem się jakoś bezpieczniej. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu, czułem się spokojnie. Ten stan, który mnie owładną pociągał za dawno nie używane sznureczki w mojej głowie. Przewróciłem się na bok w jego stronę. Wyciągnąłem rękę spod kołdry i powoli położyłem ją na jego klatce piersiowej. Przesunąłem dłonią po idealnie wyprasowanej koszuli. Musiał się przebrać po wczorajszej ulewie. Jego ciało spięło się w odezwie na mój dotyk, ale mnie nie odepchnął. Westchnąłem, czując się jeszcze trochę niewyraźnie. Pociągnąłem go za skrawek marynarki, a ona posłusznie opuścił się trochę w dół, opierając na łokciu. Nasze spojrzenia ponownie się napotkały. Moje palce powędrowały pod jego marynarkę. Przejechałem nimi po jego plecach, czując jak jego ciało było ciepłe. Pachniał, jak dobrze zarabiający mężczyzna. Jego zapach był jednocześnie intensywny i wyszukany. Przysunąłem się do niego bliżej, a moja dłoń wróciła na jego klatkę piersiową. Owinąłem sobie wokół dłoni jego krawat i pociągnąłem go za niego, tak że teraz nasze usta znajdowały się tuż na przeciw siebie. Moje ciśnienie zaczęło wzrastać. Nie podejrzewałem, że będę dobrowolnie pragną seksu z klientem. Nachylał się nade mną, a spod wachlarza jego ciemnych rzęs wyczytałem, że on także jest rozpalony. To było poranne, nieco leniwe porządnie, jak rozbudzanie się po długim śnie. Jakby przez przymknięte okna, w świeci trochę na jawie, a jeszcze trochę w marzeniach, dotknąłem moimi ustami jego. Przechyliłem głowę i delikatnie pogłębiłem pocałunek, zagłębiając się w jego ciepłe wnętrze. Prawie przerwałem, kiedy niespodziewanie poczułem jego rękę na moich plecach. Zagarnął mnie do siebie, zjeżdżając palcami coraz niżej. Oddał pocałunek, stopniowo przejmując inicjatywę. Jego język przesunął się po moim rozpalając moje pożądanie.
Było mi zbyt dobrze. Przez to uczucie, w tamtym momencie nie czułem się tak, jakbym sprzedawał swoje ciało, ale jakby to była zwyczajna randka między dwojgiem ludzi, która skończyła się w łóżku. Jego dłonie powędrowały pod moją koszulkę, delikatnie pieszcząc moje ciało. Ustami zjechał wzdłuż mojej żuchwy, schodząc na moją szyje. Odchyliłem lekko głowę, pozwalając mu znaczyć językiem mokre ślady na mojej skórze. Między nogami czułem, jak jego penis zaczyna na mnie napierać. Przyciągnąłem go do siebie za pasek spodni, wciskając moje udo między jego nogi. Kiedy to zrobiłem, uścisk Minho wzmocnił się, a palce powędrowały w dół moich pleców. Jego dłonie wślizgnęły się pod materiał moich spodni dresowych i zacisnęły na pośladkach. Westchnąłem, przygryzając wargę.
Jakieś słowa chciały wpłynąć na moje usta, kiedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Najprawdopodobniej codzienna porcja śniadania przyjechała dzisiaj wcześniej. Minho zastygł uspokajając oddech, a kiedy nasze oczy się spotkały poczułem się spięty. Spięty tym, jak na mnie patrzy. To nie było takie spojrzenie, które widywałem w oczach podnieconych gości. To było coś więcej, coś innego, coś co dawało mglistą nadzieję na to, że ktoś patrzy na mnie, a nie przeze mnie...

czwartek, 3 lipca 2014

Czasem smak niewypowiedzianych słów, może być bardziej pociągający, niż dotyk jego ust.



List 4.

Witaj piękny nieznajomy,

Boje się. Chyba kot zeskoczył z dachu na parapet, a za oknem wzeszło słońce - ale to nic nie zmienia. Boje się, bo widzisz, chyba kocham cię za bardzo. Dobrze wiem, że nie powinienem kochać cię wcale, ale to już inna bajka...
Wiesz, jak łomocze moje serce, kiedy mnie dotykasz? Fakt, nie wiesz. Chociaż może  wiesz, ale raczej nie w taki sposób, jak ja. Zdaje sobie sprawę, że wyobrażam sobie za dużo. Spotkałem cię, pięknego, niedoścignionego, zbyt dobrego i nazbyt pociągającego. Nie znam zapachu, który byłby bardziej zniewalający niż twój. Pewnie, gdybyś był złym człowiekiem i chciał mnie wykorzystać, nie musiałbyś się nawet specjalnie starać.
Chciałbym być tylko twoim przyjacielem, nawet jeśli to słowo już wydaje się dla mnie wielkim wyróżnieniem. Tymczasem nie oddycham, kiedy spoglądasz mi w oczy; rozpływam się jak rzeka po odległych ulicach, czując bicie twojego serca; trzęsą mi się ręce, gdy robię ci kawę i nie potrafię zapominać, a tym bardziej tylko przy tobie bywać... 

Pewnego dnia może nauczę się
komfortu z nieznajomym
i nie będę czuć zimowego mrozu
patrząc na samotne noce*

N.

***

Zbudziłem się dziś w powietrzu przesiąkniętym ciepłym pieczywem i sokiem pomarańczowym To był czwarty dzień, a ja nadal nie zamawiałem do pokoju jedzenia. Mimo to, najwyraźniej Minho robił to codziennie za mnie.
Otworzyłem oczy, spoglądając na posiłek, i choć większość osób nazwałaby go smacznym, mi nie przychodziło do głowy nic więcej jak podstępnym. Każdego ranka coraz bardziej irytowało mnie niczym nieuzasadnione zachowanie Minho. Nie chciał seksu - nie mi decydować o jego preferencjach. Nie próbował mnie wykorzystać za umowę zawartą z jego ojcem, chociaż jego siostra szczerze mnie nienawidziła. Poza tym ten jego dziwny sposób patrzenia, kiedy spoglądał na mnie w momentach, gdy przeginałem na całej linii...
Wstałem z łóżka i ominąłem śniadanie, upuszczając na ziemie kawałek pościeli. Ubrałem się w swoje codzienne ciuchy i postanowiłem wykorzystać fakt, że mogę wyjść z pokoju. Nie planowałem się rozerwać. Raczej zabić czas, jak to się mówi. Nie interesowało mnie nic poza dostaniem pierwszej zaliczki pieniędzy, do której brakowało mi jeszcze 11 dni. Szybko pojąłem jednak, że nie przejdę niezauważony korytarzami hotelu. Młoda pokojówka, pchająca wózek z jedzeniem, poczęstowała mnie zaskoczonym spojrzeniem, ale najwyraźniej doszło do niej, że muszę być tym chłopakiem z pokoju Minho. Gorzej było z klientami. Przyzwyczaiłem się do zdegustowanych min ludzi, jakie niekiedy miałem okazje oglądać na ulicach Seulu. Tymczasem miejsce w jakim się obecnie znajdowałem, odbiegało w znacznym stopniu od tego, w jakim powinno się widywać osoby, takie jak ja.
Usiadłem przy barze w restauracji na dole. Wystrój obfitował w elegancki przepych, ale wzory i meble były raczej klasycznie stonowane. Napotkałem nieprzyjemne spojrzenie starszej kobiety w długiej, czarnej sukience, która szeptała coś do towarzyszącego jej mężczyzny w granatowym garniturze. Nie musiałem zgadywać, czym takim dzieli się ze swoim rozmówcą.
Normalnie zamówiłbym drinka, który akurat idealnie pozwoliłby mi na chwile rozluźnić się i zapomnieć o swoim nieciekawym położeniu. Jednak nie chciałem dolewać oliwy do ognia i poprosiłem o sok. Barman wydawał się zaskakująco nie pasować do wystroju, który go otaczał. Spokojne kolory ścian i ciemny, drewniany materiał lady oraz stołów wyraźnie gryzł się ze zbuntowaną iskierką w jego oczach.
- Dlaczego na mnie nie patrzysz? - spytałem.
Spojrzał w moim kierunku z pytającym wzrokiem.
- Wszyscy na mnie patrzą - dopowiedziałem.
- Nie uważasz, że to dlatego, że wglądasz inaczej niż oni?
- Ty też wyglądasz specyficznie - zarzuciłem mu zwężając wzrok.
- Ale ja mam białą koszulę i czarną kamizelkę.
Zlustrowałem go, a następnie spojrzałem na siebie. Miałem co prawda rozciągniętą bluzę i dziurawe spodnie, ale na ulicy uchodziło to raczej najczęściej w tłumie. Najwyraźniej w hotelu taki strój nie był już czymś przystającym do reszty.
- Nie jesteś jak oni, ale tak się ubierasz. Nie czujesz się tym ubezwłasnowolniony?
- Diabeł tkwi w szczegółach.
Spojrzał na podwinięte rękawy, po czym prawy kącik jego ust uniósł się ku górze. Podał mi mój sok i podszedł do innego klienta.
- Musisz się przebrać - zakomunikował Minho, zjawiając się nagle przy mnie.
Zerknął na przyglądających nam się ze stolików gości.
- Zmuś mnie - rzuciłem, biorąc łyk napoju.
Kątem oka zauważyłem, że przewraca oczami i wypuszcza powietrze. Nie mam pojęcia dlaczego to robiłem. Powinienem być wdzięczny, że przyjął mnie tak zaskakująco tolerancyjnie, a mimo to nie potrafiłem tego zaakceptować.
- Posłuchaj, nie mam w zwyczaju znęcać się nad dziećmi, ale prowokujesz mnie do podjęcia radykalnych środków.
- Chciałbym to zobaczyć.
- Sprawdzasz na ile możesz sobie przy mnie pozwolić? - spytał dość ostro. - Nie wiem na jakie zabawy pozwalali ci twoi wcześniejsi klienci, ale ze mną tak nie będzie.
Zacisnąłem palce na szklance, słysząc jego słowa. Dostałem to czego chciałem. Limit traktowania mnie przeciętnie zachwiał się dość mocno.
- Masz racje, nie wiesz - rzuciłem zimno, schodząc z krzesła.
Minąłem go i wyszedłem z restauracji. Po chwili grzecznie znalazłem się w pokoju Minho, nierównomiernie do tego niezadowolony. Usiadłem na kanapie krzyżując ręce.
- Posłuchaj, nie chce cię przebierać - powiedział właściciel hotelu. - Proszę cię tylko żebyś założył czyste ubrania.
Strój, który mi wybrał, nie odbiegał tak bardzo od mojego. Był jedynie czystszy i nowszy. Nie mogłem mu nie zarzucić, że nie szedł mi na rękę. Kolejny raz. Ściągnąłem bluzę, odrzucając ją na bok i złapałem to co dla mnie przygotował.
- Zaczekaj - złapał mnie za łokieć.
Odwróciłem twarz oburzony, ale kiedy zrozumiałem co zwróciło jego uwagę, zmarszczki na mojej twarzy wyprostowały się. Jego spojrzenie zatrzymało się na moim ramieniu, a właściwie na podłużnej, jasnej bliźnie, która zdobiła moja skórę. Nie wiem dlaczego, ale poczułem się zawstydzony, kiedy na nią patrzył. Może dlatego, że to był kolejny defekt, który czynił mnie tak bardzo dalekim od ideału, jakim był on. Powinienem był się wyrwać, ale gdy wyciągnął wolną rękę w moją stronę, zamarłem. Dotknął miejsca po dawnej ranię, przejeżdżając po niej opuszkami. Jego dotyk był ciepły. Delikatny. Jakbym był głaskany przez letni wiatr. Podniosłem wzrok, aby spojrzeć na jego oczy. Wyglądał jakby się martwił. Zacisnąłem usta. Nie mogłem dłużej znieść tego udawanego współczucia. Wyrwałem rękę.
- Nie patrz na mnie takim wzrokiem, jakby było ci smutno - rzuciłem oschle.
Zwinąłem ciuchy, odwróciłem się i skierowałem do łazienki.
- To musiało boleć.
Kiedy usłyszałem jego miękki głos, prawie zwolniłem kroku. Co to za irytujący koleś! Niech nie udaje, że jest takim pieprzonym bohaterem. Zagryzłem wargę, zamykając za sobą drzwi

***

- Elizabet! - usłyszałam męski głos, kiedy wysiadałam z windy.
Obróciłam się i spostrzegłam Tomasa Lee, znajomego ze studiów. Tomas prowadził firmę zajmującą się produkcją biżuterii. Kiedyś bardzo zazdrościłam mu tego, że nie przejął rodzinnego interesu, a wystartował z czymś całkowicie rozpoczętym przez siebie. W tamtym czasie nie potrafiłam się zdobyć na tak ryzykowny ruch jak on. Oglądając jednak Tomasa, któremu powodziło się naprawdę dobrze, pytania z tamtego okresu powróciły.
- Cześć - przywitałam się miernym uśmiechem. - Co cię do nas sprowadza?
- Miałem spotkanie z jednym z klientów z zagranicy. Wiesz: praca, praca, praca.
- Takie życie - wzruszyłam ramionami, unosząc kąciki ust.
- Ale co tam interesy, dawno się nie widzieliśmy, co powiesz na wspólną kawę?
Zawahałem się, co mu nie umknęło. Pokręcił głową.
- Daj spokój Lizz, jak zwykle próbujesz wymigać się od spotkania towarzyskiego.
Był miły i ciężko było mi odmówić. Uśmiechnęłam się i zgodziłam na jego propozycje chociaż wcale nie miałam ochoty.
- Słyszałem o śmierci twoje ojca - zaczął niepewnie, kiedy podano nam nasze zamówienie. - To musiało być dla ciebie ciężkie.
- Jakoś sobie radzę.
- Nic dziwnego, zawsze byłaś silna.
Założyłam kosmyki włosów za ucho i nachyliłam się, aby wziąć do ręki kawę.
- Akurat w naszym środowisku nie można sobie pozwolić na słabości.
- Jesteś jedną z niewielu kobiet, które nie uległy koreańskiej mani na słodkość i niewinność.
- Mam 23 lata Tomas, to chyba byłoby dziwaczne w moim wieku.
- Nieprawda - uśmiechnął się. - Przecież nie jesteś stara. Poza tym, nawet kiedy zaczynałaś studia, nie pozwalałaś sobie na takie zachowania. Po prostu nie chcesz być postrzegana jako bezbronna.
- Nawet jeśli istnieją ku temu inne pobudki, to efekt końcowy jest taki sam - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Apropo studiów, spotkałem ostatnio... - zaczął żywiołowo Tomas, jednak przestałam go słuchać w momencie, kiedy moją uwagę przykuła zgrabna, skąpo ubrana dziewczyna przy barze, która rozmawiała z Onew. Chłopak posłał jej swój firmowy, zawadiacki uśmiech, który ciężko było zinterpretować. Starałam się go zignorować i odwróciłam twarz w stronę Tomasa potakując jego słowom, chociaż nawet nie wiedziałam o czym właściwie teraz mówi.
- Elizabet?
- Hym? - spytałam, próbując zrozumieć o co mnie pyta.
Lee uśmiechnął się pobłażliwie.
- Pytałem, czy nie chciałabyś przyjść na prezentacje mojej nowej kolekcji biżuterii.
Chyba zrobiłam zbyt wymowną minę, bo znowu obdarzył mnie łagodnym spojrzeniem.
- Nie odmawiaj mi jeszcze nie. Mam nadzieje, że jednak wpadniesz.
- Nie obiecuje, ale jeśli uda mi się znaleźć czas, bardzo chętnie.
Usłyszałam stłumiony, kobiecy śmiech i moje irytacja ponownie wzrosła. Wkurzało mnie, że Onew zamiast skupić się na pracy bajeruje panienki.
- Przepraszam cię Tomas, ale chyba muszę już wracać do moich obowiązków.
- Zadzwonię jeszcze - powiedział zalotnie, a ja przez chwile miałam wrażenie, że mnie podrywa. - Dobrze wyglądasz Lizz, wiesz o tym, co?
- Ty też dobrze wyglądasz - odpowiedziałam lekko zmieszana.
- Podobno wystarczy kobiecie trzy razy powiedzieć, że jest ładna, aby za pierwszym razem podziękowała, uwierzyła za drugim, a wynagrodziła za trzecim.
- Możliwe - rzuciłam nerwowo.
- Sprawdzę to.
To byłoby trochę zaskakujące. Bardzo rzadko się z kimś umawiałam, a już na pewno z mężczyznami, którzy mnie dobrze znali. Każdy z nich widział we mnie jedynie zapracowaną egoistkę bez poczucia humoru. Nawet nie próbowali się do mnie zbliżyć.
Pożegnałam się przyjaźnie i podeszłam do baru, zakładając kosmyki włosów za ucho. Dziewczyna niedaleko mnie popijała wesoło drinka, stukając szpilką o krzesło obok niej. Onew spojrzał na mnie, a jego prawy kącik ust uniósł się ku górze. Przerzucił sobie przez ramię ściereczkę do polerowania i staną naprzeciw mnie.
- W czym mogę pomóc, pani Choi? - spytał aksamitnie rozpływającym się w powietrzu tonem głosu. Gdybym była zwykłą klientką prawdopodobnie kupiłby mnie tylko tym głosem.
- Fajnie ci się pracuje?
- Sprawdza pani poziom satysfakcji personelu w warunkach pracy?
- Jasne, że nie - skwitowałam z irytacją jego głupie pytanie. - Mam na myśli twoje pogawędki z klientami.
Przechylił głowę w lewo, podążając za moim ukradkowym spojrzeniem w stronę dziewczyny. Następnie spojrzał na mnie wyraźnie rozbawiony.
- O ile wiem, rozmowa z klientem to jeden z rodzajów zapewniania mu przyjemnego spędzenia czasu. A skoro klientka do mnie mówi, nie wypada jej nie odpowiedzieć, prawda, pani Choi?
Miał racje, a mimo to nie chciałam żeby ze mną wygrał.
- Zapewniaj jej przyjemność, ale nie flirtuj, jakbyś po pracy już był z nią umówiony na szybki numerek.
- Myśli pani, że jestem tak zdesperowany, czy mam taki słaby gust, podejmując flirt z każdą kolejną klientką, jaką pani mi wypomina?
Najzabawniejsze w naszych rozmowach było to, że Onew był w moim wieku, a mimo to nazywał mnie panią. Znał się ze mną i Minho od wielu lat, ale do moje brata zawsze zwracał się mniej formalnie. Nie żebym miała zamiar pozwolić mu nazywać mnie po imieniu. Jednak jego nieustające podkreślanie mojego statusu, jako jego pracodawcy, zamiast mi pochlebiać, tylko bardziej denerwowało. Tym bardziej, że jego ton był zawsze łobuzerski, a pani Choi brzmiało w jego ustach, jak całkowicie nie mające znaczenia wyższej rangi Cześć mała.
- Nic ci nie wypominam...
- A może szuka pani w około jedynie pretekstu żeby skomplikować sobie życie?
- Masz racje, nie mam co robić, tylko wymyślam sobie problemy.
- Płakała pani?
Spojrzałem na niego zaskoczona, a moja mina złagodniała.
- Słucham?
Onew nie dokończył, zostawił mnie na chwilę, aby przyjąć zamówienie od klienta. Kiedy go obsłużył i ponownie stanął naprzeciw mnie, miałam ściśnięte gardło.
- Nie zrobiła pani tego.
- Czego?
- Nie płakała pani po swoim ojcu - stwierdził, nawet nie znając odpowiedzi.
Zacisnełam dłonie.
- Nie byłam do niego przywiązana - wzburzyłam się nagle. - Przecież dobrze wiesz... - zaczęłam, ale urwałam. Nie potrzebnie przywoływałam wydarzenie z przeszłości, którego był świadkiem. Odgarnęłam włosy z ramienia, zabierając dłonie z lady baru. - Nie potrzebuje twoich spostrzeżeń. Mój ojciec umarł, bo tak najwyraźniej chciał los. Nie ma powodu zatrzymywać się i roztrząsać tej sprawy, jak nie wiadomo co.
- Mimo wszystko to był twój ostatni żyjący rodzić...
- Tym bardziej - przerwałam mu - nie powinnam popadać w jakieś chore, histeryczne zachowania. To on nauczył mnie, że trzeba twardo stąpać po ziemi.

***

Wyjrzałem przed okno, popijając kawę. Na dworze strasznie lało i nawet wiosenna temperatura nie ratowała powietrza przed zimną aurą. Usłyszałem przekręcenie zamka w drzwiach. Mało nie spadłem z parapetu, na którym się opierałem.
Podbiegłem na środek salonu, ślizgając się w ciapach po panelach. Dopiero, kiedy wyhamowałem, przypomniałem sobie, że miałem tego nie robić. Nie powinienem jak pies, czekać przy drzwiach na swojego pana. Zagryzłem wargę, ale i tak było już za późno. Jonghyun wszedł do środka, przeczesując mokre włosy.
- Dlaczego jesteś mokry? - spytałem, zapominając się nawet przywitać. - Nie wziąłeś parasolki?
- Nie sądziłem, że będzie tak padać - mruknął, zdejmując płaszcz.
Odstawiłem kubek i poszedłem po ręcznik. Jonghyun odstawił swoją teczkę na stół, siadając na kanapie. Wyglądał na zmęczonego. Uśmiechnąłem się do niego nieśmiało, nakrywając jego włosy ręcznikiem. Nasze spojrzenia się spotkały, kiedy pochyliłem się nad nim. Tajemnicze iskierki, zatańczyły w jego tęczówkach, a kąciki moich ust powoli opadły. Prawie zassało mi od środka żołądek, kiedy tak na mnie patrzył, a nogi samoistnie się pode mną ugięły. Kucałem teraz między jego kolanami i to on patrzył na mnie z góry. Uświadomiłem sobie, że nadal trzymam palcami koniec ręcznika. Jego usta drgnęły lekko, a mokre końcówki opadły mu na czoło. Chciałem zabrać rękę, ale spojrzał na mnie tak, jakby nie chciał żebym to robił.
- Pomóc ci się wytrzeć? - wydusiłem zdezorientowany.
Nie odpowiedział, ale pochylił się lekko w moją stronę. Moje serce przyśpieszyło swoją pracę, gdy jego oddech prawie owiał moją twarz. Deszcz wzmocnił jego naturalny, odurzający zapach. Pachniał mocną wodą po goleniu i papierem drukarskim. Wyciągnąłem drugą rękę i zacząłem wycierać kosmyki jego włosów. To była niesamowicie przyjemna czynność. Taka, która sprawiała mi radość, której nie powinienem był czuć. Tym bardziej, że jego usta były tak blisko moich. Całą siłą woli, walczyłem aby nie przymknąć powiek, czerpiąc z tej sytuacji maksimum rozkoszy... Boże, nie wierze, że tak to nazywam. Potrząsnąłem głową, ale gdy ponownie spotkałem jego spojrzenie, gorąco rozlewające się po moim ciele wróciło.
- Planuje wybrać się jutro do Minho - powiedziałem, żeby przełamać swoją dezorientacje.
- Na pewno się ucieszy.
- Masz jakieś problemy? - spytałem za nim ugryzłem się w język.
Otwieranie buzi to nie był jednak dobry pomysł.
- Dlaczego o to pytasz?
Zrobił się jeszcze bardziej niedostępny niż wcześniej.
- Po prostu jesteś małomówny. Za nim się tu wprowadziłem... - zacząłem i urwałem. - Chyba skończyłem.
Wstałem ściągając ręcznik z jego głowy. Jednak on nadal wpatrywał się we mnie uważnie. Podniósł się z kanapy i stanął naprzeciw mnie. A potem zrobił coś nieoczywistego. Jego dłoń znalazła się na moim policzku. Wszystko we mnie zwariowało, od burzy nagłych myśli, aż po karuzele moich emocji. Jego palce były chłodne od pogody za oknem.
- Masz racje - powiedział lekko nostalgicznie. - Od kiedy się tu wprowadziłeś, nawet nie mogliśmy właściwie porozmawiać. Tęsknię za tym - dodał.
- Hym? - wyrwało mi się.
Co on właśnie powiedział? Tęskni!?
- Nie przestawaj się przy mnie uśmiechać tylko dlatego, że ja tego nie robię. Obiecałeś mi.
Przejechał kciukiem po moim policzku. Uśmiechnąłem się lekko, nie mogąc jednak odgonić uczuć od jego dotyku.
- Odbiorę cię jutro od Minho - zakomunikował.
Byłem wdzięczny, że to był komunikat. Przynajmniej mogłem być pewien, że nie zmieni zdania. Kiedy Jonghyun coś komunikował, zawsze dotrzymywał słowa.
Zerwał kontakt fizyczny między nami, a ja czułem się, jak po maratonie najdłuższą ulicą w Seulu. Wypuściłem powietrze, kiedy oddalił się w stronę kuchni.
- Herbata ci wystygła - zauważył, wstawiając czajnik na gaz.
- Nie szkodzi - rzuciłem nieskładnie, kierując się do swojego pokoju. - Jest mi już wystarczająco ciepło.   

***
Popołudnie minęło mi na bieganiu po hotelu, w celu zanoszenia różnym działom  pracowniczym, grafików pracy na ten miesiąc i ustalaniu z nimi ewentualnych poprawek jakie chcieliby nanieść. Zadziwiająco, pracownicy nie okazywali mi spodziewanej niechęci. Prawdopodobnie Minho musiał ich uprzedzić o moim specyficznym, jak na te warunki, wyglądzie. Kiedy zaniosłem ostatnie papiery, znalazłem Minho w kuchni.
- Aj, amigo - zaćwierkał kucharz, mieszając coś w dużej, białej misce. - Czyżby to był twój uroczy kuzyn, szefie Choi!?
Minho uśmiechnął się do mnie łagodnie, co trochę mnie zaskoczyło i prawie wpadłem na kant jasnego blatu. Kuchnia była przestronna, a zapach jaki się w niej unosił sprawił, że poczułem jak burczy mi w brzuchu. Od rana prawie nic nie jadłem. Kilka osób w białych fartuchach smażyło coś na patelniach i kroiło kolorowe warzywa. Natomiast osoba, która się do mnie zwróciła, jak wnioskowałem chef kuchni, przygotowywał jakieś ciasto. Jego niezbyt precyzyjna składnia koreańskiego zdania, krótkie, kręcone włosy i okrągły brzuch, przywodził mi na myśl włoskiego kucharza z bajek dla dzieci.
- Słyszałem, że nie jesz moich potraw - rzucił mi oskarżycielsko, ale z miłym wyrazem twarzy. - Taki chudy! Niedługo twój brzuch się zapadnie!
Nie wiedziałem, jak zareagować na jego słowa, bo już od dawna nikt nie martwił się o to ile i co jem. Jego słowa zabrzmiały niemal, jak słowa ojca, co wywołało nieprzyjemne uczucie dziwnej tęsknoty. Wylał masę, którą przygotowywał, na swoje ciasto i włożył je do piekarnika. Po czym wyciągnął do nas pojemnik z polewą, która została mu w nadmiarze.
- Musicie spróbować mojego nadzienia, osłodzi nawet najcięższy dzień!
- Jestem przekonany, że wszytko co wychodzi z pod twojej ręki jest perfekcyjne - oznajmił Minho. Sięgnął po pozostałości w naczyniu i nabrał palcem czekoladowy mus, żeby następnie włożyć go do ust.
- Szef Choi to tak jak dziecko - zaśmiał się kucharz. - Od małego w taki sposób wykańcza pozostałości po moich daniach.
- Niewątpliwie miałem wyjątkowo smaczne dzieciństwo.
- Aj, Taemin, ty też spróbuj!
Chciałem zaprotestować, ale Minho już wyciągał do mnie łyżeczkę.
- Chef - zawołał jeden z pomocników kuchni. - Wydaliśmy ostatnie posiłki, miał nam Chef pokazać jak przygotować francuski omlet.
- Już idę - odpowiedział śpiewająco kucharz. - Musimy tylko pójść na zaplecze wybrać wszystkie składniki.  Jedz na zdrowie, Taemini!
Obdarzył mnie wesołym uśmiechem i za chwile zostaliśmy z Minho sami. Z niektórych stanowisk unosiła się jeszcze aromatyczna para, a lekki podmuch ciepłego powietrza po deszczu, wdarł się z uchylonego okna, i rozniósł mieszankę zapachową po pomieszczeniu.
- Spróbuj, jest pysze - odezwał się nagle Minho. - Amar robi niesamowite desery.
Spojrzałem w jego oczy i uderzyła mnie znowu jego spokojna, przyjazna mina, trochę ukazująca zmęczenie po ciężkim dniu. I po raz kolejny nie potrafiłem powstrzymać się od wypróbowania go.

***

Taemin zamiast wziąć łyżeczkę, zrobił coś zupełnie innego. Jego palce znalazły się na mojej dłoni, powstrzymując mnie przed zabraniem ręki. Spojrzałem na niego zaskoczony. W jego tęczówkach zatańczyły zadziorne iskierki. Rozchyliłem usta i już miałem zapytać co kombinuje, ale zareagował szybciej.
- Po co mamy brudzić łyżkę? - szepnął.
Pochylił lekko głowę, nie tracąc jednak kontaktu wzrokowego między nami. Moje ciało spięło się, kiedy włożył palec z nadzieniem do swoich ust. Jego wzrok, zza kotary ciemnych rzęs, zwęził się lekko i przybrał zmysłowy wyraz. Przejechał językiem, zlizując czekoladę i wyraźnie delektując się moją zdezorientowaną miną. Przymknął na chwile oczy, zaciskając lekko palce na mojej skórze. Jego ciepły oddech sprawił, że po moich plecach przebiegł dreszcz i sam nie wiedziałem, jak go interpretować. Kiedy skończył degustacje deseru, uśmiechnął się pewnie i puścił moją dłoń.
- Co ty robisz? - spytałem zdezorientowany.
- Poruszyło cię to?
Jego oczy nadal były pewne jakiejś dzikości. Nie miałem pojęcia dlaczego o to pytał. Miałem wrażenie, że praca jaką wykonuje, jest dla niego raczej nieprzyjemną koniecznością. Tymczasem sam wychodził z inicjatywą. Ostatecznie, stwierdziłem jednak, że zwyczajnie chce mnie zdenerwować.
- Mówiłem ci już, że nic z tego nie będzie - odpowiedziałem mu wymijająco.

***

- Masz dziewczynę? Nie zauważyłem żebyś się z kimś spotykał.
Usiadłem na krawędzi blatu i sięgnąłem po naczynie z czekoladą. To był chyba pierwszy posiłek (jeśli można go tak nazwać), który jadłem tu dobrowolnie. Nie mogłem nie przyznać, że chef kuchni przygotował naprawdę dobrą polewę.
- Z nikim się nie umawiam - rzucił niepewnie. - Przynajmniej nie na stałe.
- Dlaczego?
Zastanawiałem się, czy to niegrzeczne, że go tak wypytuje. Raczej nie miał powodów żeby opowiadać mi o swoim prywatnym życiu.
- Chcesz wiedzieć, czy byłbym w stanie być z mężczyzną, prawda? - powiedział z kpiarskim uśmiechem, który widziałem u niego pierwszy raz w życiu. Myślałem, że nie jest typem osoby, która jest w stanie się tak uśmiechać.
- To twoje pytanie. Zastanawiałem się nad tematem związków raczej ogólnie. Jesteś strasznie porządny.
- Słowo jakiego szukasz to prawdopodobnie nudny - sprostował.
- Nie jesteś nudny - powiedziałem, w sumie za nim zdążyłem to przemyśleć.
Spojrzałem mu w oczy, a on wyglądał, jakby to co powiedziałem, sprawiło mu przyjemność.
- Szkoda, że nie znałeś mnie w liceum. Jonghyun namówił mnie w tamtym czasie do tylu szalonych rzeczy, że pewnie teraz byś w to nie uwierzył.
- Masz racje - przyznałem, oblizując łyżeczkę. - Nie wierze.
Obrócił głowę w prawo, spoglądając jak ostatnie promienie słońca przenikają przez szybę. Wcześniej o tym nie myślałem, ale Minho był naprawdę przystojny. Zabawne, jak zwykła rozmowa wyzwoliła we mnie tendencje do przyjrzenia mu się uważnie. Normalnie nie zwracałem uwagi na wygląd moich klientów, bo zresztą, jakie on miał znaczenie? Musiałbym wykonać swoją robotę, tak czy inaczej. Moje preferencje nie odgrywały żadnej roli w takim układzie. Zauważył, że mu się przyglądam i także na mnie spojrzał.
- Czasem naprawdę nie wyglądasz jak irytujący, zbuntowany nastolatek, który z premedytacją chce mi dokopać na każdym kroku.
Przewróciłem oczami. Niechcący dotknąłem czekoladą końcówek moich włosów. Skrzywiłem się i już miałem szukać czegoś czym usunę polewę, kiedy niespodziewanie uprzedził mnie Minho.
Jego uśmiech z tak bliskiej odległości był jeszcze bardziej ciepły i miły. Usunął papierowym ręcznikiem czekoladę i przeczesał moje sklejone włosy. Poczułem jak moje ciśnienie niespodziewanie podskakuje pod wpływem jego dotyku. Popatrzył mi w oczy, a ja ignorując zdrowy rozsądek, złapałam go za klamrę paska, przyciągając do siebie. Jego biodra znalazły się pomiędzy moimi nogami, a on spoglądał na mnie naprawdę zaskoczony. Miałem doświadczenie w utrzymywaniu kontaktu wzrokowego w nawet najbardziej trudnych sytuacjach, a mimo to moje tęczówki lekko zadrżały, kiedy mierzyły się z jego. Rozchylił usta, jakby chciał coś powiedzieć, a jego oddech owiał moją twarz. Nie wiem co do cholery teraz robiłem, ale najbezpieczniej było ustalić, że po prostu kolejny raz chce go wypróbować.
Moje place opuściły jego skórzany pasek, powolnym spacerem wspinając się po jego klatce piersiowej. Jego idealnie wprasowana koszula ukrywała równie imponujące mięśnie brzucha, które wyczułem pod opuszkami. Moje serce przyśpieszyło i uderzyło mnie gorąco typowe dla stanu podniecenie. Minho się nie ruszał, ale w dziwny sposób przyglądał się moim ruchom. Przeniosłem dłonie na jego plecy, zjeżdżając po nich w dół, aż dotarłem ponownie do szlufek w jego granatowych spodniach. Przyciągnąłem go do siebie, jeszcze bliżej, jednocześnie samem ślizgając się po blacie, aby zbliżyć moje ciało do jego. Zapach jego ciała przyćmił teraz wszystkie inne zapachy, jakie docierały do mnie z kuchni. Palce jednej dłoni pozostawiłem w szlufce, a drugą ręką sięgnąłem po raz kolejny tego dnia po polewę na ciasto. Nabrałem trochę masy, a następnie przesunąłem nią po moich ustach. Byłem zdenerwowany. To było stresujące, bo już dawno się tak nie czułem. Tym bardziej przy kliencie.
Minho już wiedział, co chce zrobić. Przymknąłem powieki, widząc ukradkiem wzroku jego wahanie. Zaskoczył mnie fakt, że naprawdę poczułem chęć pocałowania go. Powoli nachyliłem się w jego strony, podnosząc podbródek do góry. W tym samym momencie, kiedy usłyszeliśmy głosy wchodzących do kuchni pracowników, Minho wyrwał mi się jak oparzony, a ja nawet nie zdążyłem opuścić dłoni, w której jeszcze chwile temu spoczywał materiał jego spodni. Uśmiechnął się niezręcznie do chefa kuchni, który oczywiście nawet nie zauważył jego przestraszonej miny.
- Widzę, że ci smakuje, Taemin - ucieszył się Amar, widząc jak umazany jestem umazany na twarzy czekoladą. - Jutro na śniadanie karze ci zaserwować kawałem tego ciasta, do którego użyłem tej polewy!

* Digital Daggers - Envy